poniedziałek, 5 października 2020

Radiowe Pogaduchy 5

Serdecznie zapraszam na Radiowe Pogaduchy 5

Najbliższa niedziela (11.10.2020 r.) godz. 19.30


Spotkanie odbędzie się tradycyjnie na platformie ZOOM.

Wystarczy kliknąć w niedzielę 11.10.2020 r. od 19.25 na link:  https://us02web.zoom.us/j/85732818419 

    (Może trzeba będzie poczekać troszkę w Waiting Room)

W programie:

·     Volksempfänger i Gemeinschaftsempfängern  – Andrzej Cieślak

·     Mierniki do baterii anodowych i do akumulatorów  – Adam Wisthal

oraz jak zawsze dyskusja w gronie radiowców.

Prześlijcie informacje kolegom - wszystkich serdecznie zapraszamy.


niedziela, 27 września 2020

Blondynka Lena czyli 42 lata pod woskiem schowane.

Dostałem do naprawy radio, z początku opierałem się przed przyjęciem kolejnego na warsztat, bo moich w kolejce czeka kilkanaście jeśli nie więcej. Ostatnio nawet Tomek z Zgierza podrzucił kurierem Rigę-104 do przestrojenia. Opierałem się, opierałem, ale uległem – pomocy nie odmówię. Radiem okazałą się NINA, taki turystyczny odbiornik z Eltry, na baterie i zasilany sieci.


 Zleceniodawca przywożąc z Bełchatowa radio narzekał, że radio one (własność sąsiadki) tylko jeden program odbiera, a i ten jest coraz gorszy, jedna opcję polityczną reprezentuje, w już w zasadzie nie da się słuchać. 

Jeszcze Niny nie miałem, na warsztacie. Widać stan kompletny z lekka tylko korozją nadżarte styki baterii – no jest do zrobienia. 

Plamy zalewy jao sposób na montowanie cienkich przewodów.

Po otwarciu okazało się morze wosku, właściwie nie wosku tylko lepidła jakieś mieszanin parafin, które dość solidnie głowinę Ukf wypełniały, a i na płytce za klej montażowy służyły. 

Głowica zalana.

To, że sporo, to z jednej strony kiepsko ale z drugiej dawały gwarancje „dziewictwa” czyli braku wszelkiej maści przestrajaczy. No właśnie – trzeba przestroić bo UKF jest tyle że niski. Zacząłem więc wydłubywać tą maź, która pod spodem okazałe się już jakimiś procesami chemicznymi czy raczej biologicznymi zmieniona.

Masa od spody już zmieniona - procesy starzenia.

 Oj, czas nikogo nie oszczędza, choćby nie wiem jakimi mazidłami był zakonserwowany. Wydłubać się nie udało wszystkiego wiec za pomocą suszarki ogrzewając płytkę wytopiłem resztę. 

Już bez mazidła - bo wosk to nie był z pewnością.

Przy okazji odnalazłem coś co na początku wyglądało jak cienki drucik (lica?), ale włosem się okazało. Mogę oświadczyć że montażystka z Bydgoszczy w 1978 roku był blondynką! Ślad i pamiątkę zostawiła, no nie będę robił testu z tego materiału DNA, by odszukać i zapytać dlaczego tyle mazidła do głowicy nalano. Przestrojenie w opisie proste – wylutować dwa kondensatory i zestroić. Próbowałem -dało się coś odebrać, ale nie szło więcej niż 10MHz pasma odbieranego ustawić. Ba nawet na SDR nie potrafiłem znaleźć heterodyny na 100MHz, okazało się że jest o 10,7MHz poniżej! Częstotliwości odbieranej. We wszystkich radiach do tej pory heterodyna była ponad częstotliwości odbieraną, a tu jest poniżej – widać Nina lubi z drugiej strony. 

Wymiana rdzenia na ferrytowy (koleżanka Ania z sąsiedniej linii montażowej użyczyła) pozwoliła rozciągnąć zakres odpieranych stacji od 88,3 do 107,7MHz. 

