sobota, 16 marca 2019

Loewe Szwagra czyli o współpracy wskazówki i ucha

Naprawiając Loewe Szwagra miałem nie tylko problemy z klawiszem, Prawdę mówiąc - z nim żadnych problemów nie miałem. Elektryka to dopiero problemy sprawiła. Oprócz nietypowej lampy EBC92, która po rozgrzaniu się zwarcie robiła to był dopiero początek. Muszę przyznać jednak, że wszystkie problemy były jak najbardziej  typowe i tylko moje niewłaściwe podejście powodowało, że naprawa trwała długo.
Na pierwszy ogień poszedł wyłącznik sieciowy – trwale zablokowany w pozycji włączone. Przypuszczam, że był to pierwotny powód zniszczenia klawisza. Niemiec nie wytrzymał, walił w klawisz AUS, klawisz nie wytrzymał, Niemiec nie wytrzymał i radio wywalił. AUSGANG się zrobił (słynne i tajemnicze miasto w Niemczech, do którego zjazd z każdej autostrady prowadzi, co parę kilometrów).
Problem przełącznika to malutki odlewik z tzw. szajsmetalu czyli stopu ZnAl, który po latach traci swoje właściwości staje się krucho podatny, pęcznieje i mamy problem. Tu zaklinował przełącznik w pozycji ON.
I nie dało się radia wyłączyć. Ten szajs-metal to jakaś niemiecka specjalność – całe sprzęgło w SABIE czeka na naprawę.
Z braku takowego wyłącznika poratowałem się mini-krańcówką z długą listwą, którą to dwoma śrubami M2 ładnie dało się przyczepić. Oryginalny wyłącznik był dwusekcyjny, ale inaczej niż w polskich odbiornikach, tu druga para styków wyłączała napięcie anodowe (?!?). Po wymianie na jednosekcyjny anodowe pozostało zawsze załączone. 
Działa niezawodnie, tylko przy wyłączaniu zawsze na sekundę pojawia się odbiór na falach długich, cokolwiek przed tym było. Czy UKF czy gramofon. Ot, taka uroda, może nawet niedogodność – mam nadzieję, że Szwagier zaakceptuje.
Skala jest pęknięta, ale tylko pęknięta częściowo. Próbowałem specjalnie na tą okazję kupioną żywicą kanadyjską nasączyć tą szczelinę, nawet próżnią posysając.
Jednak żywica nie jest płynna i nijak nie daje się wessać. Nie to co super środki do „usuwania” pęknięć szyb samochodowych. Zabezpieczyłem tylko nią krawędzie pęknięć na skraju szkła i w otworze na potencjometr. Samą skalę, a dokładniej drobne zarysowania podmalowałem ciapkami z dobranej modelarskiej akrylowej farby – za pierwszym razem utrafiłem z kolorem. Idzie naprawa jak w niejednym warsztacie przy zachodniej granicy. Tylko licznika nie trzeba kręcić.
Nie wiem jak to się stało, ale nijak (po pięciu latach magazynowania) nie udało się odnaleźć wskazówek skali – czy to ich może wcale nie było, czy też się zapodziały – no nie wiem. Tło skali odmalowałem, wskazówki z drutu wygiąłem.
Pomalowane zostały inną modelarską farbą w kolorze „czerwień sygnalizacyjna”. Żyłki prowadzące też nowe. Tu nie pomogli koledzy wędkarze, u nich żyłki i cienkie, i drogie. Za 100m żyłki gospodarczej zapłaciłem ledwo kilka złotych, kilka za przesyłkę i mam teraz 99 metrów zapasu. Muszę się przyznać, że kombinacja: druciana wskazówka i nowe żyłki współpracuje całkiem dobrze. Skala założona – Warszawa I na 225kHz – oj, nie jest źle. Trójka też na 98,8 MHz – jeszcze lepiej może nie trzeba będzie stroić.
Pozostał stereo dekoder. Radio ma dedykowane gniazdo, ale wyposażone było w taki zwieracz.
Zwieracz, że się tak wyrażę.
Miejsca na stereodekoder dość.
Coś co przypominało mi mój adapter Mister Hit (licencja Telefunken), gdzie mono wzmacniacz był zasilany z stereofonicznej wkładki krystalicznej, tu akurat na odwrót. Widać taka lokalna specjalność rozwiązywania problemów.
Jest w Internecie kilka opisów jak np. uczynić taki steroedekoder dla odbiorników SABA, dokładne wersje, płytki drukowane – komplet. To jest jednak Loewe. Pobieżne zapoznanie się ze schematem wyjaśnia, że pomimo, iż gniazdo novalowe jest takie same, to użycie poszczególnych pinów inne. Na dokładkę pomiary napięć udowadniają jeszcze jedną nieścisłość – masa i gorący kabel żarzenia 6,3V mają zamienione kolejność styków – ot, takie przeoczenia. Zawsze warto sprawdzić. Stereodekoder zabudować postanowiłem na płytce uniwersalnej, chociaż jak udowadniają, a i szczegółowo opisują koledzy za wschodniej granicy – nie jest to konieczne – można zrobić to „na pająka”. Cóż, lubię montaż przestrzenny, ale dla mnie to już hard-core. Takie radzieckie podejście do techniki.
 
