sobota, 9 września 2017

Króliczek złapany czyli Antoni to miał szczęście!

A  jednak jest – ELWRO-wska głowica 88-108 MHz. 
Jaki ładny getter, Aż miło na ECC85 popatrzeć.
Oryginalnie montowana w ZRK-owskim modelu K-101 dla Brytyjczyków produkowanym.  Za uprzejmością kolegi  Antoniego, bo i to on szczęśliwym posiadaczem onego cuda jest  - publikuję fotografie i zapraszam kolegów do rozkoncypowania konstrukcji.
Już an pierwszy rzut oka widać imperialistyczny element warikap BA102 – zupełnie jak w philipsowskich głowicach montowanych w polskich radiach na eksport.

Widać udało się przebudować konstrukcję głowicy, ale konieczność zastosowania ARCz (bo pasmo dwa razy szersze) wymusiło zastosowanie tego elementu. 


Gwarancja krajowa






Podstawka krajowa słaba.

Jedna ścieżka naprawiana? Czy to może jakiś etap uruchamiania?







 I na koniec filtr wejściowy na płytce drukowanej.



Nic tylko oglądać – spostrzeżenia proszę w komentarzach umieszczać.

Ja też mało co królika złapałem, blisko było, metra brakło na stacji benzynowej w Mikołowie.
Ale przecież nie o to chodzi by króliczka złapać ale by gonić go, gonić, gonić ...