Ferrytowy rdzeń już w środku cewki heterodyny, jeszcze tylko gumka wystaje.

Czyli w warunkach stołecznych mamy od Radia Maryja do po RMF – całe spektrum światopoglądowe i polityczne. Odbiór nie był za mocny, choć wystarczający. Szukałem opisów dalej aż natrafiłem na film na Youtubie, gdzie kolega ARQbyTontechUNITRA (pozdrawiam) w każdym szczególe pokazuje swoją renowację i przestrojenie Niny. Wymieniłem kondensatory we wzmacniaczu wejściowym i od razu lepiej zagrało. 
Mój sposób by kondensatorów nie pomylić.

Głowica tam też była zalana, ale nie tak okrutnie. Skopiowałem metodę odtworzenia napisów (NINA i Unitra) metodą „palcodruku”. Uczymy się od siebie nawzajem :-) Nie wymieniałem tylko klawisza isostatu na czerwony, choć chciałem – mój był zaklajstrowany na amen. 

Już z diodą LED, jeszcze z woskiem.

Zamiast żarówki, wstawiłem ciepło-białą diodę LED, nie dlatego że żarówka złą, ale weź teraz znajdź taką na 12V i 30mA! 

Jak widać zamontowanie diod LED nie zaprzepaszcza zabytku - zdjęcie z warszawskiej ulicy.

I tak Nina po 42 latach znów gra, ma jeszcze szersze o 10MHz poglądy niż w 1978 r. Tylko troszkę martwię się o tą montażystkę z Bydgoszczy, czy dalej grubszą warstwa wosku i innych mazideł dalej urodę trzyma. Miejmy nadzieję, że tak!


piątek, 18 września 2020

Yogi czyli coś fajnego

Jednym z trudniejszych do zdefiniowana pojęć jest określenie FAJNY, pojęcie bardziej czujemy niż rozumiemy, trudno o precyzyjną definicję ale łatwo wskazać kto lub co jest FAJNE. Dzieciństwo jest FAJNE. Z tego okresu, że FAJNE były na przykład amerykańskie kreskówki, bo Piaskowy Dziadek czy Motyl Emanuel już nie. W tych kreskówkach były FAJNE postacie np. Miś Yogi. To był naprawdę FAJNY gość i mieliśmy jako dzieciaki dużo zabawy, gdy raz w tygodniu dało się obejrzeć Misia Yogi. Już Pies Huckleberry czy Jetsonowie, aż tacy FAJNI nie byli, a Misio Yogi właśnie FAJNY był.

Lata siedemdziesiąte, to okres kiedy pojawiają się namiastki konsumpcjonizmu (Coca-Cola), powiew zachodu i wyjście z gomułkowskiej siermiężności. Wtedy też pojawił się wtedy taki FAJNY gramofon, na baterie, dla zabawy dzieciaków przeznaczony, bo trudno było przy tym prywatkę zrobić.

Wygląda jak pudełko śniadaniowe - obiekt pożądania Misia Yogi.

W tamtych czasach nie miałem z nim do czynienia, a teraz, że tak się wyrażę miałem pośrednio. Otóż trafił taki, niegrający do kolegi Zygmunta, na naprawę.  No powiem FAJNY jest, zabawka o nazwie Yogi, raczej nie trudno się domyśleć wg. jakich skojarzeń nazwa została dobrana. FAJNA miała być!

Konstrukcja plastikowa, całość z dwóch płaskich baterie zasilana, z krystaliczną wkładką. Napęd silnikiem prądu stałego i z prostym tranzystorowym wzmacniaczem.


 A ponieważ był to produkt „zabawkowy” to wydaje się, że nie znajdował się na liście topowych wyrobów Foniki. Wyrobów od których zależał prestiż firmy, dewizy i w ogóle wykonanie planu produkcji (w socjalizmie jak wiadomo najważniejsze) to już konstrukcyjnie był traktowany jako zabawka. Wystarczy popatrzeć. 