Rozwiązania do SABY opisywane, też do końca mi nie odpowiadają. Jak bym na to nie patrzył to wygląda na to, że stereo dekoder tak przedstawiany ma masę sygnałową podpiętą do gorącego przewodu żarzenia – to daje 6,3V zmiennego na wejściu i wyjściu. Może to i błąd, może moje nie do końca zrozumienie konstrukcji – no przecież nie dywersja.
Ja zrobiłem zasilanie stereodekodera co najmniej standardowe. Dioda 1N4007, kondensator elektrolityczny 2200uF, opornik 56om i dioda Zenera 6,3V. Dlaczego takie wartości - no po prostu takie miałem na podorędziu, a parametrami w miarę pasowały.
Kilka kondensatorów zgodnych z zastosowanymi w nocie katalogowej TA7343A, chociaż ukraińskie zestawy stereodekoderów na tym samym scalaku oparte, podają dużo większą tolerancję elementów.
Zważywszy jednak, że mamy do czynienia z lampowymi impedancjami pomiędzy stopniami (megaomowymi) to 100nF na wyjściu zamiast 10uF jest jak najbardziej OK. Konstrukcja na płytce uniwersalnej powstała, korzystając z oryginalnego 9-pinowego wtyku jako interface do radia. Złącze to przekazuje żarzenie (czytaj zasilanie), wejście sygnału (oddzielne bez deemfazy) i wyjścia dwa: kanał lewy i kanał prawy.
Dodaj napis
Na płytkę nie przekazałem napięcia anodowego przewidzianego do zasilania oryginalnego stereo dekodera (lampowego), bo i po co. Analizując oryginalny lampowy schemat stereo dekodera warto zwrócić uwagę na rezystor R20 łączący katody ECC83 – takie rozwiązanie pogłębia efekt stereo – prąd płynący przez jeden kanał tłumi jednocześnie wzmocnienie drugiego.

