niedziela, 1 września 2019

Robot Radiowy czyli notarialnie potwierdzona historia z ulicy Brzeskiej

Pierwszy września jest taką symboliczną datą, taką kartką z kalendarza. Zwłaszcza ten dzień sprzed 80 lat. Stąd i dzisiejszy post i jak łatwo się domyśleć będzie on dotyczył roku 1939 i Kalendarza Radiowego. Trafiła w moje ręce ciekawa pozycja, książka nazywająca się nie mniej RADIO-Informator Kalendarz Przewodnik Radiosłuchacza na rok 1939. Egzemplarz ten jest bez pierwszej strony okładki, gdzie (jak wskazują inne fotografie) troszkę groźnie wyglądający Robot jest umieszczony.
 Kanciasta głowa, w ręce studyjny mikrofon, z tyłu kula ziemska. Nie odnajduję jakoś intencji plastyka i wydawcy, już ten z kalendarz z 1938 był co najmniej bardziej czytelny – z Twardowskim na księżycu. Ale nie dla tego kupiłem akurat ten egzemplarz, zaintrygowała mnie strona i dwie osoby, które podstemplowały się  jako właściciele tej pozycji.
Pierwszą jest Stanisław Szymonowicz, Notariusz ze Lwowa. Troszkę informacji udało się wygrzebać w Internecie o nim. Pochodził z ormiańskiej rodziny i w latach trzydziestych przeniósł swoją prawnicza praktykę ze Stanisławowa do Lwowa. Tam też pod numerem 6 przy ulicy Romanowicza, a numerem telefonu 1 00 60 swoją notarialną posługę mieszkańcom miasta i okolic pełnił.
Chyba dobrze, bo w Radzie Notarialnej zasiadał, jak świadczą zapisy do 1939 roku.  Jego brat Władysław bardziej znaną osobą był, przez długi czas pełnił funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Lwowskiego, a i na kartach naukowych publikacji częściej występuje. O Szymonowiczach i ich losach więcej nie wiem, nie udało się wyszperać, a rodzina z pewnością ciekawa i godna wspomnienia.
Druga pieczątka należy do Zbigniewa Stecko, z Warszawy. Tutaj wyszukiwanie po imieniu i nazwisku  prowadzi raczej ślepym śladem do warsztatu/sklepu radiowo- telewizyjnego w Pile. Ale bardziej ciekawy jest adres. W tej chwili jest to adres jednej z warszawskich kancelarii notarialnych (!) Pozwolę sobie zatem domniemywać, że i Pan Zbigniew się prawem zawodowo zajmował. Kiedy – nie wiem, Internet nie pomaga, nie wiedzą również aktualni lokatorzy lokalu nr 26, przy ul. Boya-Żeleńskiego 6 w Warszawie. Nie wie także, bardzo uprzejma i zaangażowana w szukanie, bibliotekarka Warszawskiej Izby Notarialnej. Może ktoś coś bliższego może o Panu Zbigniewie Stecko powiedzieć.Rad bym poznał dokładniej historię tych dwóch poprzednich posiadaczy Kalendarza.
Ciekawe są notatki prowadzone na stronach tej książki. Nie ma ich wiele, ale na przykład dosyć dokładnie oznaczone są częstotliwości polskich stacji nadawczych pracujących na falach krótkich, przed wojną. Domyślam się że Mec. Szymonowicz oprócz Lwowskiej Fali słuchał także audycji Radia Polonia dla Zagranicy.
Druga notatka, na wykazie częstotliwości fal długich wskazuje, że książeczka była używana także po  15 marca 1950 roku, kiedy to częstotliwość nadajnika Radia Warszawa na mocy konferencji Kopenhaskiej (1948) została podniesiona do 227kHz. Może ten zapisek to już Pan Stecko uczynił?

