poniedziałek, 18 października 2021

Radiowe Pogaduchy 16

 Zapraszam na kolejne, 15 już spotkanie.


Niedziela 24.10.2021 r. godzina 19.30.

Link do spotkania:  https://us02web.zoom.us/j/81811290372

W programie:

  •  Polskie zakłady Radiowe CAPELLO & ADOLF KAPELLNER I BRAT – Henryk Berezowski
  •  Zasilanie odbiorników Radiowych, powrót do 220V – Ryszard Magdziarz
Zapraszam wszystkich miłośników starej radiotechniki.

poniedziałek, 11 października 2021

Telefunken 2650 po raz drugi czyli za porządną robotę czas się zabrać

No i narozrabiałem. Opublikowany przed kilkoma laty opis naprawy Telefunkena Opus 2650 spowodował, że znalazłem się na liście poszukiwanych. Byłem ścigany (z razu telefonicznie) a później skutecznie przechwycony przez Pana Andrzeja. Skończyło się z radiem w bagażniku, na stacji Shella przekładanym. Prawie jak w amerykańskim serialu. Wszystkie inne rozbabrane (niestety) projekty poszły na bok, bo czego nie robi się dla miłośników dobrego brzmienia starych radioodbiorników. Robi się wszystko, a czasami więcej.

Już na warsztacie.

 Radio przyjechało prosto od serwisanta, który to po otwarciu i diagnostyce orzekł, że „w tranzystorach nie robi”, i miłośnika odesłał. A ja wspominając mile poprzedniego Opusa obiecałem pomóc. Radio miało „grać ciszej na jednym kanale” i „nie świecić kontrolką stereo”. Długo w bagażniku czy na półce magazynowej miejsca nie zagrzało. Akurat blat w warsztacie był pusty i pierwszy ogląd przeprowadziłem jeszcze tego samego wieczoru. 

Uszkodzenie obudowy - zastane.

Zaskoczyło mnie zupełnie, zagrało nawet w obydwu kanałach. No dobra, określenie „zagrało” było troszkę nad miarę. 

Na UKF-ie jedynie jedna stacja była odbierana w sposób czytelny, nie muszę mówić jaka to stacja, każdy się domyśli. Reszta odpierana jako szum modulowany, no słabo.


 Co więcej wskaźnik dostrojenie EM87 raz świecił, a raz nie – pewnie to o tą kontrolkę chodziło. 

Tak mają świecić - zdjęcie z poprzedniego OPUS-a.

Po pewnym czasie jeden z kanałów zamilkł.

Przystąpiłem do głębszej inspekcji – kocham to radio za przemyślana konstrukcję, łatwą do zdjęcia obudowę i inne ułatwiające serwisowanie rozwiązania – wielkie dzięki dla inżynierów Telefunkena – jeszcze nie musieli oszczędzać drobnych feningów by zadowolić księgowych. 

Pod obudową nie widać żadnych głębszych ingerencji – radio tak w 99% w oryginalnym stanie i do tego czyściutkie. Widać tylko powierzchowną ingerencję „naprawiaczy” – tj. zapryskanie otwarte potencjometry barwy dźwięku, bo ten od balansu nie był chemicznie penetrowany i trzeszczy. 

Z tyłu popsikanie potencjometry a na płycie ślady po lutowaniu ręcznym - nie usunięty topnik.
Luty fabryczne.

Dwa filtry p.cz. mają pozrywane woskowe zalewy. Krótka telefoniczna rozmowa z właścicielem odkrywa kolejna tajemnicę – radio wcześniej było na „strojeniu”, za w cale nie małe pieniądze. Widać, że ktoś grzebał w filtrach trochę na ślepo, bo ruszone były i tor AM i FM, ale w dwóch stopniach tylko, za trzeci z lekko trudniejszym dostępem nie był nawet dotknięty. Oj, była to chyba próba „na ucho” i to takie słabo ćwiczone. 

Czerwonym kolorem oznaczone filtry były grzebane, a zielonymi strzałkami wskazanie - nie.

Bez przyrządów i co gorsze pojęcia o co w tym strojeniu chodzi. Kolejny ślad to „naprawiona” kontrolka od stereo – ta prawdziwa, z żarówką. Jeden kondensator Elwy wymieniony i tranzystor BD180 przylutowany do kikutów nóg germanowego poprzednika. 