czwartek, 17 sierpnia 2017

KDKA czyli garaż który czeka na odbudowę

Radio ma coś w sobie co wciąga, coś co powoduje, że ludzie poświęcają swój czas, niemałe pieniądze tylko po to umożliwić bycie z innymi ludźmi w inny miejscu, ale  w tym samym czasie. To bardzo budujące i potrzebne, zarówna dla tych którzy tworzą to radio, jak i tych którzy są tylko odbiorcami. Wiek dwudziesty to taki  wielki przemarsz radia i czas jego rozwoju.  Ale tak naprawdę to także jest okres ścierania się starego i nowego. Tych, którzy cenią stary porządek, bo zapewnia im byt i zyski oraz z tych , którzy chcą nowego za każdą cenę.  Ci pierwsi z radia robią maszynkę do zarabiania pieniędzy, ci drudzy poświęcą wszystko dla radia.
W dzisiejszej historii cofnijmy się do samych początków radia, no nie do telegraficznej komunikacji  radiowej przez Marconiego stworzonej,  a później RCA zdominowanej, ale do powstania pierwszej publicznej i licencjonowanej rozgłośni radiowej. Było to prawie sto lat temu, w miejscu gdzie schodzą się trzy rzeki , wtedy dużym ośrodku przemysłowym Pittsburgu. Jedną  z większych firm mających swoją siedzibę w tym mieście był Westinghouse, smutno powiedzieć ale był, bo z początku tego roku Toshiba będąca właścicielem resztek ogromnej korporacji otwarła postępowanie upadkowe ostatniej nuklearnej części Westinghouse. Kończy się pewien etap i dla mnie, przez ponad dziesięć lat miałem „W in circle” na wizytówce.  Innymi słowy miałem przyjemność mienić się inżynierem Westinghose.
W trakcie pierwszej wojny światowej Westinghouse otrzymał dosyć intratne zamówienie U.S. SignalCorps.  na dostawę sprzętu radiowego (finalnie skonstruowano i wykonano 75 nadajników SCR-69 i 150 odbiorników SCR-70) dla potrzeb wojska.
SCR 70 - amerykański wojskowy odbiornik produkcji Westinghouse (oprac. J. Conrad)
Schemat ideowy SCR-69 - dziś byśmy powiedzieli jednolampowego transceiver-a
W celu ich rozwoju i testowania powstały dwie stacje radiowe, jedna w zakładach Westinghouse (otrzymała znak wywoławczy 2WM),
druga w garażu pracownika Franka Conrada, kilka mil na południe w Wilkingsurgu.
Frank Conrad nie tylko był zapalonym radioamatorem, ale również doskonałym inżynierem. Rozwijał swoje konstrukcje, eksperymentował i całym sercem  poświecił się radiu. Po zakończeniu wojny i jednocześnie skończeniu zamówień rządowych Westinghouse skupił się na podstawowej działalności – zarabianiu pieniędzy, głównie w dziedzinie elektrotechniki. O radio trochę zapomniano, nie było rynku, odbiorców, zbytu i przychodów. Sam Frank Conrad dostało polecenie pracy nad wyłącznikami elektrycznymi.
Frank Conrad
Jednak jego laboratorium w garażu na rogu ulicy PannAve i Peebles Str. działało i owoli przemieniło się w pełni funkcjonalną amatorską stację radiową. Po zakończeniu Wojny Światowej, znów zezwolono w USA na amatorskie wykorzystanie eteru i Frank Conrad pod znakiem 8XK kontynuował swoje prace. Wieczorami nadawał prawie regularne audycje, głównie muzykę z płyt korzystając z lokalnego sklepu muzycznego z Willkingburgh-a. Informacje o jego „audycjach” powoli rozpowszechniały się w Pittsburskiej społeczności, ktoś słyszał, ktoś znał kogoś kto słyszał – jednym słowem fama się niosła. Nie bardzo wiadomo za jaką przesłanką Dom Towarowy Joseph-a Horna ogłosił w październiku 1920 roku, iż niedługo będzie oferował zestawy do odbioru sygnałów radiowych w cenie 10$. Gdzieś między działem sportowym a zabawkami.
Szefostwo Westinghouse w pośpiechu (a może panice )wezwało swojego pracownika i zabrali się do roboty. W ciągu kilku dni nie tylko udało się uzyskać pierwszą historyczną licencję na regularne nadawanie audycji radiowych, zbudować nadajnik, nawet powstało studio radiowe w namiocie na dachu budynku administracyjnego. Wszystko odbywało się w niebywałym pośpiechu, nawet tak zaszczytna instytucja jak Federal Comunication Concil wydając licencje (na formularzu zaproponowanym przez Westinghouse) popełniła błąd. Przyznała nowopowstałej stacji znak wywoławczy KDKA, tak jakby to miała być stacja do łączności morskiej.
KDKA sie nie bardzo w istniejących formularzach zmieściła.
Taka anormalność, zachowała się do dzisiaj.  Nie mniej wszystko działało, tak aby w decydujący wieczór wyborczy 2 listopada 1920 roku, komunikaty spływające telegraficzne komunikaty o wynikach w poszczególnych stanach rozgłaszać do tych nielicznych odbiorników, które były w rękach amatorów.
2 listopada 1920 - pierwsza transmisja KDKA
 Kilkanaście odbiorników Westinghouse przekazał swoim oficjelom i oni byli lokalnymi centrami odbiorczymi. Świętowano zwycięstwo senatora Hardinga w wyborach prezydenckich. A Frank Conrad spędził tą noc w garażu w Wilkingsburgh-u, jego nadajnik 8XK był rezerwą gdyby sprzęt  KDKA z jakiejkolwiek przyczyny odmówił posłuszeństwa.
FRank Conrad w swojej pracowni
 Tak powstało Radio, takie jako znamy w słowie” rozgłośnia”, czy też „broadcast”.
W ostatnich dniach miałem sposobność odwiedzić Pittsburgh i te dwa ważne dla radia historii miejsca. W obydwu stoją pamiątkowe tablice,
wieżowce KDKA są w samym centrum Pittsburga (do środka nie wchodziłem)
oraz Wilkingsburg.
Tu się nieoparłem by się uwiecznić.
Samego garażu nie odnalazłem. Został on rozebrany cegła po cegle, belka po belce. Jest zmagazynowany w starym magazynie Westinghouse, dosłownie kilka kroków od pierwszej rozgłośni KDKA na dachu budynku.
Czy finalnie National Museum of Broadcasting powstanie w Pittsburgu?
Nie wiadomo. Może na 100-lecie. To już za dwa lata.

Amatorzy zapaleńcy cudowne rzeczy robią, profesjonalni księgowi to wszystko zdołają zniszczyć.

Nie ma garażu, nie ma Westinghouse, dobrze że jest Radio i ludzie którzy o nie się starają.
KDKA nadaje.