Jakie były dalsze losy tek książki nie wiem, ale widać że ktoś kilka lat temu o nią zadbał, podkleił i w przezroczystą okładkę wyposażył. Zależało mu. Mnie też. Będzie kolejną pozycją, już trzecim radiowym kalendarzem na rok 1939, w moich zbiorach. Telefunken  Pana Książka i Bell.
Sama książeczka jest kalendarzem tylko umownie, ilość stron na zapiski spraw terminowych i ważnych, imienin przeznaczono minimalne, gro treści to mniej lub bardziej luźnie felietony około-radiowe okraszone czarnobiałymi fotografiami.
A jest tych fotografii sporo, sam naliczyłem 324 osoby, które z imienia i nazwiska można zidentyfikować po podpisach portretów jak i grupowych fotografii. Sporo, ale taka chyba była rola tej publikacji – bliżej radiosłuchaczowi przybliżyć postać osoby, której głos z głośnika słychać.
 Oprócz felietonów są tam porady odnośnie odbioru na falach krótkich (podówczas nowości), wspomniany już wykaz stacji radiowych ale i tygodniowych programów polskich rozgłośni. Są i reklamy, sporo, nawet w spisie treści.
Odnaleźć można nawet dwie instrukcje budowy odbiorników radiowych. Jedna dosyć obfita i szczegółowa dotycząca budowy samodzielnej odbiornika detektorowego. Jest i opis „taniego odbiornika sieciowego na lampach nowoczesnych”.
Opis ten zawiera schemat ideowy oraz uproszczony schemat montażowy, jest też co do grosza (przedwojennego) policzona kalkulację elementów.

Ale jakoś autorom pominęły się cewki w szczegółowym opisie - widać trzeba było kupić za złotych siedem.
Ciekaw jestem czy ktoś skorzystał z tej instrukcji i radio zbudował.

Jak wspomniałem jest mnóstwo reklam, nie koniecznie radiowych, jedna bardzo intrygująca na stronie 317.

Reklama ROBOTA Radiowego. Chyba się wybiorę do Pani Anety (Starych Mebli Czar – Brzeska 6) – dokładnie na przeciwko mieściła się Wytwórnia Zegarowa K. Żelazkiewicz i E. Nicpanicz Spółka z org. odp.
Może tam w podcieniu kamienicy na Brzeskiej wraz z „lokalesami” jeszcze jest jeszcze czai ten Robot Radiowy, z mikrofonem w ręce.
Zdj.ęcie z StreetView - teraz troszkę lepiej to wygląda.
Co ciekawe ta zegarmistrzowska fabryczka (WUZET) produkowała także aparaty fotograficzne marki SIDA – i tu też ciekawa historia z 1 września 1939 roku.


Kalendarz na rok 1940 już można było zamawiać, niestety wydania się nie doczekał.



wtorek, 13 sierpnia 2019

Tesla Muzeum czyli o zaletach brygady

A jednak da się! Z gruba 20 lat temu dane mi było spędzić w Czechach dobrych kilka miesięcy, miałem możliwość załapać troszkę tego języka tak mowie jak i w piśmie. Ale też wniknąć do kultury, mentalności, sposobu i rozumienia świata. Muszę przyznać, że bardzo mi się podoba i kraj, i ludzie.  Dosyć trudnym okresem był czas nazywany tam komunizmem, czyli od zamachu stanu w 1948 do aksamitnej rewolucji 1989 roku.  Ostre przestawienie zwrotnicy, kolektywizacja i nacjonalizacja odcisnęły swoje piętno.
Jednym z takich historycznych zdarzeń było znacjonalizowanie i połączenie w jeden organizm wszystkich firm zajmujących się elektroniką – słowem powstanie Tesli jako "narodowego koncernu". 10 sierpnia 1946 roku (piszę ten tekst dokładnie 73 lat później) pod przymusem zostało połączonych 16 fabryk, część z czechosłowackim rodowodem (jak Mikrofona, Telegrafia), część przedstawicielstw zagranicznych – słowem wszystkich, które były.
Powstała Tesla, niby z początku nazwana od imienia zmarłego w 1943 jugosłowiańskiego (hi, hi!) naukowca, ale po niesnaskach w socjalistycznym obozie objaśniana jako skrót TEchnika SLAboproudá (technika słabych  prądów). Tak czy inaczej powstał koncern.  I co ciekawe udało się w ramach tej organizacji tworzyć bardzo udane konstrukcje, od popularnych odbiorników (Talisman), po unikalne i wyjątkowe specjalistyczne konstrukcje (legendarna Tamara). Inżynierowie, technicy i szeregowi pracownicy byli w stanie się zorganizować i współpracować nawet w takiej narzuconej strukturze. Dla dobra ogółu.
Moje ulubione

