piątek, 7 września 2018

SABA czyli niemiecka technologia automatycznego naprowadzania.

Trafiło do nas radio, nic dodać, nic ująć tylko SABA Freiburg 100 Stereo i to w automacie. Super, nic lepszego na przełomie lat 50/60 nie było.
Automat - to jest coś!
Pozyskanie przez Józka, który jakąś taką nowotarską smykałkę do kupienia po atrakcyjnej cenie ma. Przeze mnie transportowane do Konina a finalnie u Zygmunta na warsztacie złożone. Radio najwyższej klasy, z pięcioma głośnikami – każdy inny. Stereo, tak nie do końca, bo bez stereo-dekodera, czyli cieszyć się można przestrzenną muzyką z płyt.
Pięć głośników, każdy inny, stereo.
Konstrukcja bardzo ciekawa np. końcówki mocy pracujące przy stereo w klasie A, dla mono łączone były w układ push-pull. Głowica jak to u SABY z dwoma oddzielnymi lampami EC92. Tor p.cz. rzekłbym standard, no może jako, że radio lepsze klasowo to i jedną lampę więcej w tym torze ma. Detektor na ostrzowych diodach germanowych, nie na EABC80. Ale ta lampa w odbiorniku występuje, ale nie tu - no taka radio-ciekawostka. Radio w bardzo ładnym stanie tak z zewnątrz jak i wewnątrz. Józek już zgłaszał – coś z tym sprzęgłem AM/FM jest nie tak.
Rozsypujący się odlew rozwalił bakelitowy talerzyk sprzęgła
No i rzeczywiście było, nie tylko, że szajs-metal (naukowo ZnAl-em zwany) rozkruszał, niszcząc przy okazji bakelitowe elementy, ale i ktoś już widać dołożył się do tego i kilka kluczowych elementów sprzęgła zniknęło. To tłumaczy okazyjną cenę radia – widać poprzedni właściciel nie poradził sobie z naprawą, a może to radio posłużyło jako dawca części – no nie wiemy. Zygmunt szybko znalazł czasowe obejście problemu – radio będzie automatyczne ale tylko na FM.
Erzac.
Trudno nie przyznać racji, na AM to byłoby przestrajanie od jednego źródła zakłóceń do drugiego. Dwa kawałki metalu i dwie śruby – jest zasprzęglone na FM. Tymczasowo. A w między czasie już projekty zastępczego rozwiązania powstawać zaczęły.
Projekt sprzęgła zastępczego
  Drugą mechaniczną usterkę odkryto potencjometru głośności – też układ zmotoryzowany. Zatarta (prawie) oś napędzająca skutkowała wyłamaniem jednego kła i dużym luzem na obrocie – pozostaje do naprawienia.
W części elektrycznej to niektóre lampy okazały się sprawne: obydwie EL84 , EABC80, EBF89, EF89, ECH81 i jedna EC92. ECL80 w części triodowej i pentodowej po 0 mA emisji, druga EC92 emisja 160% - dziwne, EF86 - 2 szt. emisja 120 i 160% przy S=0 mA/V. To (jak się później okazało) taki wynik to jednak zasługa testera P-512, którymi lampy były sprawdzane – ale to inna historia.
Po kilkugodzinnym formowaniu kondensatorów (bez lamp) pierwsze sprawdzenie organoleptyczne  (na słuch) okazało się obiecujące – radio tylko szumi, objawił się brak napięcia na jednej z pentod p.cz. Przyczyna przez Zygmunta została zidentyfikowana - urwany drut od cewki filtra.
Za jedną z tych strzałek schował się problem.
Może skorodował i lut puścił. Po naprawie już dużo lepiej – jest przyzwoity odbiór na AM i mocno zakłócony na FM. Napięcia triod (dwie oddzielne) w głowicy wykazały nieprawidłowości, w postaci przebitego kondensatora 22pF – powód zniekształceń. Po podmianie lamp EC92 na inną parę odbiór stał się dużo, dużo lepszy.
Pora na najciekawszą cześć radia (dla mnie i dla Zygmunta) – na automatykę. Jako zajmujący się tą profesją i to magistrzy dyplomowani (u mnie Instytut Automatyki Przemysłowej) to problemami sterowania i regulacji, się zajmujemy na co dzień. Co prawda z różną intensywnością i różnym podejściem, ciekawi byliśmy na jakim to pryncypie działa. Schemat obwodów sterowania, dostępne opisy w językach obcych jakoś tam tłumaczyły wykorzystanie napięcia sieciowego i zabawę ze zmienną fazą i prądem do ustawiania pokrętła strojenia we właściwym miejscu. Jednak po wstępnym zapoznaniu z e sposobem działania okazało się, że cały ten układ jako żywo odpowiadał rozwiązaniom stosowanym w sterowaniu rakietą V2!
Przekrój V2 (zdjęcie Wikipedia)
W latach czterdziestych pracujący w grupie von Browna Helmut Hoelzer był autorem pierwszego analogowego komputera realizującego złożone układy sterowania. Układy który wykonywały funkcje, znane z przedmiotu Podstawy Automatyki jako całkowanie, różniczkowanie i inne aż do złożonej do formy regulatora PID, przetwarzając sygnały ż żyroskopów na komendy sterowania rakietą tak by trafić w cel.
Rysunki z oryginalnej pracy Helmuta Hoelzera. Zwrócę uwagę na 500Hz.
Co ciekawe Hoelzer jako nośnik sygnałów stosował napięcie zmienne. Ale o ile w klasycznej, przemysłowej automatyce w tej chwili operujemy prądem stałym zmieniającym się od 4 do 20mA, a w starszych pneumatycznych układach ciśnieniem powietrza aparaturowego, to w układach V2 napięcie zmienne 500Hz było tym medium informację niosącym.
Niemcy stosując elektronikę uzyskali dużą przewagę w budowie układów sterowania. Rozwiązania ze V2 było szeroko studiowane i kopiowane po wojnie po obydwu zwycięskich stronach. Ale pierwszymi, którzy się z nią zapoznali, i „rozgryźli” byli Polacy. A dokładnie profesor Groszkowski – badał w nocy, w konspiracyjnym mieszkaniu układy sterowania z „niedolotów” V2 przejętych przez Armię Krajową.
Znaczek upamiętniający Prof. Groszkowskiego też konspiracyjny.
Meldunki do Londynu wysyłając.