Nasi tu byli. I spie...

Tyle, że takie rozwiązanie ma 3-krotnie niższą czułość. Kontrolka (żarówka) jest zapalana przez tranzystor, którego złącze baza-emiter jest także detektorem sygnału pilota stereo. Oryginał germanowy działał już przy 0,2V, a krzemowy BD180 potrzebuje 0,7V. Widać, że użyto tego co było dostępne.

 No dobra pora zabrać się do roboty, radio jest warte tego by zrobić to porządnie i kompleksowo. Tak na lata, by cieszyło i nie były konieczne kolejne pielgrzymki do wszelkiej maści serwisantów.

Część radiowa rozstrojona, ale jest działająca i da się ją odłączyć to zrobimy ją później.

Zaczniemy od m.cz. I tu znów wielkie dzięki inżynierom Telefunkena, stopień mocy wraz ze swoim zasilaczem jest demontowalny i może być naprawiany poza radiem. 

Za to lubię Telefunkena.
Jeden kanał działa prawidłowo i na obciążeniu 4 Om daje 14 Watów bez zniekształconej sinusoidy, nominalna 15W - więc jest super. No drugi znów chwilę pograł i później już tylko cisza, no lekkie granie słychać. Zasilanie modułu realizowane jest dwoma napięciami: jedno do stopnia mocy (-37V), drugie lepiej filtrowane dla stopnia napięciowego dalej przekazywane do przedwzmacniacza.  Prostowniki są selenowe wiec tak jak wszystkie elektrolity wymienione zostaną – to jedna z kardynalnych zasad przyjętych od kolegi Tomka (tego co mnie wcześniej w poprzedniego Opus-a wpuścił). 

Trochę roboty będzie.

Stopniowe rozbieranie wzmacniacza mocy odsłania kolejne radia tajemnice. Para sterująca w oryginalnej kombinacji tj. z tranzystorami sterującymi: pnp AC 124 i npn 2N697. Tu mała dygresja, widać Telefunken nie posiadał (w tym czasie) tranzystora npn w technice germanowej i zastosował jeden z pierwszych dostępnych tranzystorów krzemowych. Myśmy w Polsce dość szybko przeskoczyli do krzemu TK60. Nie od Farchild-a, który na tym polu (pierwszy krzemowy tranzystor dostępny handlowo) dzierży palnę pierwszeństwa, ale od TI. Pamiętam, że i polskich konstrukcjach opisywanych w Radioelektroniku (czy jeszcze Radioamatorze) proponowano jako komplementarny do germanowego pnp, krzemowy npn. W naszym bloku chyba tylko w radzieckie germanowe npn były dostępne. 
Od spodu jeszcze cewki.

Modyfikacja czy modernizacja tego wzmacniacza w dostępnej dokumentacji Telefunkena jest opisana, zakłada wymianę tej pary mieszanej na parę SG2182/83 w czystym krzemie zrobioną.

Wersja z krzemowym stopniem sterującym.

Jak będzie trzeba to podobnie jak w Philipsie przerobię. Widać, że taki mieszany dobór tranzystorów w różnych obudowach nie ułatwił budowy ich radiatora. Prostokątne  AC124 są łatwo od góry dostępne, a te 2N697, w dużych okrągłych obudowach są schowane pod radiator. Na razie nie znam przyczyny, dlaczego jeden kanał milknie. Dopiero wymontowanie radiatora stopnia sterującego daje jakiś ślad – widać wygrzanie w jednym miejscu i wypalony rezystor, sęk w tym, że jest to w tym kanale, który gra.

Ślad po długotrwałym wygrzewaniu.
I winny.


 Nic to, na razie czyszczę i wymianę kondensatorów elektrolitycznych wykonam. Jak zmierzyłem wejściowy C305 to z 2uF ma 1,4uF, no niby może być, ale ESR w kiloomach mierzone już nie.

No, niech będzie 140 om to nie kiloom ale i tak dużo za dużo.

 Inne elektrolity ewidentne ślady końca swego żywota.  Płytka wymyta, będzie się przyjemniej pracowało.
Kąpiek z mojej osobistej umywalce.