Socjalistyczna gospodarka ČSSR  powodował, że w wielu miejscach pojawiały się problemy, jak np. u nas z zaopatrzeniem, to w Czechach z siłą roboczą. Socjalizm bohatersko walczy z problemami znanymi tylko w tym systemie. Dlatego u nas wprowadzano kartki na cukier, a u sąsiadów Brygady Pracy socjalistycznej. Taka siła robocza na akcje: dokończenie budowy, zbiór ziemniaków, stonki czy chmielu. Powstawało coś co nazywano się brygadą czyli zespół ludzi, nie do końca profesjonalistów (od profesora wyższej uczelni do listonosza) skrzykiwanych do wykonania konkretnych prac. Oprócz koniecznego (pilnie rozliczanego) obowiązku, praca na brygadzie była także doskonałą okazją do zawarcia znajomości, do tworzenia samoorganizacji w pracy.
Wspomnienia ze wspólnej pracy,
W Czechosłowacji to jakoś działało, u nas w Polsce – no raczej nie.

Wielką przyjemnością było dla mnie w ramach wakacyjnego wyjazdu, ponowne odwiedzenie Czech (i Czechów) oraz spędzenie kilku dni w tym kraju. Jakoś tak szczęśliwie droga wiodła mi przez Dvůr Králové nad Labem, gdzie odebrałem zamówione książki Viktora Križeka (OK1XW), a nade wszystko przez Třešť. W tym mały miasteczku, zaraz przy stacyjce kolejowej od roku 2004 roku, powstaje, funkcjonuje i rozwija się Muzeum Tesli.
Historyczny Radioklub Czech i Słowacji obchodzi swoje ćwierćwiecze!
Wszystko za sprawą HRCS i zrzeszonych w nim pasjonatów, którzy to własnymi datkami i własną pracą organizują Muzeum, remontują dawne spichlerze. Wszystko po to by zachować pamięć, zabezpieczyć eksponaty i dokumentację. A co najciekawsze, trudne do uwierzenia – sami organizują się w brygady pracy, rozliczają godziny, organizują zakwaterowanie i wyżywienie. I mają w tym rezultaty!  Bez wielkich dotacji, programów – sami z siebie! Gratuluję!
Dawny spichlerz na stacji kolejowej - teraz Muzeum Tesli.
A teraz kilka słów o samym Muzeum Tesli – Na parterze jest miejsca dla ciężkiej radiotechniki –
głownie nadajniki, jest też magnetowid (jeden z pierwszych a nawet mikroskop elektronowy!
Mikroskop elektronowy.
Dla mnie troszkę mniej ciekawa ekspozycja, nie mniej jednak unikalna i jedyna w swoim rodzaju.
 Na piętrze jest ładnie zorganizowana i bardzo przemyślana ekspozycja – od pierwszych teslowskich odbiorników po ostatnie z tym znaczkiem.
Tam i telewizor się znajdzie, i magnetofon.
Są i lampy.

I mało znane odbiorniki.

Jak i te, które powstawały w kooperacji z Unitrą.
Do tego kilka eksponatów z początków telewizji – łącznie z tą mechaniczną. Działające eksponaty pozwalały zobaczyć jak wyglądał obraz przez tarczę Nipkowa.
Tewizja mechaniczna.