Jak się okazuje ta sama technologia sterowania, kilkanaście lat później doprowadziła do powstania układu dostrajania stacji radiowych, w SABIE stosowanych. Ot, wystarczyło przycisnąć przycisk i mamy np. Londyn czy Antwerpię – zupełnie jak w V2. Taki smutno ironiczny zbieg zdarzeń technologicznych.
Ale wracając od samego układu. Nasze dociekania i analizy bazowały co prawda na jawnych schematach i działającym układzie, ale emocjami były okraszone podobnie do konspiracyjnych działań profesora Janusza Groszkowskiego.
Pozwólcie zatem, że opis działania przedstawię jako serię meldunków. Po kolei sygnał naprowadzenia czy dostrajania opisujących. Ciekawe to niezmiernie.
Źródłem sygnału „nawigacyjnego” pomiędzy stacjami jest sygnał pośredniej częstotliwości pobierany z anody lampy EBF89 w torze wzmacniacza p.cz. wprowadzany do automatyki poprzez dzielnik pojemnościowy (C51 i C52). Już na siatce pierwszej lampy automatyki tj. EC(L)80 jest on mieszany z napięciem o częstotliwości 50Hz pobieranym przez opornik wprost z transformatora sieciowego.
Oscylogramy ręcznie - oscyloskop nie wyrobił.
Napięcie wyjściowe (na C56) jest sumą z dwóch połówek detektora - na C57 i na C58

Ta modulacja sygnału p.cz napięciem 50Hz jest kluczowa dla działania układu.
Wręcz cały majstersztyk tego układu na niej polega. Generalnie na anodzie pierwszej lampy mamy sygnał, o częstotliwości pośredniej tj. 10,7MHz dla Fm i 460kHz dla AM, który oprócz modulacji dźwiękiem (zupełnie pomijalnej) jest dodatkowo silnie zmodulowany częstotliwością sieci tj. 50Hz.
O obwodzie anodowym ECL80 znajduje się podwójny obwód sprzęgający dostrojony do dwu częstotliwości pośrednich, i tylko ta jest przekazywana dalej. Tu zwrócę uwagę, że pierwotne uzwojenia nie są rezonansowe, kondensator C703  służy zwieraniu uzwojenia AM dla częstotliwości pośredniej FM. Odwrotnie niska indukcyjność L702 obwodu FM nie jest dużą przeszkodą dla 460kHz AM. Strojone są dopiero wtórne obwody (L701/C701) i (L705/C704) – dokładnie na środek częstotliwości pośredniej – odpowiednio 460kHz i 10,7MHz. Po dwa obwody fazowe (L i C706/C705 dla AM i L704+L703 z C702) dają na diodach lampy EABC80 po demodulacji (R48/R44 i C57/C58) sygnał o częstotliwości 50Hz.
Strojenie detektora automatyki jest bardzo krytyczne, mała zmiana częstotliwości i pojawia się sygnał. Zwracam uwagę na fazę
Sygnał, którego amplituda informuje odstrojeniu (zero przy dostrojeniu).
U1 i U2 to napięcia odpowiednich nóżkach EABC80. Uwy - z omawianego układu.
Faza (w stosunku do napięcia sieci) niesie informację czy częstotliwość odbioru jest niższa czy wyższa niż stacji na którą naprowadza. Korzystając z tak zespolonego sygnału (amplituda i faza) możemy już dalej sterować (prawie) bezpośrednio silnikiem. Ale o tym w kolejnym meldunku.

Koniec transmisji.

P.S. Modulacja amplitudowo-fazowa jak się okazuje jest powszechnie stosowana w dzisiejszej łączności bezprzewodowej – całe WiFi na tym chodzi!

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Wobuloskop idealny czyli wyższa matematyka w wykonaniu lampowym.

Zawsze gdy zwiedzałem (zamknięte już niestety) Muzeum Techniki w PKiN pamiętam ogromny  komputer ARR (Analizator Równań Różniczkowych) – z kilku szaf złożona konstrukcję, z (jak mi się zdaje)  aż kilkudziesięcioma  lampami oscyloskopowymi. Konstrukcja Prof. Łukasiewicza z roku 1954!
ARR w oryginalnym wykonaniu
Wielką maszynę analityczną służącą do rozwiązywania jak nazwa wskazuje - równań różniczkowych. Nie wiem co pomogła obliczyć, ale jej rozmach, wielkość  i dodatkowo prezentacja wyników na zielono świecącym oscyloskopowym ekranie jest w jakiś magiczny sposób fascynująca. Na kilkudziesięciu ekranach, niektóre z dodatkową optyką  – jeszcze bardziej fascynujące.

W dalszym ciągu moim oczkiem w głowie jest wobuloskop, taki jak sobie wymarzyłem, wygodny, precyzyjny i koniecznie z zielono świecąca lampą oscyloskopową. Miałem już Selektrograf K(31, ale poznałem jego „zalety” i … trafił w inne ręce, potem był generator-wobulator K937, ale ten przeraził mnie ilością gałko/analogowych nastaw i nie bardzo przypadł mi do gustu.
Selektrograf K931 - Egzemplarz z Muzeum Energetyki - więcej zdjęć na stronie Pana Adama
Meratronik K937 w wersji na rynek niemiecki (DDR chyba?)
Kolejny to kombajn z Żytomierza, spędziłem nad nim ładnych kilkanaście wieczorów, poznałem i budowę, i technologię, zalety i wady.
Służy do dziś, ale trochę dokucza taką przaśnością i trudnością w obsłudze. Budowany cyfrowy wobulator zaś troszkę w nieład popadł, gdy software przyszło pisać. Jakiś taki "sprzętowy" jestem.