Oryginalny lampowy stereodekoder
Pogłębia efekt stereo. Wg. kolegi Zygmunta jest to znane z lampowych wzmacniaczy rozwiązanie Groove lub Wide zwane. Tu jednak robimy przeskok o ponad 20 lat – sterodekoder na scalaku z pętlą PLL TA7343A i żadnych tam takich sztuczek.
Muszę przyznać, że cieszę się z wyboru scalaka. Trwało naprawdę kilkadziesiąt sekund gdy po pokręceniu potencjometru udało się uzyskać zapalenie diody – mamy radio stereo !!!!
Pierwsza zielone światełko w tunelu
Musiałem dodać jedno złączę i diodę 8mm by uzyskać w miarę ładne podświetlenie znaczka STEREO.
Radio po woli składam i Szwagra na pierwszy odsłuch wezwałem. No powiem tyle: nie był szczęśliwy, a to jeden kanał coś nie tego, a to basów nie ma, to bazy raz za płytkie, raz za głębokie. Przyznam się, że trochę na niego jak na audiofila patrzyłem, i tylko czekałem, że zacznie wszelkich wad w kablu zasilającym się dopatrywać. Nie zaczął. Ja mu  tu radio sztuka nówka szykuję, skromne 50 lat, Niemiec tylko mszy w niedzielę słuchał! A tu takie uwagi – no każdy blacharz czy mechanik by nie wytrzymał.
Radio, a dokładniej jego tor m.cz. trafia na pospiesznie złożony (i przez Szwagra skonfigurowany) tor pomiarowy RMAA. Taka wzmacniaczowa hamownia. Na krzywych rzeczywiście widać ubytek basów w jednym z kanałów i bardzo nie taką charakterystykę przenoszenia.
Kanał prawy się na wykresie nie zmieścił!
Szwagier rację ma! Idzie z powrotem na warsztat.

Po głębszym pogrzebaniu stwierdziłem, że ktoś już jednak pracował nad wzmacniaczem m.cz., nie tylko zamiast EL84 były 6P14I, ale kondensatory w katodach miast 50uF miały 22uF. I napisy Tesla. Zamieniałem na 47uF, ciut pomogło, wzrost wzmocnienia tak na poziomie 80Hz był o 20% - mierzony nie wysłuchany. Ale dalej nie to – już nawet ja słyszę, nie tylko na przyrządach widzę. Regulacja wzmocnienia idzie jak trzeba, ale to nie to. Sprawdziłem kondensatory w sprzężeniu zwrotnym – bardzo dobre. Nic, jeden kanał jest słaby w zakresie niskich częstotliwości.
Korozja na zewnątrz
Po ładnych kilkudziesięciu minutach kombinowania mam winnego – potencjometr od regulacji tonów niskich (skromne 5Mom), równolegle do kondensatora 220pF podpięty, zmienia swoją rezystancję od 5Mom do gdzieś do 2Mom, a potem leci w nieskończoność.
I wewnątrz
Dał się rozebrać, wyczyścić i ogólnie naprawić. Składam, teraz basów nie ma, ale równo. Przełączanie przełącznikiem Sprache /Music – znów są, ale tylko w jednym kanale, znów nie ma – okazało się, że przełącznik (takiej samej konstrukcji) jak sieciowy w jednej sekcji działał jak chciał, w drugiej nie działał wcale.
Taki sam przełącznik
Rozebrałem go i o dziwo inne wykonanie, bez szajsmetalu. Po czyszczeniu działa 10/10 i są basy w obydwu kanałach.
Ale dał się odratować
Generalnie – potencjometry i przełączniki KONIECZNIE trzeba sprawdzić i przeczyścić. Nie dajcie się zwieść dobrym stanem innych elementów. Nietypowo w tym modelu zrobiony jest balans – potencjometr pomiędzy siatkami EL84, zwierajmy sygnał do masy poprzez kondensator 100nF. Działa na dobrą sprawę tylko w skrajnych położeniach. Takie to wszystko, te regulacje rzekłbym niedopracowane, no po prostu niegodnie niemieckiej techniki, to obeszli problem, tu pokombinowali – mnie się nie podoba. Coś mi to przypomina układ kierowniczy Mercedesa A-classe. Dwa razy jechałem, dwa razy mało co się nie zabiłem. Nigdy więcej .
Mapa problemów
Usiłując poprawić czułość (w piwnicy tylko 2 stacje ze stereo) pokusiłem się o przestrojenie toru p.cz. Walczyłem długo, jak było ładnie na wobulatorze to kiepsko w odsłuchu. Jak w miarę grało to krzywa do niczego. Coś co mnie satysfakcjonowało uzyskałem dosłownie pięć minut przez przyjazdem Szwagra po odbiór.
Może się podobać
Złożyliśmy, obmierzyliśmy – jest dużo lepiej, kanały od siebie nie odskakują. No Szwagier ucho prawe i lewe do głośników przykłada i coś to i tam komentuje. Ja na przyrządach nie widzę, on słyszy.
Wnikliwa analiza się rozpoczęła.
Na docelowy odsłuch zabrał do swojego domu. Z wielką ulga przyjąłem informację, że ostatnie niedoskonałości udało się wyeliminować dopasowaniem głośników do obudowy. Podkładki pod głośniki wymienił, inaczej dokręcił – przestało brzęczeń i zniekształcać. Nie tylko elektryka jest ważna, stolarstwo też. Teraz to podobno nic innego nie robi po powrocie z roboty, tylko wsłuchuje się w piękne brzmienie.
Filmiki tera dostaję - jak ładnie gra. No - ładnie gra.
Rad jest. Ja też.