I autor przeskanowany przez tarczę Nipkowa.
Dzięki zaangażowani Kustosza (który właśnie szlifował obudowę odbiornika)
 miałem możliwość zobaczyć drugi budynek, kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie prace trwają nad przygotowaniem magazynu depozytów, których wciąż przybywa.
Ta sama stacyjka, kolejny spichlerz.
Depozyt - to tylko część.
Regały już czekają
Talismanki też.
Czekają i  i unikaty

Coś mi się zdaje, że niedługo złoże swoją deklaracją członkowską, opłacę składkę i zostanę członkiem HRCS, nie tylko po to by otrzymywać Radiojurnal, ale przede wszystkim po to by spotkać zapaleńców, podpatrzeć jak działają jako brygada, a może i przenieść dobre wzorce do Polski. Skoro tam się uda to i może u nas.
No i by się w końcu nauczyć jak się poprawnie wymawia tą nazwę miejscowości  - Třešť


73!  Nie tylko lat!

czwartek, 18 lipca 2019

Post nr 200 czyli mały krok człowieka

Mija właśnie 50 lat od pamiętnej nocy, kiedy to na planecie Ziemia wiele rodzin nie spało*. Tak się składa, że wspomnienie tego wieczoru jest najwcześniejszym, które potrafię w czasie i miejscu umieścić. Utrwaliło sie na zawsze. Transmisję z lądowania oglądaliśmy u Cioci - miała telewizor!

Ja nie miałem jeszcz wtedy czterech lat, ale pamiętam, że jedno pytanie nie dawało mi spokoju:
Jak tych dwóch astronautów na tym Księżycu postawiło tą wielką rakietę do pionu?
Nawet w muzeum silniki F1 są eksponowane poziomo. Takie duże!
Może z perspektywy czasu to pytanie wydaje się dziecinnie naiwne, ale jest w nim coś innego. Wa zne w nim jest samo pytanie, próba odpowiedzi, szukanie rozwiązań, inspiracja. To właśnie program Apollo dał milionom ludzi na całym świecie impuls do tego by stawiać sobie pytania i próbować na nie odpowiedzieć. By stawiać wyzwania i je realizować. Dla mnie też.
Piękne prawda. Pulpit sterowniczy statku Apollo.
Po pięćdziesięciu latach wiem co zrobię, z całą rodziną usiąde pod rozwieźdzonym niebem, pod tym samym Księżycem, tak samo prawie w pełni i bęeziemy słuchać głosów  z NASA-TV (przygotowują retransmisję historycznej audycji). Poszukamy odpowiedzi na to pytanie sprzed lat pięćdziesięciu, a może zadamy sobie kolejne.
Taka kamera przekazywał obraz z lądowania - miło było mi pracować dla Westinghouse.
Wiem, że dla mnie osobiście to co przed półwieczem stało było wielką inspiracją. A tego nam trzeba.
Wielkiej Inspiracji nie tylko dla jednego człowieka, ale całej ludzkości.


* - w krajach "obozu socjalistycznego"tylko w Polsce przeprowadzono bezpośrednią telewizyjną transmisję.

AKTUALIZACJA

Transmisję sprzed 50lat wysłuchałem na tablecie. I to w tej perspektywy, która osobiści mnie  najbardziej interesuje - FLIGHT Director.

Na stronie apolloinrealtime.org/11/ można sekunda po sekundzie prześledzić to co się działo wtedy w Centrum Kontroli Lotów. Na komputerze mamy to jeszcze bardziej smakowicie podane.

Przeżyjmy to raz jeszcze.


poniedziałek, 15 lipca 2019

Plecak książek co czytać na wakacjach

Dzisiaj najkrótszy post.
Zaczynamy wakacje, podobno najlepszym przyjacielem na ten czas jest książka. Ja już wstępną selekcję poczyniłem.
W plecaku Lewiński, Trusz, ale i parę pozycji zagranicznych. O ile z czeskim sobie poradzę, to pozycje niemieckojęzyczne będą trochę kłopotem.