Niby coś tam kiedyś robiłem w językach niskiego poziomu, ale to raczej nie mój świat. Ostatnio zawitał kupiony okazyjnie TEST, zobaczę co z tego będzie, liczenie markerów też jakoś tak nie bardzo mi się podoba. Ciągle to nie to.
W poszukiwaniu ideału cały czas wertuję Internet  i (jak to było już kilka razy) chyba jestem bliski – znalazłem konstrukcję, która jest  prosta, jednofunkcyjna (tyko 10,7MHz) i jakoś tak mi się podoba.  No może trochę słabo to opisane, za to z pełnym schematem ideowym. Budujemy!
Na kawałku płytki uniwersalnej (prototyp znaczy się, będzie jedna sztuka) rozpocząłem montaż.  Tranzystory dokładnie takie jak oryginale (tanie są i dostępne), scalaki też złotówkowe (no góra 2zł za sztukę).  Rozpocząć należy stopniowo i uruchamiać po kolei. Zasilacz +/-8V na sam początek.
Zasilacz.
Transformator coś z 12zł kosztował, ale mały i do wlutowania. Napięcia na wyjściu miał mieć 8,5V, tyle że jak prostownik dwupołówkowy podbił o pierwiastek z dwu a i 240V (zamiast 220V) dodało to ładne kilkanaście woltów na kondensatorach się pojawiło. Martwię się czy malutkie 78L08 i 79L08 wytrzymają mocowo. Zobaczymy.
Po zasilaczu kolejnym podukładem to oczywiście generator piłokształtny. Nie miałem do tej pory dużo do czynienia z NE555, w moich czasach jakoś częściej używałem MCY7855  zamiast ULY7855.  Zmontowałem układ razem z dwoma tranzystorami PNP (o tam na górze) i nawet FET-a z elementami (dioda i rezystor) w bramce wstawiłem – kończąc na kondensatorze od wzmacniacza operacyjnego.  Działanie układu nie było dokładnie opisane,  ale do pryncypu działania i zastosowania każdego elementu łatwo doszedłem. To typowy człon całkujący, matematycznie opisany - napięcie na kondensatorze jest liniową funkcją czasu i prądu ładowania, jako stała całkowania C – to pojemność kondensatora. 
Opis układu całkującego. L. Łukasiewicz - Elektronowy Analizator Równań Różniczkowych "ARR" i niektóre jego zastosowania.
No może po za tym, że z początku układ w żaden sposób nie dział. Tu po sprawdzeniu połączeń okazało się że wyprowadzenie nr 4 powinno trafić do +8V, a nie do masy. Ewidentny rezultat pracy na płytce uniwersalnej – łatwo o pomyłkę.

Zatem opisując układ:
Generatorem napięcia piłokształtnego jest układ NE555, gdzie kondensator C4 jest ładowany stałym prądem ze źródła prądowego. Zapewnia to liniowe narastanie napięcia. Samo źródło prądowe zbudowane jest w układzie tzw. „lustra prądowego” na tranzystorach Q1 i Q2. Ciekawy to układ, gdzie równość napięcia UEB w obydwu gałęziach zapewnia „kopiowanie” prądu z jednej gałęzi do drugiej. Zatem prąd ładowania kondensatora regulowany przez tranzystor Q2 jest zadawany prądem płynącym w gałęzi Q1, R5 (15k) i Q3 – tranzystora polowego, pełniącego rolę klucza. Szybkość narastania napięcia piłokształtnego określa głównie (pomijając kilkuset omową rezystancje RSDon tranzystora polowego w pełni otwartego) rezystancja R5 i pojemność C4. Układ generuje ładne piłokształtne przebiegi – na kondensatorze nie na wyjściu układu 555. Elementy na wyjściu OUT układu 555 (R6/R7/D2 i D3) w tym układzie nie mają żadnej praktycznej funkcji , no może po za kontrolą zasilania (jedna świeci) i generacji (druga miga).
Układ ten w celu generacji znacznika  na przebiegu piłokształtnym generuje „schodek”, który zatrzymuje na chwilę wzrost napięcia i w konsekwencji zatrzymuje promień oscyloskopu w osi X a w konsekwencji powoduje jaśniejszy punkt na przebiegu jako znacznik określonej częstotliwości wobulatora. człon różniczkujący  (w ARR nie występujący). Napięcie na wyjściu komparatora (U1A) jest różniczkowane w układzie C4/R2.  Kolejna matematyczna operacja w tym układzie. W momencie gdy napięcie na kondensatorze podłączone do ujemnego wejścia wzmacniacza przekroczy napięcie ustalane potencjometrem, wyjście wzmacniacza skokowo zmienia się z dodatniego na ujemne i przeładowuje kondensator C3, tworząc impuls markera.
Zatrzymanie to jest tworzone jest poprzez zatrzymanie prądu ładowania poprzez lustro prądowe sterowane tranzystorem Q3. Impuls napięcia ujemnego na bramce tranzystora powstaje w momencie przeładowania kondensatora C3 i jest określony poprzez stałą czasową C3/R4. Tutaj matematycznie mamy różniczkowanie. W ARR nie występujące.
Bardzo pomocne do zrozumienia działania układu 555 oraz lustra prądowego są wspaniałe edukacyjne filmiki publikowane na kanale RS Elekronika – serdecznie polecam, mnie pomogły.