W dających się przeszukać zasobach internetu nie zachował się też żaden schemat, żadna instrukcja serwisowa – nic dziwnego.


 Trzeba było wykonać pełny reinżyniering schematu. Zygmunt jest człowiekiem skrupulatnym, precyzyjnym nic dziwnego, że miast działać po omacku szczegółowo zbada i rozrysował ów schemat.


 Jak widać składa on się jakoby z dwóch części – wzmacniacza m.cz i stabilizatora obrotów silnika. Już na pierwszy rzut oka widać wiele uproszczeń, ale cóż no nie jest to sprzęt Hi-Fi to i moc kilkuset miliwatów zda się, że była jak najbardziej wystarczająca. Płytka drukowana też prosta. Widać, że układ ścieżek wręcz prymitywny, projektowany może nie na kolanie, ale zupełnie bez wirtuozerii. 

Na przykład tranzystorom trzeba wykoślawić nogi by je zamontować, chyba rysowane było nie od tej strony :-).


 No do tego się nadto się nie przyłożono. Ale gramofon był, pocztówkę dźwiękową czy bajkę można było dziecku puścić, no FAJNIE było. 

Gra - gumka recepturka trzyma wkładkę - oryginalna nie wytrzymała wilgoci.

Naprawa sprowadziła się do wymiany uszkodzonego tranzystora i diody. Zagrało - fajnie. Można powiedzieć – ot, taka ciekawostka, a jednak w pewien sposób zajmująca. Kolega Zygmunt spędził ładnych kilka godzin analizując konstrukcję, robiąc rysunki i schemat chyba bardziej po to by po tej naprawie coś pozostało. I jeśli kiedyś komuś przyjdzie taki gramofon naprawić, to jeśli trafi na ten blog -  to będzie miał sprawdzone i wiarygodne źródło informacji.

A tak wracając do słowa FAJNE, to jego pochodzenie można znaleźć w językach zachodnich i to nie funny (zabawny), jak byśmy się mogli domyślać patrząc na misia Yogi, ale angielskim słowie fine, holenderskim fijn czy niemieckim fein (gdzie zostało przeniesione za pośrednictwem jidysz) i dotarło do naszego polskiego języka (chociaż tylko potocznego). Fine, fein oraz fijn występuje też w językach romańskich (np. francuskie fin lub włoskie, hiszpańskie i portugalskie fino). Źródłosłowem jest łacina gdzie przymiotnik fīnus – pochodzący od fīnīre oznaczającego ‘doprowadzanie wyrobu rzemieślniczego ostatecznej i doskonałej formy’ (za „Etymologicznym słownikiem języka polskiego” autorstwa Andrzeja Bańkowskiego).

Dobrze mieć zatem takich FAJNYCH kolegów, którzy taka FAJNĄ dokumentację do takiego FAJNEGO gramofonu Yogi do ostatecznej i doskonałej formy przygotowali. 

Jak ktoś nie ma gramofonu YOGI, to zawsze misia YOGI może sobie sam zrobić.

poniedziałek, 7 września 2020

Radiowe Pogaduchy 4

Serdecznie zapraszam na Radiowe Pogaduchy 4


Niedziela 13.09.2020 godz. 19.30

Spotkanie odbędzie się na platformie ZOOM - wystarczy kliknąć link (będziemy aktywni od 19.25).

W programie:

  • Historia polskiej radiofonii na starej fotografii – Paweł Filipiak


  • Bareter-y i Urdox-y – Henryk Berezowski
oraz jak zawsze dyskusja w gronie radiowców.

 Serdecznie zapraszam

 

Wojciech Taras

niedziela, 30 sierpnia 2020

Nieubłagany postęp czyli o oraniu mózgu.