Będzie co dźwigać. I czytać.
Jak myślicie z czym zamierzam  wrócić?

Pozdrawiam wszystkich wypoczywających, a i tych co muszą pracować też.


czwartek, 27 czerwca 2019

Ramona w chałupce czyli konstrukcja po latach zrobiona.

Jakoś tak do mojego warsztatu dosyć często trafiają radia z serii Calypso tj. oprócz rzeczonego modelu także Ramona, Rumba itd. Lubię ten model. Standardowe chassis, to samo rozwiązanie elektryczne. Te same problemy, te same naprawy. Z jednej strony to troszkę nudnawe – konstrukcja znana, z drugiej trochę przyjemne - a to w myśl zasady, że lubimy te piosenki, które znamy. Po wyskrzynkowaniu jest ono na tyle małe, że mieści się bez trudu ma moim stole roboczym (jak go wcześnie uprzątnę) i da się nim manewrować. Porzuciłem już zabawę z kołyską, nie była tak do końca wygodna. Nawiązując do wcześniejszego postu i opowieści o przewracaniu Warszawy to znalazłem video, gdzie identyczna kołyska służy do dziś – gratuluję chłopakom. Tata miała smykałkę do konstrukcji, różne rzeczy budował, a mnie jako dziecko fascynowały te konstrukcje – tworzyłem własne najczęściej coś zbijając z odrzynków z pobliskiej stolarni. Takim marzeniem i kunsztu dowodem były prace starszym kolegów z Zakopiańskiej Budowlanki – w przejściu między dolnymi Krupówkami a ul. Kasprusie. Miniatury tradycyjnych chałup czy innych regionalnych budowli tam (w latach siedemdziesiątych) na widok publiczny wystawione – dla mnie - kilkuletniego chłopaka to było coś. Fascynowało, inspirowało – ale jakoś tak finalnie nie przyciągnęło – Mechanika Precyzyjna, elektroniką podparta to wydawała się być moją ścieżką.
RAMONA

Naprawa radia wymaga dostępu z kilku różnych ustawieniach. Niby można przekładać samo chassis, a czasami się coś omsknie, coś urwie, złamie czy wygnie. Postanowiłem zbudować porządną podstawę, która to w sposób i wygodny, ale i bezpieczny pozwoli manewrować chassis. Pierwsza wersja powstała dla Calypso (a właściwie Ramony – dłuższe klawisze). Było publikowane parę opisów takich mechanicznych konstrukcji,  w sieci jest też parę przykładów. Mnie zainspirował jeden pomysł publikowany na stronach Radiomuseum.