Pozostałe wzmacniacze z układu TL074 dostosowują napięcie piłokształtne z układu 555 do sterowania odchylaniem X oscyloskopu tak by było symetryczne i odpowiednio wzmacniają napięcie do przestrajania diody pojemnościowej. Elementy te kolejną matematyczną operację – sumowanie.
Opis sumatora. L. Łukasiewicz - Elektronowy Analizator Równań Różniczkowych "ARR" i niektóre jego zastosowania.
W tej chwili zatrzymałem się na tym etapie budowy konstrukcji, głównie z racji wakacyjnych wyjazdów. Jest czas by przemyśleć dalsze kroki takie jak: pomiar częstotliwości generatora w punkcie znacznika (schodka) czy szczegóły budowy samego generatora w.cz.
Zmontowanie i przećwiczenie  tego układu dało mi dużo satysfakcji, ale tak troszkę się boję o całość konstrukcji – czy uda się skończyć?

Chociaż może ktoś, kiedyś wykorzysta moje doświadczenia do zbudowania idealnego wobuloskopu.
Polecam działanie, troszkę podpatrzyć, przemyśleć, podziałać i przekazać innym.
No i różnicową maszynę Babbaga udało się skończyć i uruchomić – tak ponad 150 lat po pomyśle.  Dobrze by było zachować, a może i uruchomić ARR - ot tak by ćwiczyć i uczyć się matematycznych pryncypiów w elektronicznym wykonaniu.

piątek, 13 lipca 2018

Cztery gałki i czeski błąd czyli dlaczego nie lubię francuzów

W pierwszym zdaniu oświadczę: Nie lubię francuzów!
Celowo zapisałem z małej litery, gdyż w żadnym razie nie odnosi się to przysłowiowych „zjadaczy bagietki i spleśniałego sera, winem popijanych”. Tych lubię, cenię i bardzo szanuję, za swoistą odmienność też. Natomiast odbiorniki radiowe, te francuskie jakoś tak omijam szerokim łukiem. Po prostu nie podobają mi się. A zwłaszcza te lampowe z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. 
Wyordamentowane i obłe kształty, cztery gałki – dlaczego cztery? – dwie wystarczą.
Ale trudno – takie radio wyładowało u Zygmunta, z prośbą o naprawę. Oceanic, No powiem, po zdjęciach widać że stan ładny, zadbany. No nie ma UKF-u i te straszne 4 gałki, obłe kształty na domiar złego amerykańskie lampy.
Niedomagania typowe: kondensator elektrolityczny, sprzęgające, linka strojenie p.cz. - no nic ciekawego.
Niby tylko wymiana linki - ale 5 kwadransów kombinowania było.
Nie ma o czym pisać. Po uruchomieniu, przeczyszczeniu i strojeniu – całkiem sprawne. Nawet można zamorskich stacji na krótkich posłuchać.
Dużo powietrza w środku.

Dużo powietrza pod spodem.
Ale tu niespodzianka – skala podwójna z długością fal w metrach i częstotliwością w megacyklach, przecież nie w megahertzach. Kardynał Richelieu i jego Akademia Francuska by nie dopuściła. O ile za dbałość o piękno, za język można Francuzów pochwalić, to z matematyką jakoś na bakier mieli. Coś tych MC na metry przeliczyć nie umieli.
Fala 51,2 m ma częstotliwość 5,8Mc, a nie 8,5Mc - czeski błąd

A dokładniej czeski błąd się wdał. Ale kto by to poprawiał, przecież to najlepsze na świecie - francuskie.
Paris - to już nawet ładnie brzmi.
Będąc w 100% szczerym to jedno radio tej prowinencji mi się podoba, Excelsior 52 znane poprzez radziecką zrzynkę (coś tam o licencji mówiono, ale …) Zwiezda 54. To późniejszy model innegofrancuskiego producenta, naprawdę ładne i ponadczasowe. A jeśli by się jakiś feler na skali objawił, to kolega, co te piękne skale odtwarza, już by poprawił. Jak ktoś lubi pooglądać renowację, to za wschodnią granicę zapraszam.