Są różne epoki w historii techniki, elektroniki. Odeszły już praktycznie do lamusa wszystkie układy lampowe, niestety. Tak jak te tranzystorowe czy inne na elementach dyskretnych. Wdarła się siłą i przebojem technika cyfrowa, mikroprocesory i mikroprocesorki oraz wszelkiej maści rozwiązania, gdzie informacja to już tylko informacja cyfrowa. Od słowa, muzyki czy fotografii. Wraz znią odeszły praktycznie w niepamięć te gałęzie matematyki, które pozwalały analogowymi sposobami rozwiązać problem. Geometria wykreślna, suwak logarytmiczny czy same logarytmy jako takie, z dzisiejszej perspektywy to już artefakty historii nauki i techniki. Dziś, w zasadzie służące do zapchania programów nauczania (?) Teoria gier losowych i wielkich liczb święci triumfy.
Może to i dobrze bo jakoś te wszystkie całki po obwodzie czy też złożone równania różniczkowe, których złożoność znacząco wpłynęła na czas trwania moich studiów (opóźniły koniec, nie przerwały), tak przez 30 lat pracy w zawodzie nie posłużyły ani razu, ani razu.
Toteż miałem kłopot kiedy usłyszałem od mojego syna, ślęczącego właśnie nad równaniami różniczkowym, takie prawie retoryczne pytanie: Tato, a na co mi to? Miast stosowanego zwyczaj w takiej sytuacji, w kanonach domowej pedagogiki przez pokolenia uwalonej automatycznej odpowiedzi: NIE GARB SIĘ!, jakąś iskrą bożą inspirowany odpowiedziałem: Synku, to tylko po to, byś miał głębsze bruzdy na mózgu.  Zrozumiał, dokończył, dyplomem magistra informatyka się może pochwalić.
A ja wróciłem do analogowej radio-techniki, Ohm z Kirchofem są moimi kumplami, z Amperem i z Voltą się po drutach ganiamy. Ale ta cyfrowa radiotechnika uciekła daleko do przodu, cały tor radia FM (stereo i to z RDS-em) zamykając w jednej krzemowej strukturze, tak małej, że trudno to uchwycić czy przylutować.
Nawet zoom aparatu (też cyfrowy) nie wyrobił - takie to małe.
Zachciało mi się spróbować i tego współczesnego świata. Cały moduł od anteny do wyjścia m.cz. kosztuje nie całe 3 zł! No, do tego trzeba go podeprzeć sterownikiem z liniami SLA i SLC. Bawić się w lutowaniem czy programowaniem kostek typu ATtiny nie bardzo się chciałem bawić, to też wybrałem rozwiązanie z gotowym Arduino Nano (za 16,49 zł bo z kabelkiem).
Mała płytka to "tuner FM" duża sterowanie jego.
Do tego konwerter stanów logicznych (3,00 zł) między +5V i +3V3, który to finalnie okazał się niepotrzebny oraz luksus – wzmacniacz stereo 3W za 4 zł (w tym potencjometr z wyłącznikiem).
Do montażu użyłem pozostałej po zabawach syna płytce testowej i wtykanym zasilaczu +5V (dla wzmacniacza tylko). Trochę kłopotów sprawiło takie dolutowanie wyprowadzeń by moduł tunera RDZ5807M z odstępem pól lutowniczych ok. 2mm, w standard 1/10 cala wpasować. Nie  programowałem niczego od zera, a tylko skorzystałem z gotowego opisu – o tu.

 Nawet ten szkic, na żywca przekopiowałem pobieżnie tylko studiując co i jak. Trochę kłopotów pojawiło się przy konfiguracji środowiska Arduno, ale tu młodsze pokolenie przyszło z pomocą.