środa, 12 lipca 2017

Kintsugi czyli jak nie chodzić wytartą ścieżką

Zachorowaliśmy na pionierkomanie, ja i Zygmunt. W tej chwili zarówno w Koninie, jak i w Warszawie na stole warsztatowym leżą Pionierki. Mój to prezent od kolegi Józka, ten u Zygmunta też z Nowego Targu do Brzeźna dotarł, a może i wcześniej też przez moje ręce przechodził. Być może gdzieś w Polsce dla Józka kupowałem. Tyle tego było – nie pamiętam.
Fakt, że Pionierki mimo swojej pospolitości cieszą się popularnością i sporym zainteresowaniem - co by to powiedzieć jest to „chodliwy model”.  Te najciekawsze to z samego początku produkcji, z pionowymi słupkami, kolorowa skalą i dużym kółkiem.
Tak mówił Józek, jemu wierze, bo nie jednego Pionierka już miał. Jak się otworzy takie radyjko pojawiają się kwadratowe kubki (jak u AGI, bo od AGI) i pionowo postawiony kondensator strojeniowy.
Taki, a nie inny montaż jest wymuszony zestawem cewek wejściowych, w kubku na dużym karkasie montowanych. Patrząc na to okiem mechanika – strasznie przekombinowane, kółka drewniane toczone, kółeczka i linka, jednym słowem makabra. Ale takie to były czasy - praktycznie nic nie było, a jak było to się jedno i to samu wszędzie stosowało. Ot np. prędkościomierz z Warszawy M20, który to obsłużył i rzeczoną Warszawę (od 1951 r.), Żuka, Nysę i Syrenę a może i kilka innych rodzimych konstrukcji.
Wszystko jak partia kazała, a wszelka niesubordynacja był traktowana jak dywersja przeciw ludowej ojczyźnie. Takich Pionierków jakoś tak z dziesięć tysięcy zrobili i na szczęście porzuconą ten pomysł i kolejne półtora miliona już tak normalnie zbudowano. Jak w dużej części podówczesnych odbiorników – wskazówka i okrągła skala 180 stopni.
Ten egzemplarz, który Zygmunt naprawia dał nam sposobność do poznania tajemnic. To co się rzuca w oczy to oprócz filtrów, to cewki heterodyny na takiej calowej średnicy tubusie nawijane.  Trzy na raz, bez rdzeni – no taki model.
W późniejszych był już zespół cewek ładnie opisany w licznych publikacjach. Tu zero informacji, strach dotykać a problem powstał – jak wyciągnąć potencjometr. Udało się po trzech godzinach kombinowania. I to bez naruszenia połączeń cewek heterodyny. Potencjometr miał wytartą ścieżkę i co najmniej mógł trzeszczeć.
Uważne oko dostrzeże wytartą ścieżkę.
Remedium okazało się proste i skuteczne – dodatkowa blaszka wlutowana w suwak skutecznie przesuwa ślizgacz – taki grafitowy grzybek poza uszkodzony okrąg – gra jak nowe.