Ja też, ważne by do radia podejść bez uprzedzeń i wszystko sprawdzić, wszystko naprawić. Takie posłuży jeszcze przez wiele kilometrów. Przepraszam – godzin.
Nie wierz, że jest dobrze – sprawdzaj. Nie wierz do końca w dokumentację – zawsze jest błąd. Sprawdzaj i przyrządami, i uchem. Sam i ze szwagrem. Najważniejsze, że da się zrobić i radio po 50 latach będzie grało jak nowe. A może i lepiej, bo w pełnym stereo. A to cieszy.

Na koniec niespodzianka - EM84 wyszła z gniazda z kawałkiem metalu.
Nie zauważyłem od razu - bo to 8 pin był. 

poniedziałek, 11 marca 2019

Pionieris vai manas radio atrakcijas Rīgā

Zawsze mam ogromną przyjemność, gdy moje drogi prowadzą do Rygi. To miasto ma swój charakter, taki specyficzny klimat hanzeatyckiego portu. Otwartego na przybyszów, gotowego do kontaktów, wymiany idei, poglądów czy dóbr. Ludzie, z razu powściągliwi i ostrożni, przy bliższej znajomości otwarci, serdeczni i przyjacielscy. Taki łotewski Gdańsk, że zaryzykuję to porównanie.
Baltika
Moje służbowe podróże na Łotwę nie tylko zaowocowały nie tylko sposobnością odwiedzenia takich miejsc jak przepiękna ryska starówka czy (tu smutno) pozostałości po wielkiej fabryce Radiotehnika, ale także coraz ściślejszych znajomości z mieszkańcami.
Zdjęcie historyczne - biurowiec RADIOTEHNIKA został zburzony. Ładny nie był, ale .... :-(
Nie trwało długo, gdy od osoby do osoby dotarłem do Andris-a , Bruņenieks-a, krótkofalowca YL2FD, przewodniczacego LRAL (odpowiednika naszego Polskiego Związeku Krótkofalowców)  i pasjonata radiowej historii.
Zostałem zaproszony do odwiedzin i możliwości obejrzenia kolekcji „praktycznie wszystkich odbiorników w Rydze produkowanych”. Żartobliwie zapytałem czy także Radioli Stalina czyli Riga T51.  Andris przyznał, że tego modelu mu brakuje.
Ja od lat paru staram się skontaktować z Muzeum VEF, ale ciągle otrzymuję odpowiedź, że muzeum jest w remoncie a ekspozycja (i jeden z 3 egzemplarzy T51) jest niedostępna. Trudno będę próbował.
VEF Muzeum - ciągle zamknięte