Francuz gra, gra ładnie i bez zastrzeżeń, ciekawe czy Francuzi w sobotę, na stadionie w Moskwie też tak zagrają? Ja jakoś tak jednak za Chorwatami jestem. Zobaczymy.

wtorek, 19 czerwca 2018

Pocztówka z Norwegii czyli straszny (nie)sen w pięknym kraju

Cały poniższy tekst i zdjęcia są autorstwa kolegi Grzegorza, z którym mam przyjemność korespondować, zapraszam zatem do lektury.


Straszny (nie)sen w pięknym kraju

Zdarzyło mi się zarabiać na życie w różnych miejscach, lepszych i gorszych mniej lub bardziej normalnych z naszego (polskiego) punktu widzenia. Choć  zdobywanie środków do życia zajmuje mi wciąż mnóstwo czasu staram się zachowywać do tego zdrowy dystans. Jednocześnie mieć oczy i uszy otwarte i pozostawiać sobie chwilę na refleksję. Radiowa pasja jest tym co pozwala dostrzec  zmiany którymi pasjonat innych dziedzin nie zawraca sobie głowy, ale czy zmianami zawsze na lepsze? A że lepsze jest wrogiem dobrego przekonałem się niejednokrotnie.
Ostatnio trafiłem za koło podbiegunowe do pięknej choć  niezbyt bogatej gminy Steigen w okręgu Nordland (mniej więcej połowa drogi między Bodo i Narwikiem) w Norwegii.


Z racji wykonywanej pracy otrzymałem do dyspozycji pokój w miejscowym hotelu oraz samochód (z wypożyczalni) i pewnego poranka jadąc do pracy, trochę śpiący postanowiłem rozbudzić się włączając radio, zwyczajne ,,fabryczne”.
Niestety radio choć sprawne jak się okazało, szumiało na UKF-ie, automatyka kilka razy przeszukała cały zakres  a na AM-ie reprodukowało zwykłe zakłócenia bez śladów modulacji. No tak, jakby powiedzieli miejscowi:,,Nye dagen, nye plagen”(nowy dzień-nowy kłopot).
O co chodzi? Zaraz po przyjeździe do Steigen miałem co prawda problemy z siecią komórkową co jak wyjaśnili mi koledzy spowodowane było ostrą wichurą dwa dni wcześniej i zniszczeniem kilku przekaźników, ale służby w tym kraju nauczone wieloletnim doświadczeniem szybko radzą sobie z każdym rodzajem plagi. Koledzy korzystający z innego auta nie mieli aż takich problemów po przyjrzeniu się ich odbiornikowi sprawa zaczęła się wyjaśniać DAB!
 No gdzie ten przekaźnik?                                  
Krótka konsultacja z wyszukiwarką no i pewność: od 11 stycznia 2017 roku rozpoczął się proces wyłączania nadajników FM(portal: moja norwegia)Pomimo sprzeciwu prawie 70% społeczeństwa! A zaczęli od okręgu Nordland!
W hotelu co prawda słychać było muzykę (no nie koniecznie z radia), ale to co zwróciło moją żywą uwagę to odbiorniki stojące na swego rodzaju ekspozycji  (czy można tak nazwać  półki wysoko pod sufitem pomieszczeń ?) Jak sądziłem początkowo był to zwykły wystrój, ale stanowiły połowę wszystkich zgromadzonych przedmiotów świadczących o historii tego miejsca. W Norwegii  prawie każdy mały pensjonat czy hotel posługuje się takim wystrojem świadczącym o zamiłowaniu do swojej małej i dużej ojczyzny-przed większością domów norweskich stoi maszt z flagą narodową. Tylko pochwalić, a może i naśladować by wypadało.             
  Radionette w środku młodzieniaszek z lat 70’
 Z lewej Tandberg z 58r. w środku Radionette z charakterystyczną dla starszych odbiorników skalą
Chyba wyłącznie odbiorniki norweskie?