Naprawa przez Zygmunta wykonana.
 Kondensatory Zygmunt insertował (takie nowe słowo), po nagrzaniu opalarką dało się smołowe zwijki wysunąć.
Wydmuszki. jedna pękła przed wyjmowaniem,
Gotować w parafinie – to zadanie trochę za skomplikowane. Wiem, wiem są mistrzowie co to robią, byłem w Turku, byłem w Zawierciu, podziwiam, szanuję, ale może kolejnym razem.
 W między czasie ja zabrałem się za swojego Pionierka tak wg. cech charakterystycznych i numeru seryjnego gdzieś na rok 1951-53 szacuję. Kolorowa skala, Katowice, pełne krótkie i data 1951 na niektórych kondensatorach.
Jeszcze u Józka.
Rozpocząłem od potencjometru – dokładnie to samo co u Zygmunta, remedium dokładnie takie samo – mosiężna blaszka i dolutowanie do ślizgacza. Ale tu spotkała niespodzianka – ktoś tu był ! ślizgacz już był naprawiany  - pęknięcie zostało cyną naprawione.
Po piersszej naprawie - autor nieznany
U mnie to inmaczej wygląda
Mogłem się tego domyśleć przy rozbieraniu – potencjometr nie miał metalowych  łapek – obudowa była delikatnie zakuwana. Jak to się trzymało – nie wiem. Ja postąpiłem tak jak pozwalały dostępne w piwnicy/warsztacie technologie. Dwa kawałki druta upewniły bakelitową płytkę w stalowej osłonie.  Wiem, takie drutem łatanie to przez jednych za druciarstwo może być uważanie, ale ponieważ użyłem srebrzanki to w moim odczuciu czysta sztuka kintsugi.
Srebrzanka czyli kintsugi
Dalsze uruchamianie Pionier poszło już jak z płatka, pierwszy filtr p.cz. wymagał Tylko podstrojenia i radio ładnie się odezwało. Z razu na krótkich, słabo na średnich i prawie wcale na długich. Cóż za niepokorny ludowej władzy, gdzie tu słuchać przemówień Bieruta, pieśni patriotycznych i rewolucyjnych, ostatnich szalgierów Armii Czerwonej czy komunikatów dotyczących kolektywizacji lub też zrzucanej przez amerykanów stonki. Rozgłośnia Centralna milczy, no prawie milczy, słuchać się nie da.
Obwody wejściowe sprawdzone, wszystko ok. Wszystkie kondensatory i cewki w rewolucyjnej gotowości, a tu planu radiofonizacji nie idzie wykonać. Po kilku sprawdzeniach , kolbą przypalaniach, preparatem pryskaniach znalazł się on. Dywersant.
 Rezystor R1, który wg. wszelkich danych miał mieć 10kiloomów, ledwo miał tylko 300. Zwierał antenę do ziemi, im dłuższa fala tym skuteczniej. Zakamuflował się on udając tego ideowo zgodnego ze schematem (też ideowym) trzema paskami okraszonymi. Tyle, że kolor pomarańczowy, czarny, brązowy to 300om, a odwrotna kolejność czyli brązowy, czarny, pomarańczowy to 10 kiloom. Opornik fabrycznie wlutowany, więc prawda na jaw wyszła po 70 latach.
Zakres robót Zygmunta - sporo.
To co cieszy, to oczywiście oprócz tego, że radio gra na wszystkich zakresach, to fakt że nikomu to widać nie przeszkadzało. RWE, Głos Ameryki i inne wywrotowe rozgłośnie operowały na falach krótkich. Teraz to możemy sobie n tym zakresie posłuchać tylko audycji w języku polskim z Chin nadawanych, nie od dziś wiadomo, że chińczyki trzymają się mocno.
Mnie oczywiście pozostał Pionier na warsztacie, robię kilka razy wolniej niż Zygmunt. Pod spodem tragedia, taki fatalny montaż, nie mówiąc już o tym, że wszystkie kondensatory w strasznym stanie, trzeba insertować.
Na pocieszenie można popatrzeć na wzorcowy wręcz montaż innego Pionierka.
Można to było zrobić dobrze i ładnie, można. Tak samo jak ten wzorcowy zegar z Warszawy, teraz to obiekt kultu i wzornictwa.
Tylko, że na taki zegarek trudno sobie pozwolić, cena powala.
Tak jak bardzo wczesnych Pionierków. Urok mają.

niedziela, 25 czerwca 2017

Pionier na termoelektrycznym ogniwie czyli o kosmicznej podróży.

Słowo "pionier" oznacza tego, kto w pierwszym szeregu zdobywa nowe obszary i prostą żołnierską postawą (etymologia się kłania – od pion czyli piechur) umożliwia innym korzystać ze swojego poświęcenia, swoich zdobyczy. Jest to słowo dobrze i pozytywnie w wielu kulturach kojarzące się, w całym szerokim świecie: od pierwszych osadników amerykańskich, przez polskie radio, aż po radzieckich pionierów. No tych może akurat pomińmy.
W historii ekspansji  na nowym lądzie Pionierami określano osadników, którzy to przetrwali pierwsza zimę i jako pierwsi zagospodarowali się w nowym świecie. Odbyło się z dużą pomocą tubylców, na ich samych nieszczęście. Nic więc dziwnego, że NASA użyła tego słowa do nazwania projektu komicznej ekspansji – w tym sond Pionieer 10 i Pionier 11.
Pionier 10 - wizja artystyczna - zwracam uwagę na termogeneratory na wysuniętych ramionach.
W Polsce, w radiowym świecie odbiorników o tej nazwie było kilka. Pierwsze odnotowane użycie tej nazwy związane jest z marką Kosmos, czyli pobocznej od Philipsa, zakończyło się chyba na modelu Pionier RE105 w połowie lat osiemdziesiątych. Nie mniej najbardziej znaną konstrukcją jest Pionier autorstwa Wilchelma Rotkiewicza, twórcy przedwojennego Detefona.
Taki przyjechał - obudowa cała.