Staropolski zwyczaj nakazuje by w gości z pustymi rękami się nie stawiać. Zatem przyszykowałem coś i radiowego, i polskiego jednocześnie. Nie trudno zgadnąć, że był to Pionier w bakelicie. Bohater poprzednich postów, do sprawności technicznej i pełnego zestrojenia doprowadzony.
Spotkanie było nad wyraz serdeczne i ani spostrzegłem, jak te kilka godzin minęło. Było cudownie - zobaczyłem prawie wszystko.
Jest i technika demobilizowana.
Duże strychowe pomieszczenie, jednocześnie i krótkofalowy nadajnik, i składzik, i muzeum przez kilka godzin było moim oknem do historii łotewskich fabryk (VEF i RRR).
Centrum łączności ze światem.
Zresztą nie tylko łotewskich – była tam i Zwiezda, i Mińsk, i Białoruś.  Dlaczego nie ma T51 też się wyjaśniło – nikt nie byłby w stanie jej wnieść na górę po wąskich schodach :-) .
Nasz najlepszy - Riga 10
Angielski (łotewskiego nie znam) od czasu do czasu wspomagany był jednym czy drugim rosyjskim słowem – ot czytaliśmy to samo Радио.
Zwiedzda
A było tam wszystko, rzeczywiście praktycznie każde radio co w Rydze powstało po wojnie, ale i przed wojennych też ładny zbiór.

Z zagranicznych, no z zagranicznych to … z zagranicznych to teraz będzie Pionier!
Grają razem.
Odbiornik z lekkimi problemami wystartował. Jak prawie zawsze trzeba było dokręć żarówki, co po kilkuset kilometrach polskich, litewskich czy łotewskich dróg trochę się poluzowały.
Każdy dostał co potrzebował - Pionier śrubokręta, ja gorącej herbaty i poczęstunek
Nie mniej zagrał i od razu pokazał swój charakter – grał czysto i selektywnie, ciepło i miło. Co ciekawe w Rydze istnieje prywatna radiostacja Radio Merkurs nadająca muzykę repertuarem i modulacją dostosowaną do słuchaczy lampowych odbiorników. Nadają na falach średnich – na 1485kHz. Ogromnie zazdroszczę takiego nadajnika, dzięki niemu wiele wiekowych odbiorników w Rydze jeszcze grzeje swoje lampy i zielonym okiem mruga.
Festivals - lepszy od SABY - 3 motory ! 
Zdalne sterowanie do Festivals-a. Troszkę zakurzone bo nie używane.
Co ciekawe w Rydze produkowano radio o nazwie Pionier (dokładnie Pioniers – z typowym łotewskim „s” na końcu).
Pionieris 1948 - zdjęcie ze strony www.radiopagajiba.lv
Też powstało w 1948, też było bateryjne (jak pierwsze Pioniery), ale za to było przenośne. Tyle, że zachowało się chyba o wiele mniej egzemplarzy – żadnej wzmianki o użytych lampach, żadnego schematu w Internecie nie spotkałem.
Za to w pamiątkowej książce o RRR jest na tej samej stronie co Riga T51.

Z ciekawostek to pasję kolekcjonera gospodarze współdzielą – Pani Domu zbiera magnesy na lodówkę.
Jest tam i jeden o kształcie radia, a na honorowym miejscu – są polskie akcenty.
Powróciłem do Warszawy, już wiem że kolejnym odbiornikiem na warsztacie będzie Spidola. Kłopotów z naprawą tym razem nie będzie, co prawda fabryki już nie ma, ale są ludzie.
VEF do śniadania co rano przygrywa.
Otwarci, serdeczni i pomocni – jak wszyscy mieszkańcy Rygi.

Pionier czyli moje radiowe atrakcje w Rydze. 


piątek, 8 marca 2019

Klawisz radia Szwagra czyli jeden, dwa .. no góra trzy.