Może nie o sześciu stopniach swobody, ale za to (jak się zdawało) prosty w konstrukcji, do zrobienia bez konieczności spawania i poręczna. Tak, żeby się dało podejść od przodu, od spodu. Lutować, montować, naprawiać i stroić.
Obmierzanie chassis.
Pierwsza faza to projektowanie konstrukcji, szkic powstał, założyłem po centymetrze lub dwóch naddatki, tak by na jakimś kablu położone chassis luz jeszcze miało.
Prof. Dobrzański by się trochę pogniewał, ale panowi z Castoramy wystarczyło.
Wyszło mi, że zmieszczę się w prostokącie 270mmx 300mm, a właściwie 27cm x 30 cm (1cm to miara stolarska, 1mm z warsztatu mechanicznego).
Materiały to głównie rurki o średnicy 16 mm, a dokładniej pozostałe po remoncie mieszkania stare karnisze. Rurki stalowe, ładne, w piwnicy kilka lat stojące doczekały się drugiego żywota. Boczki miały być ze sklejki, ale okazało się w Cas…Mie ten materiał to sprzedają na całe formatki (125x250 cm) i nawet jak mi przytną, to resztę mam sobie zabrać! Gdzie? Jak? i po co? Odpuściłem sklejkę. Płytę OSB 9mm z odpadów zamówiłem. Za cięcie zapłaciłem dwa razy więcej niż za materiał. Ale rozmiar i proste kąty miałem.
Boczki już są
Do poprzeczek zamówiłem profil stalowy cynkowany 35x18mm, taki z koryt kablowych i zaciski do 16mm rur hydraulicznych. Już po odebraniu profilu okazało się, że to co na rysunkach ładnie wyglądało i się mieściło to jednak przeogromny przerost formy nad potrzebami – ten profil to by dwa Beethoveny wystarczył, a i Mińska (55kg) na dokładkę można by dołożyć. Sprzedawca z wysyłką zacisków hydraulicznych się opóźniał, wiec kolejna wizyta w supermarketach i aluminiowy profil za 10 zł i paczka zacisków na kabel U-16  ( 5 sztuk za 3,48zł) problem rozwiązany mam.
Trochę się obawiałem, czy te zaciski nie wytrzymają.
Sztandary z Nieborowa
Jak się okazało w trakcie niedzielnej wycieczki do Nieborowa to takie same uchwyty (i to bez zapinki) sztandary Radziwiłłów w pałacu trzymają to i moje radio nie spadnie.
W zamiarze stojak miał umożliwiać operowanie radiem (lutowanie czy strojenie) także w pochyleniu. By pochylenie owo było stabilne trzeba było tak dobrać kąt by środek ciężkości chassis wypadał możliwie na środku podstawy.
Wyznacznie środka cięzkości metodą eksperymentalną.
Oznaczenie środka wykonałem sam, a przy kącie wielką z pomocą geometryczną przyszła moja Córka. Jak szybko ustaliliśmy, teorię geometrii studiując punkt na jednej i na drugiej krawędzi powinien leżeć na okręgu o środku w środku ciężkości właśnie i w zasadzie dowolnym promieniu. Za pomocą gwoździka, sznurka i pisaka (tzw. cyrkiel zastępczy) udało się te punkty wyznaczyć, prostą połączyć.
Geometria w praktyce.
Za pomocą ręcznej piły prostą w czyn wprowadzić.
Piła kreskę w czyn przemieniła - taka piłą.
Trzecia rurka sztywność całej konstrukcji nadała. Obudowa po przycięciu skosów się takim domkiem stała, prawie musiałem się powstrzymywać by nie robić daszków, ganeczków czy małych drzwiczek.
I mamy pochylenie.
Okienko wyciąłem. Aby konstrukcję uzupełnić na boku przymocowałem głośnik do odsłuchu, z rezystorem 4om dla uzupełnienia impedancji.
Cześc elektryczna na desce zmontowana.
Głośnik mógł być drugim takim rezystorem zastąpiony – jako takie sztuczne obciążenie. Przełącznik obrotowy, dwa dodatkowe rezystory zamontowałem by namiastkę regulacji głośności mieć (do strojenia na cicho). Można pracować na Głośnik + rezystor (drugi głośnik udający) bądż na sztuczne obciążenie z odsłuchm lub bez. Gniazdo do podłączenia woltomierza lub oscyloskopu się też udało zainstalować.
Kabel jak kocór - boczkiem uchodzi.
Dodatkowo szczelinę z boku wyciąłem,  preszpanową  zapadką przysłoniłem (taki „kocór” – klapka dla kota) tak by wprowadzony tam tak by sieciowy kabel na bok wyprowadzić i nie plątał się z chassis. W drugiej płycie wyciąłem kwadratowy otwór – prawie okienko.
Okienko
Ale nie po to by jak się mówiło „kwatery” obstalować, ale by dostęp do głowicy UKF mieć. Do lampy - by założyć nakładkę od generatora, a i do trymetrów czy pierwszego filtra p.cz.
Dla głowicy
Tak więc w jednej konstrukcji mamy i podstawę do radia i spełnienie dziecięcych zamiarów, no i tak zupełnie nieoczekiwanie przenośną wersję Ramonki.
Pierwsza prznośna Ramona.