Można się dopatrywać w schemacie ideowym powinowactwa do konstrukcji Philipsa (chociażby modelu 208U), czy w wersji bateryjnej do Philipsa 122ABC, a w podzespołach do AGI (pierwsze kwadratowe kubki filtrów p.cz.), ale przecież liczba kombinacji konstrukcji układu przy tym  samym zestawie lamp (UCH21,UCH21,UBL21 i UY1N) jest skończona.
Taki Philipsik 208 U się przyplątał do warsztatu.
Pionier był jednak fantastyczną konstrukcją, a biorąc pod uwagę czasy i warunki w jakich powstawał to trzeba przyznać, że zniosła ona dzielnie trud radiofonizacji kraju i zasłużyła na poczesne miejsce na półkach radio-kolekcji i sercach radio-zbieraczy. Nie dziwota zatem, że powstała odrębna specjalność, „pionierkologią” zwana łącząca radiotechnikę, historię i nawet numerologię co do cyferek na chassis wybijanych.
We wnętrzu
Nie doczekał się Pionier do tej pory stosownej monografii, ale cieszyć należy się z Kącika Pioniera Polskiego, rzetelnie na łamach oldradio.pl dokumentującego modele, elementy i nawet strojenie Pioniera. Może kiedyś taka monografia powstanie, trzymam kciuki.