Pięć lat temu gdy się okazało, że moja radiowa pasja zaczyna nabierać rumieńców, dołączył do mnie Szwagier. Jak wiadomo jest to najszacowniejsza męska instytucja we wszystkich poczynaniach. Instytucja tak zacna a i popularna, że niezatarty ślad w języku polskim ma, zaznaczony ot takimi zwrotami jak: „To, to my ze Szwagrem w dzień, dwa … no góra trzy zrobimy”, „Co myślmy ze Szwagrem po [….] nawyczyniali” itp. itd. Szwagier jest nie tylko pomocą w męskich robotach, nie tylko oderwaniem od codziennego bytowania, ale naturalnym kompanem do takiej męskiej przygody. Jak się  dobrze zdarzy to i radiowej.
Pierwsze ze Szwagrem radio robione - Relaks. 
Wtedy to (te pięć lat temu) mój Szwagier stał się posiadaczem szacownego odbiornika Loewe Opta Planet Stereo. Wypatrzył, wylicytował, kupił i … przysłano. Trochę grało, coś tam jedna trzeba było zrobić – tak czy inaczej na pięć lat powędrowało do pudła. Pięć lat, w sumie niezła odsiadka.

Jednak przyszedł na nie czas. Te kilka rzeczy trzeba jednak dla Szwagra zrobić.
Pierwszą był klawisz, a właściwie jego brak. Zabrałem się ochoczo do wykonania jego kopii. Nigdzie jednak nie znalazłem gotowego opisu, lub nawet mocnej inspiracji – pozostało bazować na doświadczeniach zdobytych przy odlewaniu kontrwtyczki do Philipsa czy też odlewaniu znaczków D-I-O-R-A-. Ta sama metoda, te same materiały. Tu zaznaczam, że klawisz robię i opisuję to po raz pierwszy więc mogą być niedoskonałości tak w technologii, jak i w samym opisie.

1.Forma formy.

Aby przygotować firmę silikonową wygrzebałem takie pasujące wielkością i kształtem pudełko od wykałaczek. Były kiedyś w Tes..o po 99 groszy, solidne, nawet wykałaczki troszkę większe, to i kupiłem parę pudełek. Opakowania (jak liczyłem przy zakupie) do przechowywania elementów się nie nadają, ale w tym wypadku pudełko przydało jako forma dla silikonowej formy. Jedna część opakowania posłużyła za formę do silikonu, druga zaś oddała swoje przysługi jako mocowanie wzorca.
Oczywiście jako ten wzorzec posłużył sąsiedni klawisz, delikatnie zdemontowany z dźwigni i dokładnie wyczyszczony. Do tego „stempla” został przytwierdzony za pomocą plasteliny (dzieci podrosły, plastelina została). Przytwierdzony tak, by przyszła linia podziału formy odpowiadała tylnej niewidocznej stronie klawisza, a sam silikon nie dostał się do wnętrza.
Rogi plastelinowego postumentu zostały ścięte oraz dodatkowo nawierciłem w stemplu otwory 2mm tak by umożliwić wypływ powietrza i nadmiaru silikonu.

2.Przygotowanie silikonu. 