Ruszyło. Znaczy się ruszyło kompilowanie i ładowanie, bo samo radio nie. Jak zawsze każdy układ elektroniczny zawiera błąd, tak było i tutaj – ot, linie adresowe były zamienione.
Radio zagrało, kręcąc potencjometrem „strojenie” zmienia się napięcie przetwarzane przez Arduino na kolejne częstotliwości, wpisywane do tunera. I daje się tak złapać kilka stacji, co silniejsze to nawet w stereo. Samo przestrajanie dalekie jest od tego co znam z techniki lampowej - wiadomo przełożenie analogowego sygnału na cyfrowy, jego przetwarzanie wnosi pewne cechy, którym niezwyczajny.
Dobrze, ze chociaż głośniki z lampowca. Ale "lampowe brzmienie" to nie jest :-)
Nie odczułem jakieś takiej satysfakcji, jak przy lampowym odbiorniku.
Nie wiem czy będę się z tym bawił dalej, zmieniał program, dodawał wyświetlacz itp. Tak sobie zadaję pytanie: Po co ja to robię? Z tym Arduino i programowaniem? i tylko jedna myśl mi odpowiada: Żebyś miał głębsze bruzdy na mózgu staruszku!
Nie wiem, już chyba bardziej zaprzyjaźniony jestem z Hertzem i Faradayem, jakoś tak nie jestem kolegą Alana Turinga. Na operacje na mózgu, chyba już za późno.

Lampowych kolegów zawiadamiam, że Radiowe Pogaduchy 4 - 13 września, już za dwa tygodnie.

piątek, 14 sierpnia 2020

Challenge czyli o insertowaniu cewek

Ostatnio namnożyła się moda na wyzywanie znajomych. Szczęśliwie nie na wyzywaniu słowami obraźliwymi czy epitetami, ale na stawianiu zadań. Chodzi o jakieś tam rapowanie (?) czy robienie pompek. Mnie np. próbowano umoczyć czyli przedstawianie dziesiątki najlepszych albumów muzycznych wg. osobistego klucza. Mając takie dwa (albumy nie klucze) – no nie byłem w stanie sprostać. Nie mam słuchu muzycznego. Ale za to dzielnie podjąłem rękawicę, gdy na ostatnich Radiowych Pogaduchach zaproponowano bym przedstawił metody strojenia detektorów FM, zwłaszcza tych strojonych na zboczu. 
Wybrałem wtedy Grundiga, wcześniej przez kolegę Zygmunta ożywionego, tak by sprawdzić jak to z tym flanken-detektorem jest. 
Radio po małych perypetiach z zasilaniem ożyło i stało się obiektem badań. 
Aż miło popatrzeć - profesjonalna robota. Wcale nie widać że co niektóre kondensatory jakieś takie współczesne.
Charakterystyka zmierzona potwierdza to co tym niewytrenowanym uchem słychać – gra ale cudów nie ma. Daje się ustalić jaki taki odbiór – jakość – dobre AM w czasach przez elektro-smogiem, ale nie to co np. Calypso na UKF-ie.
Pokusiłem się aby poprawić strojenie odbiornika. Cewki w filtrach z karbonylkowymi rdzeniami, zapaćkane ale udało się je uruchomić. AM znaczy się, bo te od pośredniej 10,7MHz okazały się bardziej złożone – wyposażone w taki dodatkowy pręt z tworzywa, który miał za zadanie czynić je samohamowne.
To od razu sugestia – jak uruchomić rdzenie cewek przed strojeniem. 
Po pierwsze wyskrobać wszelki wosk czy inną substancję fiksującą pozycję rdzeni. 
Następnie lekko je ogrzać, by pozostałości wosku zmiękły. Ja ogrzewam suszarką turystyczną taką co kilka lat temu żonie zaginęła. O tym, że się w piwnicy znalazła nie wspominam.  I bierzemy dokładnie dopasowany śrubokręt i zaczynamy je wkręcać! Tak wkręcać obrót, góra dwa po czym powtarzamy czyszczenie z pozostałości wosku czy innego lepiszcza. Gdy rdzeń już w miarę daje się bezpiecznie obracać staramy się go wykręcić lub wyjąć z drugiej strony filtru wkręcając dalej. Trzy rdzenie ruszyły, czwarty ledwo drgnął trochę po czym stanął na amen. Moje próby ogrzewania czy przekręcania zakończyły się tragedią – rozpękł się na dobre. 
Słowem rdzenia koniec, chciałem zacząć wyzywać i innych słów obraźliwych używać, prawie rapując. Przyszłość radia zaczęła wyglądać jak przysłowiowy „ostry cień mgły”, albo i gorzej.  Rdzenie karbonylkowe, grube tak z 8mm, całkiem nietypowe – no nic się nie dobierze. Aktu zniszczenia z ekstrakcją pozostałości rdzenia połączoną, dokonałem rozwiercając najpierw wiertłem 1,5mm potem 4mm, a resztki z karkasu wydłubując. Skleić się tego nie dało. 
Spróbowałem wstawić inny posiadany rdzeń i podeprzeć go kawałkiem koszulki PCV. 

Wyglądało to na januszowanie trzeciego stopnia, ale o dziwo działało. Czując ten „challenge” wpadłem na pomysł, na jaki gdzieś kilkadziesiąt lat temu ktoś już wpadł.  Trzeba zrobić tak jak w polskich odbiornikach z lat sześćdziesiątych t.j. ferrytowy rdzeń w plastikowym gwincie. 
Materiał na rdzenie mam, kupiłem z setkę dławików z fajnymi rdzeniami ponoć U31 wiec do w.cz. sposobne.
 Po rozwinięciu uzwojenia i oczyszczeniu z lakieru średnica 4mm – więc się zmieści, a i na gwint styknie. Czy rdzeń jako taki się nada to sprawdziłem przepychając go przez pusty karkas przy pracującym odbiorniku – były dwa miejsca z maksimum sygnału, więc i przenikalności magnetycznej wystarczy by częstotliwość rezonansową osiągnąć. 

Problem z plastikową śrubą co by rdzeń trzymała i po gwincie karkasu prowadziła. Ale pozostałości surowców po odlewaniu znaczków jak i dostępność nominalnych rdzeni (a AM ) wystarczyło bym formę z silikonu zrobił i z żywicy odlał. 




Wstawienie rdzenia bezpośrednio do polimeryzującego elementu okazało się wykonalne, ale efekt nieciekawy. Rdzeń się przekosował i może by i działał, ale wstyd taki wkręcać.

 Dopiero odlanie całego elementu i wywiercenie otworu w który został rdzeń ferrytowy wklejony dało rezultaty zadowalające. Była tragedia, ale dało się wybrnąć. 

Teraz już nie tylko kondensatory i cewki będę insertował. No może się niektórym nie bardzo podoba kolor, że taki biały wśród samych czarnych. Niech będzie widać, że się starałem i swojego dopiłem. Radio gra. 
A jak się stroi – prezentację przedstawiłem na Radiowych Pogaduchach.


poniedziałek, 20 lipca 2020

Radiowe Pogaduchy 3 czyli chyba nam się udało.

Z wielką radością spieszę donieść, że Radiowe Pogaduchy odbędą się po raz kolejny.

Jak już dotarliśmy do trzeciego spotkania, to chyba się udało, zatem:


Serdecznie zapraszamy na RADIOWE POGADUCHY 3

W programie wieczoru prezentacje:
·        Kolekcję odbiorników brytyjskich przedstawi Ryszard Magdziarz

·        O prostownikach do ładowania akumulatorów radiowych z kolekcji Muzeum Energetyki opowie Adam Wisthal

·        O pierwszych detektorach FM i ich strojeniu informacjami podzielę się ja.

i jak zawsze ciekawa dyskusja z kolegami, ogłoszenia drobne!

Spotkanie odbędzie na platformie Zoom i jak się uda to będzie rejestrowane (prezentacje).

Aby otrzymać linki do spotkania proszę przesłać e-mail pod adres: radiowe.pogaduchy@gmail.com