Pionierek już u mnie był, ale właściwie się na kosmetyce tam skończyło. Kolejny zawitał do Zygmunta jako praca dla kolegi (fr. travailler pour un ami) bakelitowy i w stanie ogólnie bardzo rokującym. Po wstępnych pracach przygotowawczych (kabel zasilający, włącznik sieciowy, a i potencjometr przy okazji) do zasadniczych napraw należało przystąpić.
Taki potencjometr po raz pierwszy się przytrafił.
Żarzenie i anodowe okazało się sprawne (oczywiście kondensator przy UY1N do wymiany), brum z palca jest  to jednak na chwilę utknęliśmy przy pozrywanych wyprowadzeniach cewek wejściowych. Koledzy Staku i Romanmradio oczywiście pomogli  - to znaczący i praktykujący pionierkolodzy polscy – gdyby ktoś nie wiedział.
Radio ożyło ale jakoś niemrawo, to postudiowaliśmy zatem m.i. układy polaryzacji siatki. O! a tu ciekawa konstrukcja się pokazała – takiego rozwiązania jeszcze nie widziałem. Ujemne  napięcie polaryzujące dla  U(B)L 21 było pozyskiwane  klasycznie – t.j. prąd anodowy na rezystorze 470om dawał ok. -7V, ale UCH także potrzebowały niższego napięcia ujemnego dla polaryzacji siatek.
Szkic co i jak. NA R2 (120omów)  odkłada sie także skłądowa zmienna, ale jest tłumiona przez filtr R11,C29,R12
Rozwiązanie na schemacie coś tak co na pierwszy rzut oka nie powinno działać.
Z anody (elektrody z definicji dodatniej) diody poprzez rezystor 3,3Mom  napięcie podawane jest prosto na siatki. Ani tam jakiego myka z anodowym, ani osobnej baterii siatkowej (a były kiedyś takie). W jednym z licznych opisów napraw Pioniera na forum Triody pojawiło się słowo termoelektryczna – w odniesieniu do tejże polaryzacji. No i mam! Anoda diody w tej kombinacji nie jest elektrodą dodatnią, tylko ujemną! Wystarczyło troszkę pomyśleć i fizykę zjawiska sobie przypomnieć. Otóż, rozgrzana katoda wyrzuca elektrony, które swobodnie dolatują i osiadają na anodzie, ujemnie ją tym samym polaryzując.
Z podręcznika Philipsa - przypadek b.
Nie jest to wielki prąd, a tyle dużo jednak by zapewnić wystarczającą polaryzację siatek innych lamp. Zjawisko termoelektryczne jest ciekawym rozwiązaniem w przypadku braku innego źródła elektryczności, gdzie na dostęp do sieci czy długie działanie baterii nie ma co liczyć.
Rosjanie mieli takie zasilacze odbiorników lampowych oparte o lampę naftową  - działa w warunkach radzieckich, znaczy sie niełatwych.tutaj.
Amerykanie podobne rozwiązanie użyli (i używają nadal) m.i. do zasilanie sond Pionieer. Co ciekawe nawet przyznają sie do podglądania konkurencji.
Bardzo ciekawy historyczny przegląd generatorów termolelektrycznych można obejrzeć tutaj.
W warunkach kosmicznych źródłem ciepła jest kawałek plutonu, a nie nafla. Grzeje i daje zasilanie dla sondy przez wiele lat.
W odbiornikach radiowych to źródło jest bardziej przyjazne, nie mniej ma wady – skuteczność (a przez to napięcie) silnie zależy od emisyjności katod EBL21, a z tym bywało nie najlepiej. Są nawet porady wspomagania próżniowych elementów przez germanowe diody, właśnie przy spadku emisji. Nie dziwota zatem, że w późniejszych modelach powstał dodatkowy odczep na rezystorze i problem rozwiązał, przy oczywiście pewnym zysku w postaci rezystorów i kondensatora 0,5uF a stracie 50uF, co w tych warunkach też nie było do pominięcia.
Radio zagrało, z razu słabiutko, no prawie wcale, coś na podobieństwo modulowanego szumu udawało się usłyszeć. Okazało się, że nie tylko cewki ucierpiały,  ale i kondensatory mikowe  potraciły w znaczącym stopniu swoje pojemności. W pierwszym filtrze po długich bojach z zawalcowaniem udało się je wymienić na inne 200pF, w drugim Zygmunt poniechał  tej trudnej operacji dolutowując dodatkowe kondensatory na zewnątrz.
Filtry zagniatane - lewy po przejściach,
Ot, taki Philips przed wojną też tak robił. Bardzo ważny dla prawidłowego odbioru i czułości okazał się zgodnie z teorią kondensator paddingowy o pojemności dokładnej 140pF. Nie ma takiego nominału łatwo dostępnego, niektórzy zalecają docinać rurkowe, ale tu udało się złożyć tą pojemność z dwu odzyskanych ceramików ze starego Juwela. Radio ożyło i dało się bardzo ładnie zestroić. Tylko zestroić, bo tak ładnie to nie grało, a i napięcia ARW nie zmieniały się zgodnie z danymi. Dostrojenie do stacji dawało tak mierne zmiany, że jeszcze coś wadziło. A był to oczywiście papierowy kondensator siatkowy od pentody. Mierzony nie dawał nawet cienia podejrzeń – sztuka nówka, zero upływności,  ale w praktyce to na tyle zmieniał napięcie i pentody, i ARW, ze radio nie działało jak trzeba . Po wymianie – zagrało jak nowe.
Od wielu lat nie udaje się już odbierać sygnałów z sondy Pionieer 10 – zamilkła 22 stycznia  2003 r., Pionieer 11 jeszcze wcześniej – ostatnią transmisję odebrano 30 listopada 1995 roku. Ale nasz Pionier gra!
 Dzięki starannej opiece i wiedzy pionierkologów będzie jeszcze grał.
Może nawet przekroczyć granicę czasu – jak dowodzą rekwizytorzy serialu Bodo – mógł się on już przed wojną pojawić.
Fotografia trochę krzywa - ale na telewizję to ja troche z ukosa patrzę. Ale abonament płacę!
Jego pewien czar pozwala także przekroczyć granicę niemiecką – pojawił się w bardzo ciekawym firmie o ludziach żyjących w stylu retro w sypialni tancerki mieszkającej w Kolonii, obok Greatz-a Melody - nie zmieścił się w kadrze.
W cylindrze - dżentelmen !
Ujemna anoda, powojenne radia w przedwojennych filmach występują – oj, czas już kończyć ten post i zejść do warsztatu swojego Pionierka przyszykować.

P.S. W trakcie przygotowywania tego artykułu dotarła do mnie smutna wiadomość. Zmarł konstruktor Pioniera RE105.
Ludzie odchodzą – radia zastają.