Sprawdziłem też tranzystory mocy AD149, są dobre. Jedna para ma wzmocnienie prądowe 8/9, druga 41/54 taki dobór powiedziałbym – dyskusyjny.

8 to nie za dużo, ale jednak coś.

 Za to pasta pod przekładkami mikowymi po ponad 50 latach jeszcze wilgotną była. Nie mniej wyczyszczę i dam nową. W mocowaniu tranzystorów na radiatorze widać jak dużym pomyślunkiem się kierowano – niektóre śruby, odpowiednio izolowane mogą być użyte jako punkty pomiarowe.

Ponumerowane AD149 do czyszczenia. Szczęśliwie nie po palone.
Szkoda, że nie zachowała się dokumentacja, co i co czego – trzeba odtwarzać. Na razie tyle, ciekawe powieści podawane w odcinkach jeszcze ciekawsze są – żelazna zasada seriali.

poniedziałek, 20 września 2021

Radiowe Pogaduchy 15

Zapraszam na kolejne, 15 już spotkanie.


Niedziela 26.09.2021 r. godzina 19.30.

Link do spotkania:  https://us02web.zoom.us/j/87964967512

W programie:

  •  Radiostacja Gliwice – Incydent w mediach – Henryk Berezowski
  •  Obrazki z wystawy – Andrzej Cieślak
  •  Regeneracja „magicznych oczek”– Piotr Puchalski
Zapraszam wszystkich miłośników starej radiotechniki.


czwartek, 9 września 2021

Antena Pana Ryszarda czyli czysty odbiór bez zakłóceń.

Interesując się od dłuższego czasu retro-radiotechniką, odnoszę wrażenie, że większość z nas skupia się głównie na samych odbiornikach, na zamkniętych w pięknych drewnianych czy bakelitowych skrzyneczkach cudach myśli technicznej. Na lampach i obwodach, spędzając wiele czasu na ich naprawach, ożywianiu czy strojeniu. Później następuję krótki czas, gdy to Radio żyje, próbujemy (przynajmniej ja) coś tam złapać, odebrać posłuchać. W większości przypadków na falach średnich, długich czy krótkich. Na długich jest PR1, na średnich oprócz Radio Romania udaje się coś tam, coś tam złapać. Na krótkich z przyjemnością słucham chińczyków. A to wszystko pośród przeogromnych zakłóceń, terkotów i innych uszom nie przychylnych dźwięków. Wszystko to zniechęca to i zamiast radia słuchać, odkładamy na półkę i po cichu (lub głośniej) klniemy, że: Panie przed wojną to był czysty ether. Oczywiście, że był. Ale nic nie stoi na przeszkodzie by z tego co mamy dzisiaj wyłowić możliwie wiele użytecznych dźwięków. I da się.

Przekonałem się o tym już w trakcie pierwszej wizyty u Pana Ryszarda w Dobczycach, który to prezentując mi pięknie odnowionego Blaupunkta, udowodnił że na falach długich jest co najmniej 6 (sześć) odbieranych stacji, a nie tylko jedna.  

Oraz, że poziom zakłóceń może być o wiele, wiele niższy. To nie była zasługa tylko super odrestaurowanego i zestrojonego odbiornika, ale niedocenianej anteny. Wstyd przyznać, ale wielu z nas stosuję antenę typu KD. Kawał Druta. No czasem rozciągnięty nawet podpięty do metalowego karnisza. Dalsza część pokazu instalacji antenowej odbyła się już na zewnątrz. 

Dobra antena to jest to.
Pan Ryszard obiecał mi kiedyś przy okazji zdradzić szczegóły tej antenowej magii. Ja, zajęty innymi sprawami – odłożyłem to na później, nie było priorytetem. Któregoś dnia otrzymałem tylko alert od Pana Ryszarda by koniecznie kupić pewien rdzeń ferrytowy na Allegro, bo jest dla tej konstrukcji bardzo konieczny, a rzadki i dostać trudno. Posłuchałem, w ciemno kupiłem. 

