wtorek, 8 kwietnia 2014

Re- Re- inżyniering czyli obracanie globusika we właściwą stronę.

Każdy ma pewne upodobanie co do tego „najwłaściwszego” radia czy też okresu w historii gdy te „najwłaściwsze” radia powstawały. Jedni z upodobaniem zbierają przedwojenne i to tylko określonych marek. Jest grupa, która do poziomu nauki doprowadziła tzw. Pionierko-logię. Jest też grupa miłośników Szarotki, czy też spora  grupa fanów nowszych sprzętów Unitry.

Ja zadeklarowanym zwolennikiem jestem sprzętu z okresu wczesnego UKF. Najbardziej zaś sprzętu polskiego stworzonego do odbioru UKF-u do 100 MHz, niestety mało go powstało i jeszcze mniej się zachowało, tak że zaglądam także do importowanych odbiorników.  Jak na ten okres widać dominującą na polskim centralnie zarządzanym rynku była siła NRD-owskiego przemysłu radiowego, stąd liczne Beethoven-y, Amati, Juwel-e i inne. Do takich „naszych NRD-owców” należy zaliczyć radio STERN 7E86, takie klasyczne w formie, z ładnym globusikiem. 

Jeden taki przyjechał do mnie z Łodzi. Kolega, który wyświadczył mi tą przysługę skwitował to krótko – jeszcze w tak dobrym stanie starego radia nie widziałam. I rzeczywiście obudowa jak na swój wiek jest doskonale zachowana. Bez ubytków czy zadrapań, listewki ozdobne całe, tkanina czysta - słowem cudo. No może tylko w transporcie jedna z gałeczek się zgubiła L

Na szczęście, lub inaczej przewidując to nieszczęście, kupiłem drugie takie samo radio, za naprawdę groszowe pieniądze. Właśnie z zamiarem, a nuż z tego się coś przyda. Ten „destrukt” oprócz pobitej skali i wyrwanego transformatora posiada obudowę w stanie totalnego rozklejenia – znów puścił klajster. Ale gałeczki miał w komplecie.
Już z erzac-gałeczką. Listewka tylko odstaje.
Obudowa ładnego STERNA spokojnie czeka na swoją kolej – trochę wyprzedzająco równocześnie walczymy z politurą na Kaprysie i Calypso – ale tutaj początek to środek, z niemiecka werk-iem zwany. 
A jak zacząć to od zasilacza. Enerdowcy mieli ładny zwyczaj wydzielania tego podzespołu na oddzielnym chassis lub jak w tym przypadku zamontowane na transformatorze.  Co ciekawe zastosowano tutaj  głośnik elektromagnetyczny, gdzie stałe pole magnetyczne jest tworzone przez cewkę, będącą jednocześnie dławikiem filtra. Takie dwa w jednym, podobne nieco do rozwiązania z Calypso gdzie rolę dławika pełni transformator głośnikowy. Nie wiem jak to będzie finalnie, czy tutaj przydźwięk będzie kłopotem czy nie – pożyjemy, zobaczymy. A może są tam odpowiednie kompensacje?

Zmontowałem układ obciążenia do zasilacza w postaci kilkuwatowego rezystora uzupełnionego przez  15W żarówkę do okapu, a w miejsce dławika zawitał posiadany 800 omowy rezystor drutowy.
Obmierzamy głośnik.
Przy pierwszym włączeniu spotkałem się z tyleż pięknym co jednocześnie strasznym zjawiskiem. W lampie prostowniczej, przepięknej AZ11 po podaniu napięcia powstają wyładowania. 
Piękne i bolesne jednocześnie.
Piękny błękitny błysk każdorazowo jest okupiony wyrwaniem materiału z katody i z pewnością nie obojętny dla siatkowej anody (czasem jednej, czasem drugiej – duodioda). Po konsultacjach i bliższym obejrzeniu zasilacza stwierdziłem, że główną przyczyną były kondensatory elektrolityczne. Nie ich zwarcie czy upływność, lecz wprost przeciwnie – nadmiar pojemności. Elektrolity produkcji NRD nigdy nie słynęły jakością, więc ktoś zamienił oryginalne 16uF na podwójne 50uF połączone równolegle – data produkcji z 70 r. pokazała to dobitnie.
Miało być lepiej, a wyszło jak zawsze.
Więc miałem trzy czynniki , które do nieszczęścia ciągnęły – czysto rezystancyjny odbiór, R zamiast L w filtrze i co najgorsze to kondensatory o ponad 6 krotnie większej pojemności. Co prawda AZ11 powinna w myśl katalogów ladenkondensator o pojemności 60uF wytrzymać ma, ale nie 100uF. Po odlutowaniu po jednej z sekcji od pierwszego i od drugiego kondensatora wyładowania ustały, a po podłączeniu radiowego układu zamiast rezystancji, już zupełnie bezpiecznie się poczułem.