Trzeba obliczyć (geometria się kłania) potrzebną ilość na dolną połówkę formy, dodać tak ok. 20% na zapas – ja dodałem za dużo, trochę materiału zmarnowałem. By w miarę precyzyjnie odmierzyć potrzebną ilość silikonu posługuję się przezroczystym kubeczkiem, wodą i strzykawką. Staram się by jego wielkość była tak dopasowana by co najwyżej połowa objętości tego kubeczka była wykorzystana. Aby określić ile to? To wlewam odmierzoną większą strzykawką ilość cm3 wody i zaznaczam poziom. Po opróżnieniu i wysuszeniu kubeczka staram się nalać ten gęsty silikon do zaznaczonego poziomu. Do tego utwardzacz, czyli precyzyjnie odmierzony katalizator we wskazanych proporcjach inną, małą już strzykawką. Stosuję zazwyczaj wolny katalizator (niebieski) tak by dało się bez szaleństw dało się wykonać następne czynności. Po połączeniu składników zaczyna biec czas. Mieszamy – drewniany patyczkiem, takim mieszadełkiem do kawy lub też patyczkiem po skonsumowanych lodach Bambino. Ważne by wymieszać możliwie dokładnie i nie zostawić białych miejsc silikonu rodzimego. Przy stosowanych ilościach jest to minuta, dwie … no góra trzy mieszania. Dalszym krokiem jest odpowietrzanie. Mam pompę próżniową, coś na kształt komory i z tego zestawu korzystam.
Aparatura próżniowa inne skojarzenia budzi. Komora próżniowa z bańki, tylko chłodnicy nie ma!
Odpowietrzanie przeprowadzam w tym samym kubku, w którym mieszałem silikon – dlatego był tak mocno przewymiarowany. Silne spienienie po pewnym czasie ustępuje i po kilku minutach tworzą się jedynie sporadyczne bąbelki powietrza. Kończymy. Kolejny krok to przelanie tak przygotowanego silikonu do finalnej formy i kolejne, już dużo krótsze odpowietrzenie silikonu. Tak minuta, dwie .. no góra trzy. W tym czasie resztki pozostałego w kubku (od mieszania) materiału wykorzystuję do pomalowania klawisza silikonem, za pomocą małego pędzelka. Uzyskana w ten sposób dobrze przylegająca warstwa będzie pomagała uniknąć bąbelków powietrza przy samym odlewie. Przed tą czynnością lekko smaruje olejem silikonowym klawisz – ułatwi to późniejsze oddzielenie.

3.  Pierwsza połówka. 

Tutaj pomaga przekrój pudełka po wykałaczkach – stopniowo się schodzące pudełko o przekroju kwadratu.
Trochę się mi ulało
Po delikatnym i powolnym wciśnięciu klawisza (na stemplu umocowanym) do pojemnika z silikonem musimy odczekać kilka godzin (zależnie od temperatury), aż materiał zwiąże i będzie można przystać do przygotowania drugiej połowy formy.

4. Przygotowanie do drugiej połówki

Jak to się stanie (czyli w praktyce na następny dzień) usuwamy nadlewki silikonu i wyciągamy stempel. Oczywiście lepka plastelina i wzorcowy klawisz zostaną. Plastelinę wydłubujemy możliwie starannie, tak by nie pozostały okruszki. Klawisz zostaje.
Klawisz nie ruszony - malujemy woskiem
Silikon w płaszczyźnie podziału maluję roztopionym woskiem taką cienką warstwą – umożliwi to łatwy podział dwóch połówek silikonowej formy. Dodatkowo zanim zalejemy tą drugą połowę formy musimy wykonać odpowietrzenia, którymi to zostanie odprowadzone tak powietrze jak i nadmiar żywicy przy odlewaniu już samego klawisza.
Z kanalikami
Ja wykonuję taki małe kanaliki z wosku, w kształcie cokolwiek zbliżonym do rozszerzających się u góry stożków. Staram się przyczepić je do rogów klawisza i wewnętrznych elementów. Wosk jest tutaj bardzo dobrym materiałem. Łatwo się mocuje (po nadtopieniu końcówki) i łatwo usuwa.

5. Druga połówka

Gdy ta misterna i delikatna konstrukcja jest gotowa – przystępuję do przygotowania i zalania drugiej silikonowej części formy. Postępując prawie dokładnie wg. tych samych kroków. Zalewam tak by pozostały na wierzchu szczyty woskowych odpowietrzeń.
Druga połówka formy zalana.
Po zastygnięciu (jak poprzednio – trochę trwa) rozdzielamy obydwie części formy, uwalniamy resztki wosku i plasteliny (zawsze coś zostało) i delikatnie wyjmujemy oryginał klawisza.
Mamy formę w zasadzie gotową. W zasadzie, bo dobrze jest jeszcze poprawić kanaliki, usunąć niepotrzebne nadlewki silikonu.

6. Przygotowanie żywicy

Przygotowanie żywicy jest o tyle prostsze, że przy żywicy RC52 (a taką miałem) mieszamy w proporcji 1:1. Nie barwiłem jej, gdyż zgodnie z życzeniem właściciela radia (czyli Szwagra właśnie) klawisz AUS miał odbiegać kolorem od pozostałych. Wyłączyć radio to Szwagier nawet po ciemku trafi. Osiągnięcie koloru cokolwiek zbliżonego do pozostałych klawiszy wydaje się prawie niemożliwym do zrealizowania – przynajmniej w moich domowych warunkach. Minimalna ilość potrzebnego tworzywa (rzędu jednego, dwóch … no góra trzech cm3) powoduje, że trudno jest dokładnie odmierzyć te ilości. Wspomagając się miarkowaniem wodą i strzykawkami oznaczam poziom na dwóch plastikowych kieliszkach – nalewając do tej samej wysokości w jednym żywicę, w drugim katalizator. Jeżeli jest taka możliwość to pożądane jest odgazowanie składników, ale uwaga przed zmieszaniem. Żywica jest higroskopijna i wydostające się z niej pęcherzyki to para wodna. Katalizator wg. mojej praktyki nie wykazuje tej cechy – nie uwalniają się bąbelki.

7. Zalewanie formy

Zlewamy razem składniki. Po wymieszaniu – dokładnym, ale i delikatnym (by nie wpompować powietrza do żywicy) można przystąpić do zalewania. Teoretycznie można by było odgazować już zmieszaną żywicę, ale powstające pęcherzyki w wiążącej się żywicy raczej destrukcyjne działanie mają. Najpierw smarujemy formę pędzelkiem nakładając cienką warstwą płynnej jeszcze żywicy, po czym wlewamy żywicę w dolną cześć formy i powoli wciskamy górną połówkę. Na całą operację mamy minutę, dwie … no góra trzy.
Pierwszy stygnie
Po dociśnięciu (lekkim, bo silikon jest elastyczny) zostawiamy ją do związania na kilkanaście godzin.

8. Wyjęcie odlewu i wycyzelowanie

Otwarcie formy to chwila prawdy. Najpierw górna połówka silikonu, a następnie wyjmujemy klawisz bardzo delikatnie – sam odlew jest jeszcze dosyć kruchy. Sprawdzamy czy nie ma w jego korpusie niedolewów lub pozostałości pęcherzyków.
Pierwszy - już widać, że zapowietrzony
Jeżeli nie, to możemy przystąpić do odcięcia nadlewków i oczyszczenia klawisza. Jeżeli zaś uzyskany odlew jest wadliwy to musimy ustalić czy to forma jest niedoskonała czy też inny błąd popełniliśmy.
Ale drugi ok. Usuwanie nadlewek.

Można doskonalić system odprowadzenia powietrza np. tworząc w silikonie dodatkowe kanaliki czy puste przestrzenie gdzie gromadzić się będzie powietrze. Czasami koniecznym się okazuje wykonanie nowej formy od początku. Nie mniej każdy kolejny odlew daje nam doświadczenie pozwalające na doskonalenie technologii. Mnie się udało uzyskać akceptowalny wynik już za drugim razem.
Kolor nie ten, ale klawisz jest!
Tak jak w zdrowej komitywie ze Szwagrem: jeden, dwa … no góra trzy.

9. Gotowe

Klawisz po pewnym czasie (odczekać trzeba dzień, dwa .. no góra trzy) staje się twardy i można go wkleić do przełącznika. No i zająć się resztą odbiornikowi temu należnych reparacji.
Loewe czeka na inne naprawy - i wklejenie klawisza,