Zakupiony rdzeń ma AL 6500

Dopiero w trakcie ostatniej wizyty zostałem "wtajemniczony". Dodatkowo zostało mi poruczone by wiedzę, szkice i zdjęcia opublikować i spopularyzować – co niniejszym czynię.

Opis dotyczy najprostszej anteny – po prostu długiego drutu, z angielska mądrze nazwanego Long Wire (LW w skrócie), który od pionierskich czasów radia, po dzień dzisiejszy by „złapać falę” rozciągany bywa.

Opis budowy anteny z instrukcji radia Romans - skromny nad wyraz.

Całą sztuka w takim polowania polega na tym by zadbać by możliwie duża część sygnału użytecznego przez antenę pozyskanego wprowadzić do odbiornika, jednocześnie minimalizując wtrącanie się w tą transmisję wszelkiego rodzaju zakłóceń czy interferencji.

Na przód dwa słowa teorii:

Fizyka obwodów elektrycznych stanowi, że przekazanie energii z wyjścia obwodu poprzedniego na wejście kolejnego jest najefektywniejsza gdy jest równa impedancja samej anteny i obwodów wejściowych odbiornika. Co to jest ta Impedancja? W największym możliwym skrócie to taka oporność dla prądu zmiennego, też w omach wyrażana. Dla samej anteny zależy mocno od jej konstrukcji, długości, wysokości powieszenia oraz częstotliwości odbieranego sygnału. Możemy przyjąć, że będzie to w granicach od 200 do 700 omów. Na podobną wartość impedancji wejściowej były projektowane i budowane obwody wejściowe radioodbiorników. Więc teoretycznie nie ma problemu. 

Pomiar impedancji wejściowej Blaupunkta (był akurat na warsztacie) to potwierdza. Na zakresie fal długich impedancja wejściowa to kilkaset omów.

Ale problemem są zakłócenia. Sprowadzanie końca anteny LW  jako druta do gniazda antenowego odbiornika (nie zapominając o jego uziemieniu) powoduje, że na odcinku prowadzonym przez budynek i mieszkanie zbierze ona wszystkie możliwe radio-śmieci. Czy to od przewodów elektrycznych, którymi już dawno czysty sinus nie płynie, od wszelkich zasilaczy impulsowych, świetlówek, LED-ów czy innego śmiecącego elektronicznego sprzętu. 

No to pozostaje ekranować, doskonałym rozwiązaniem jest wynalazek z laboratorium Bell-a poczyniony w 1929 roku przez Lloyda Espenschieda i  Hermana Affela – kabel koncentryczny.

Lloyda Espenschied i  Herman Affel z kablami

 No tyle, że kable takie mają charakterystyczne i podstawowe własność jak tzw. oporności falowej w znanych wartościach 75om (antenowe) czy 50om (sygnałowe). Przesyłanie nimi sygnału z anteny do odbiornika bez odpowiedniej „obróbki” powoduje, że ogromna część sygnału użytecznego została by stracona, i to podwójnie. Raz przy niedopasowaniu antena- kabel, drugi raz kabel-obwody wejściowe.

Trzeba tą antenową impedancję dostosować do kabla. I tu w sukurs przychodzi nam transformator. Ale nie taki zwykły, tylko transformator w.cz., do którego to ten rdzeń potrzebny był. Transformator (każdy) oprócz transformowania napięć (a przez to i prądów), transformuje także impedancje podłączonych obwodów. O tyle inaczej, że z kwadratem przekładni (przekładni tj. stosunku ilości zwojów). Wiedza o tym użyteczna (jeśli nie konieczna) jest w przypadku transformatorów wyjściowych układów lampowych wzmacniaczy. Gdzie to impedancja głośnika (4 czy 8 omów) poprzez transformator (i kwadrat jego przełożenia) widziana jest przez lampę(-py) wyjściową jako kiloomy. Najlepsze rezultaty osiąga się wtedy, gdy jest ona równa impedancji lampy – ta sama fizyczna zasada.

Otrzymałem od Pana Ryszarda rysunki, szkice i dodatkowy materiał z poleceniem by udostępnić co niniejszym czynię. Zdjęcia były specjalnie przygotowane na spotkanie Towarzystwa Trioda. Nie udało się to zaprezentować. Niniejszym staramy się to teraz nadrobić. 

Pierwszy punkt, czasami najważniejszy – dobór miejsca na antenę.

 

Z jednej strony przyłącze - z drugiej antena. O ile tylko można.

Możliwie daleko od wszelkich przyłączy elektrycznych czy innych wszelkich instalacji. Wykorzystać (o ile się da) oddalenie i ekranowanie poprzez konstrukcję domu. Wiem, że mieszkańcy zabudowy wielorodzinnej w tym momencie poczuli się mocno pokrzywdzeni. Ja też.

 

Jeden rysunek i mnóstwo informacji.

Najpierw należy zbudować skrzynkę z transformatorem by chronić go przed wpływami atmosferycznymi. W plastikowym pudełku należy  umieścić transformator i zaciski. 

 

Gotowa skrzynka. Na zewnątrz zaciski do linki anteny i uziemienia, tak by było łatwiej to montować.

Zalecane sposób mocowania to powieszenie go na lince odciągu przeciągniętą poprzez poprowadzoną przez pudełko i wklejoną plastikową rurkę.  


Szczegóły na zdjęciach.

Szczegóły skrzynki transformatorowej i jej podłączenia.

Transformator nawijamy tak by miał przekładnię równą pierwiastkowi ze stosunku impedancji anteny (powiedzmy to 700om) do impedancji falowej kabla (tu najtaniej będzie zwykły, telewizyjny 75omowy). Z wystarczającą dokładnością możemy powiedzieć, że 700/75 to jest blisko 9-ciu, a z tego pierwiastek to 3. Ładne i równe.

Aby znaleźć liczbę zwojów uzwojenia pierwotnego posiłkujemy się publikacją  Fabricating Impedance Transformers for Receiving Antennas John Bryant May 2001, który to radzi by użyć następującego wzoru:

Podstawiając założone 700om i 150kHz (zależy nam na też falach długich) otrzymujemy wartość indukcyjności uzwojenia pierwotnego 2,12 mH, stąd już znając AL rdzenia (u mnie 6500) można obliczyć ilość zwojów;

Mnie z wzoru wyszło ciut ponad 18. Zatem będzie 18 zwojów uzwojenia pierwotnego i 6 zwojów wtórnego będzie. Panu Ryszardowi wyszło 15 i 5, ale dla innych założeń. 

Uzwojenia.

Jak widać na zdjęciach i rysunkach dobrze jest wyjście transformatora zabezpieczyć iskrownikiem (po stronie wtórnej), tak by tak na wszelki wypadek ograniczyć możliwość przesłania przepięcia do domu. 

Jak na dłoni widać iskiernik.

Trafiają się stare odbiorniki ze spalonymi obwodami wejściowymi – była burza, a antena była podłączona – nieszczęście gotowe.

Już myślałem, że będzie trzeba drugi transformator przy odbiorniku budować, ale nie. Wystarczy w tym miejscu tzw. sztuczna antena, czyli układ dopasowujący impedancję kabla do odbiornika. Taki sam jak powinniśmy stosować prze strojeniu odbiorników z generatora w.cz. 


Chodzi o to by niska impedancja wejściowa, nie zdusiła sygnału na wejściu odbiornika. Straty mocy nie są już tak istotne. tłumią i sygnał i zakłócenia.

Antenę powiesić możliwie wysoko, robiąc odciągi i stosując izolację – do dzisiaj można nabyć odpowiednie kształtki już nie porcelanowe, ale równie użyteczne. 


Ponieważ antena cały czas pracuje mechanicznie (wiatr, temperatura czy inne czynniki), jeden z punktów mocowania należy wykonać jako obciążony ciężarkiem przez bloczek. Bloczek mocujemy do drzewa „ekologicznie” przy pomocy pętli z taśmy polipropylenowej, natomiast ciężarek zawieszamy na podwójnej lince co zapobiega jej rozkręcaniu się pod wpływem obciążenia. Ciężarek napinający antenę powinien posiadać zabezpieczenie przed upadkiem (komuś na głowę) w przypadku zerwania anteny. Pan Ryszard zakłada dodatkową  luźną pętlę z linki stalowej niezależną od pozostałej instalacji. W przypadku zerwania anteny ciężarek nie spadnie tylko zawiśnie na tej właśnie pętli. Asekuracja, widać lata spędzone wśród TOPR-owców, w łączności górskiej.


Ja pomału zbieram elementy do tej anteny, jak na razie na dłuższy pobyt w Bukowinie się nie zanosi. Drzewa jeszcze muszą podrosnąć by było o co linkę zawiesić. 

To nie widok na Tatry, ale na fale długie poprzez antenę Pana Ryszarda.

Ale może, ktoś z powyższych rad skorzysta. Jeżeli tak, to proszę się pochwalić rezultatami.    


środa, 25 sierpnia 2021

Radiowe Pogaduchy 14

 Nie może i w wakacyjnym sierpniu zabraknąć Radiowych Pogaduch.

Dlatego też zapraszam na kolejne, 14 już spotkanie.


W niedzielę 29.08.2021 r. o godzinie 19.30 wystarczy kliknąć na link:

https://us02web.zoom.us/j/81508324951

W programie:

  • Było sobie Radyjko, zasilania odbiorników bateryjnych - Ryszard Magdziarz
  • Pokaz pomiaru lamp - Piotr Puchalski
  • Renowacja odbiornika  – Jacek Bochiński

Serdecznie zapraszam 

Wojciech




niedziela, 8 sierpnia 2021

Tetris czyli errare humanum est.

 Tetris z pewnością nie jest jedną z pierwszych gier komputerowych, ale zdecydowanie należy do czołówki tych, które dosłownie zawojowały świat. To jego rozpowszechnianie, szerzenie nie było tyle efektem kampanii reklamowych czy jakiegoś mniej lub bardziej wyrafinowanego marketingu co raczej napędzane szczególnymi cechami tej zabawy. Zdaje się, że kluczową rolę odgrywała tutaj swoista interakcja z elementami naszej psychiki. Nie jestem z żaden sposób związany z tą dziedziną wiedzy, tj. psychologią gry, ale pozwolę sobie zaryzykować, że tym elementem, który wciągał było mocno ukorzenione w naszej psyche dążenie do doskonałości. No może troszkę upraszczając: dążenie do naprawiania swoich błędów. Zatkanie dziury na jeden czy dwa klocki staje się tak ważnym zadaniem jak spłacenie długu, zdanie zaległego egzaminu czy poprawa dwói z matmy. A już te działania nam skutecznie wszelkimi środkami przymusu do głowy wbijano, nie ma się co dziwić, że w genach się utrwaliły.

Tyle godzin ta gra pochłania, że ...

Przebudowując zasilacz anodowy, też ze swojego rodzaju klocków go budowałem. 

W zamiarze - wszystko poukładane.

Oczywiście największym klockiem, klocem w zasadzie, był transformator sieciowy, który to nie bardzo się w dotychczasowej lokacji mógł znaleźć, więc został przesunięty (funkcja w Tetrisie niedostępna) na środek, z wykorzystaniem dwóch istniejących otworów. Wykorzystałem też dwa radiatory, kiedyś do czegoś za kilka złotych nabyte, by odprowadzać ciepło ze stabilizatorów. 

Pierwsze przymiarki

Jeden układ zasilacza z napięciami niskimi (żarzenia) po lewej, a drugi z anodowymi po prawej stronie tego doskonałego transformatora umieściłem. Jak już czytelnicy bloga wiedzą płytki drukowane zaprojektowałem i wykonałem. No i człowiek znów popełnił błędy, a to odbicie lustrzane nie wyszło, a to prawa z lewą strona się myknęła i jak już do składania przyszło to okazało się, że stabilizatory od spodu do radiatora należy przykręcić (a otwory na przeprowadzanie nóżek sumiennie wypracowałem), a tranzystory mocy w anodowym na wierzchu.
Już zmiany i poprawki

To, że przykręcone do druku ni jak przylutować się nie da (brak dostępu) to skutkowało koniecznością wstawienia tulejek i lutowaniem po montażu. Dodam, że zmiana ograniczników prądu wymusiła dołożenie jednego kenarem poprowadzonego połączenia oraz wykręcenie tranzystora w takie esy-floresy, że wygląda jak klocek L postawiony na szpicu. 

Inna kwestia to błędne pomysły projektowe. Zasilacz napięcia ujemnego chciałem zbudować w oparciu o LM337L, tak by sam się ograniczał prąd do 150mA, ale się okazało się, że z transformatora po wyprostowaniu jest ponad 60V, wiec najpierw stopień na tranzystorze pnp do 40V obniżający najpierw zaprojektowałem. Później kiedy okazało się, że nawet przy zerowym poborze prądu obciążony tylko dzielnikiem napięć układ stabilizatora grzeje się niemiłosiernie, to cała koncepcja (i płytka ) wzięła w łeb. 

A miło być tak pięknie - wersja pierwotna.

Błąd polegał na optymistycznym założeniu  można zejść do zera z napięciem wyjściowym przy pełnym wejściowym. Praktyka wykazała, że tak przykład gdzieś powiedzmy przy  5V na wyjściu to mamy już kilka mA prądu płynącego przez stabilizator do dzielnika napięć. 

Kolejny błąd konstrukcyjny - trzeba poprawić.

I właśnie te kilka mA razy 35V woltów do zbicia daje już sporo mW czyli więcej niż stabilizator znieść zdoła.


 Błąd w konstrukcji poprawiłem tak, że zamiast stabilizatora dzielnik napięcia na potencjometrze zastosowałem – czyli tak jak było w oryginale, no tyle że wtórnik na tranzystorze to ładnie prądowo wzmacnia.  Jeszcze muszę pokombinować i zamienić potencjometr na układ z dodatkowym przełącznikiem by zakres 0-55V na kilka podzakresów podzielić by precyzję ustawienia zwiększyć. Jako tako (kiepsko w zasadzie) dało się adaptować przygotowaną płytkę drukowaną, ale na dobrą sprawę tylko dioda prostująca i kondensator elektrolityczny na swoich miejscach pozostali. Reszta – no cóż – ma się czego trzymać i tyle. Tu też po raz kolejny trafiamy na największy dylemat – czy poprawiamy wszystko od początku by było doskonałe czyli robimy nową płytkę (projektujemy, naświetlamy, trawimy i przycinamy) czy biorąc pod uwagę, że to w zasadzie pojedynczy egzemplarz zostawiamy z tymi śladami naszych błędów (jak z siniakami po niezbyt udanej wywiadówce) i przechodzimy dalej, na kolejnym poziomie starając się tam klocki poustawiać. 

W czasie testów obciążeniowych układu napięcia anodowego okazało się, że kolejny tym razem z prądach nie niepięciu  razem błąd popełniłem. Rezultat okazał się spektakularny bo wybuchowy. 

I znów błąd projektowy.

 Przy 50V na wyjściu i 100mA prądu nawet wzmocnienie prądowe tranzystora x20 powodowało, ze stabilizator 5mA miał a razy 300V to … 


Pięknie się rozpadł, z akustycznym efektem. Co prawda koledzy włosi do użycia tranzystora w układzie Darlingtona namawiali. Ale te które tranzystory Darlingtona co po 10 zł w szanowanym poznańskim sklepie z elementami elektronicznymi nabyłem, też się jakimiś takie chińskimi wynalazkami okazały i pracować nie chciały.
hFE 32 - no jak na darlingtona to nie za wysoko.

Może to chiński tester tak tranzystory Darlingtona odnajduje – no nie wiem. Przychodzi przebudować to na MOSFet-y. Znów będzie zabawa z wylutowywaniem, kolejnymi dziurami w radiatorach i sztukowaniem połączeń.

Klocki poukładane, ale dziury są jeszcze.

 To, że Tetris jest nie tylko wciągający, ale i bardzo powiązany z ludzką psychiką powoduje, że stał się obiektem dociekań badaczy zakątków ludzkiego umysłu, a dla mnie układanie klocków (tych elektronicznych) popełnienie błędów i ich naprawianie jest przyjemnością. A doświadczeniami się dzielę, byście, jeśli takie konstrukcje czynić zamierzacie, tych kilka potknięć ominęli.

“Errare humanum est, perseverare autem diabolicum” chciałoby się powiedzieć.

Do roboty zatem. "Per aspera ad astra", że jeszcze raz łaciną okraszę.