Pierwsza pułapka radio-naprawiacza już za nami – idziemy dalej.

Radio na podłączonym głośniku odezwało się, z razu niewyraźnie, ale wymiana smołowców pomogła. Co ciekawe te o pojemności 25nF zachowały się całkiem dobrze, natomiast 10nF praktycznie wszystkie nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Inna fabryka, inna technologia, inna żywotność. Bardzo rozczarowujące były w papierowej obudowie zamknięte elektrolity – suche ja wiór.  
   
W STERN-ie ciekawie jest zbudowany klawiszowy przełącznik zakresów – widać taka stalowo- ostrzowa konstrukcja była w swoim czasie popularna, pomny rad przyjaciół (na razie korespondencyjnych) z Bolesławca starannie zabrałem się do jego wyczyszczenia. I tu niespodzianka, zacinający się klawisz od gramofonu był bez sprężynki powrotnej, a przynależne mu styki na twardo pozaginane. Takie wręcz okrutne traktowanie materii. Cały zespół wahliwy był wyłamany (szajs nie plastik). Sprężynka tam użyta posłużyła mi za materiał na brakującą płaską sprężynkę do odwodzenia klawisza – taka sama średnica drutu.
Ślad pi sprężynie i zwarte styki.
Mostkiem po stronie połączeń sygnał radiowy został doprowadzony tymczasowo – musimy poczekać trochę by do destrukta-dawcy się znów dobrać. Tak się geograficznie poskładało że ponad 400km je dzieli.

Druga pułapka radio-naprawiacza sprzed 40 lat ominięta.

O ile AM odezwało się ładnie, no może poza falami długimi – coś słabe i mocno zakłócone. To już np. średnie, aż przyjemnie posłuchać, no może poza treścią tam nadawaną. Najmocniejsze to oczywiście te propagandowe radiostacje, a że kryzys Krymski był w akurat najgorętszym okresie to aż nieprzyjemnie było rozumieć co tam wygadywano. Piękny angielski w chińskich propagandówkach też nie koił nerwów.
Na średnich tylko pył i kurz.
Nie udało mi się złapać takiego ulubionego radia, które od Garbatki Letnisko aż do Opatowa słychać.
Mam tu na myśli Radio Lipsko nadające na 963 kHz i od czasu gdy zupełnie przypadkowo nastroiłem się na tą falę to już zawsze jadąc drogą 79 do Połańca czy Stalowej Woli (a jeżdżę często), przełączam się Trójki i zagłębiam w głos Pana Władysława Bajkowskiego czy Pani Agnieszki odczytującego najnowsze wiadomości lokalne czy jeszcze bardziej lokalne ogłoszenia.
Mała dygresja – ogromnie, ogromnie potrzebne są takie lokalne rozgłośnie służące ludziom tu i teraz w bardzo życiowych sprawach, jak sprzedaż meblościanki czy nawet tuczników. Nie wiem ilu stałych słuchaczy ma Radio Lipsko, życzę ich jak najwięcej tym bardziej, iż nadają na falach średnich, praktycznie opuszczonych przez lokalne rozgłośnie. Trzymajcie się, ja Was słucham. Jak odbiorę w mojej piwnicy na warszawskim Gocławiu to dam znać.