Radionette w drewnie tekowym plus stereofonia.                                                    
Proszę zwrócić uwagę że w tej  skromnej  kolekcji, aż dwa są stereofoniczne. To ślad po kryzysie naftowym lat siedemdziesiątych. Norweską gospodarkę napędzały złoża ropy i gazu, a samo społeczeństwo tego kraju wcześniej żyjące skromnie i oszczędnie szybko się bogaciło. Jednak zawsze były i będą różnice w dochodach. Jak  wynikało z rozmów ze znajomym Norwegiem (mieszkającym w średniej wielkości mieście) telewizor w jego domu pojawił się w połowie lat osiemdziesiątych jego sąsiedzi mieli podobnie. W końcu przytłaczająca większość  Norwegów żyła z morza. Rodzaj odbiorników wiele mówi o zasobności zwykłych ludzi w czasach sprzedaży tychże.
Słów kilka o wytwórcach norweskich. Najbardziej znane są dwie firmy:  Radionette (założona w  1927roku przez radioamatora samouka) oraz Tandberg (w 1933 r.). Wytwórnie te jak wszędzie na świecie miały swoje wzloty i upadki, chcąc się chronić przed upadkiem dokonały nawet w pewnym okresie połączenia. Jednakże nie wytrzymały  rywalizacji z dalekowschodnią konkurencją. Tandberg zbankrutował  w 1978 r., choć część zakładu przetrwała produkując systemy pamięci magnetycznych aż do 2009 roku. Radionette właściwie upadło w tym samym roku co Tandberg, choć jej  znak towarowy wykupiony został przez sieć handlową i nadal można kupić urządzenia tej marki. Do dziś sprawa upadku tych firm ma posmak skandalu z wątkami politycznymi.
Naszych producentów chroniła aż do swego upadku gospodarka sterowana centralnie.
Cóż, podejrzewam że organizowanie podobnych ,,wystaw” stanie się też naszym udziałem. Nie zatrzymają tego nawet braki wychodzące w codziennym użytkowaniu takich urządzeń jak DAB.
Mały przykład: jak wszyscy wiemy im krótsza fala radiowa tym jej zachowanie bardziej przypomina zachowanie fali świetlnej, w połączeniu z faktem iż urządzenia DAB będące na skraju zasięgu nadajnika gdzie poziom sygnału drastycznie spada są ograniczone automatyką która (w dobrej wierze) chcąc zachować wysoką jakość odbioru po prostu wyłącza go całkowicie. Milczące ale sprawne - ciekawe? Osobiście przekonałem się o tym pracując na budowie, korzystaliśmy z radia DAB ,,budowlanego’ dobrej skądinąd firmy ,,Ma..ta’’ produkującej właściwie narzędzia, ale elektronikę i tak budują im znane koncerny. Niestety radia nie dało się słuchać, w pomieszczeniu gdzie początkowo odbiór był  pojawiło się kilka blaszanych ,,gabarytów” zasłaniających nieco wejście i cisza! Gabaryty zniknęły - jest odbiór.  ,,Analogowe” radio dawało by sobie jeszcze doskonale radę, no może trochę szum by się zwiększył (praca poniżej progu ograniczania), ale by nie zamilkło. Korzystając z uprzejmości  kolegów stwierdziłem że w samochodzie automatyka DAB przełącza odbiornik na sąsiednią stację, a nie jak w RDS-owskiej funkcji ,,AF” na inny nadajnik z tym samym programem (chyba był to jedyny nadajnik w okolicy albo taki sterownik).
Naród z tradycjami w sportach zimowych rozwiniętych z konieczności lub jak kto woli z powodu trudności  w transporcie.
Inną sprawą pozostaje ukształtowanie terenu: bardzo duże różnice w wysokościach i ,,martwe” pola gdzie odbiór jest niemożliwy pomimo bardzo dobrego pokrycia okolicy sygnałem. Małe przekaźniki montowane są jedynie w tunelach drogowych, które mogą mieć nawet ponad 12 km długości  i zjeżdżać w głąb do ponad 100 m pod powierzchnię morza. Mogę jedynie wyobrazić sobie niechęć  kierowców ciężarówek. Pomimo tego, że Polska na przeważającym obszarze, aż takich problemów z ukształtowaniem powierzchni nie ma, to pokrycie całkowite sygnałem o odpowiednim poziomie (nie do końca przecież obojętnym dla organizmu )to sprawa mam nadzieje jeszcze dalekiej  przyszłości. Obserwuję rozwój radiofonii cyfrowej w kraju, ale sądzę że tak szybko nam FM-u nie wyłączą. Jednak ,,eksperyment” norweski bo tak należało by tę sprawę wyłączenia modulacji FM nazwać, pokaże wszystkie plusy i minusy nowego standardu. Jednak mnie pasjonatowi zabytków radiotechniki przypomina to straszny sen o daremnym trudzie, bo przecież  najbardziej cieszy odratowane radio które gra a nie zbiera jedynie kurz. No i nie bez znaczenia pozostaje fakt że żona łatwiej  użyteczny zabytek  zaakceptuje.
Te ,,oficerki” jakieś znajome takie. A morze pamiątka po ,,wyzwolicielach”?
Wypada dorzucić (za Wikipedią) informację o tym co dzieje się w Norwegii na AM-ie. Kojarzę ze skali radia rozgłośnię Oslo z zakresu fal średnich nawet ze skali Tandberga –Huldra 8-55 (oryginalny wyrób norweski z roku 1967 i ten amerykański zakres do 108 MHz, kiedy na kontynencie był jeszcze o 4 MHz węższy) odczytałem siedem. Oficjalnie na AM-ie nadaje jeszcze lokalna rozgłośnia na Spitsbergenie z mocą 1kW (1485 kHz). Radio Zakopane(*) na tej samej fali dysponuje mocą  0,8 kW przy podobnym ukształtowaniu terenu więc można ocenić słyszalność na jej przykładzie Wciąż na FM-ie  pozostaje kilku nadawców prywatnych słyszalnych w większych miastach: Oslo, Trondheim , Bergen i innych. Smutne, że kraj ten prawie ,,zamilkł” w klasycznej modulacji.

 Który następny?

Pozdrawiam!
Bogoy. 30 maja 2018

* - radio Zakopane na 1485kHz zamilkło w 2014 roku. Niestety.  (dopisek redaktora)

czwartek, 14 czerwca 2018

Philips 4-39A czyli przyjemność trzy razy

Każdy pozyskany odbiornik radiowy budzi emocje kilka razy. Pierwsza jest w chwili pozyskania, wygrania licytacji lub kupnie na targowisku czy w innych okolicznościach. Tak było i w przypadku tego Philipsa. Zwrócił moją uwagę głównie poprzez proste i bezpośrednie ogłoszenia: Stare radio, 100 zł i odbiór w Warszawie.
No tak średnio wyglądał.
 Uzgodniliśmy z Zygmuntem, że bierzemy. No dokładnie: ja kupuję, on naprawia i cieszy się z posiadania. Sprzedający troszkę oporny był i w ostatniej chwili podniósł cenę. Ale  trudno przecież to Polski Philips 4-39A i w miarę oryginalnym stanie. Oryginalnym ale nie doskonałym. Jak się okazało tkanina była w strzępach, obudowa popękana i miejscami wyszczerbiona.
Strzępy.
Słowem radio swoje przeszło. Wszystko udało się Zygmuntowi naprawić. Pozwólcie, że ograniczę się do kilku zdjęć.
Elektronika w komplecie

I wtyczka oryginał.

Kondensatory skorodowane.

Ale o bardzo ciekawej konstrukcji
Aż chce się powiedzieć - Philips.
Potencjometr i wyłącznik - każdemu to dolega.

Na skali Baranowicze - końcówka produkcji

Lampy oryginalne i sprawne. Ulga.

Ubytki dało się uzupełnić - pomógł dawca Pionier od kolegi Hirka.

Już kleimy tkaninę.

Bardzo ładnie, bardzo.
W tej chwili gra i cieszy, po raz trzeci.
Koniec wieńczy dzieło.

Gra i świeci.
W środku porządek.

To tak jak w życiu – najprzyjemniejsze są trzy rzeczy: szampan przed i papieros po.

Ja najbardziej lubię tą pomiędzy. W przypadku starych odbiorników podpowiadam: to naprawianie!