UKF nadal milczał jak zaklęty, wstępnie podstroiłem tor p.cz. na 10,7 MHz okazał się sprawny,
Co do wariometru w głowicy to nie było złudzeń – radio było przestrajane na dolny UKF. Cewki nie budziły wątpliwości – były przewijane. 
Cewki po 7 zwojów, troszkę "grubiańsko" nawinięte.
Ponieważ ECC81 milczała głucho i nie dawała szans na odbiór w zakresie 4 czy 3 metrowych fal, pobawiłem się zakupionym kilka miesięcy temu GDO.
RUFG-4 stan idealny.
 Pomiary wskazywały na rezonans w granicach 64 do 84 MHz (heterodyna) i 58-69 MHz obwód wejściowy. Przesunięcie o kilka MHz tłumaczę i wiekiem przyrządu jak i samą dokładnością skali. Za korespondencyjną poradą Piotra, odwinąłem cewki doszukując się śladów pierwotnego uzwojenia. Było – podług kąta nawinięcia wnioskowałem, że heterodyna miała 3 zwoje, a obwody wejściowe 4. 


Nie udało mi się rozstrzygnąć czym były nawinięte, czy taśmą jak w głowicach DEA, czy też srebrzanką. Niestety w trakcie tych manipulacji okazało się, iż kolejna z pułapek okazałą się prawie śmiertelna – plastikowy karkas i co gorsza element ruchomy wariometru są popękane i nie dają dużych szans na działanie nawet połatane i poklejone. Cóż przyjdzie znów zasięgnąć do destrukta. Tym razem niecierpliwość zwyciężyła i na All..o kupiłem „głowicę radiową do lampy ECC81”. Głowica okazała się być dobrym nabytkiem , w dobrym stanie i co najważniejsze z cewkami na górny UKF. 
Troszkę różniła się układem elektrycznym wzmacniacza w.cz. Ta nowa nie była objęta ARW i siatka pierwszej triody była uziemiona, a napięcie ujemne pozyskiwane z opornika katodowego. Jak się okazało udoskonalanie konstrukcji już było znane w pierwszych latach NRD. Publikacje można znaleźć pod linkami (1 i 2). Po wmontowaniu (mechanicznie pasowała idealnie) w dalszym ciągu brak śladów życia.  I zrobiłem to od samego początku zrobić należało – sprawdziłem napięcia. No przy 0V na anodzie radio działać nie będzie L Jak się okazało to zawinił tu producent, który w trochę bezmyślny sposób poprowadził napięcie do głowicy, gdzie od masy dzieła goły drut tylko ceratka, która się przesunęła i zwarła napięcie za rezystorem redukcyjnym.  Kilka sekund i radio gra! 
W moim egzemplarzu jest EL84. 6V6 nie były popularne w Polsce.
Udało się trzykrotnie przywrócić pierwotny układ. Ktoś, kiedyś starał się jak mógł, wymyślał obejścia i robił reinżyniering oryginalnych rozwiązań, takie były potrzeby, takie możliwości.

Teraz po czterdziestu latach, staram się przywrócić do stanu pierwotnego. Takie moje re-.


Pozostaje jeszcze zestrojenie – cieszę się na wypróbowanie K937 i mam nadzieję, iż będzie to łatwiejsze niż przy Selektografie K931A. A że radio ma przestawianą szerokość pasma filtrów p.cz. może być ciekawie. O tym w kolejnym odcinku. 

4 komentarze:

  1. fajne ciekawe, wręcz pasjonujące. Świetnie się Ciebie czyta :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że udaje mi się troszkę ducha tchnąć.

    Proszę mi wierzyć, naprawianie i cała ta zabawa ze starymi radiami to jest dopiero coś!

    Serdecznie polecam,

    Wojtek

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, zaczynam renowację powyższego radia i chciałem zapytać czy istnieje do pana jakiś kontakt @ w celu uzyskania pomocy przy naprawie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepszą pomoc można otrzymać na forum Trioda. Jeśli nie ja, to koledzy pomogą.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń