czwartek, 24 września 2015

88 czyli poniemieckie artefakty na polskiej ziemi

W ostatnich tygodniach, w przerwie między wyborani, media są elektryzowane informacjami o "złotym pociągu”, a także o innych tego typu znaleziskach.  Budzą one wyobraźnię, chęć posiadania a także w specyficznym świetle pozostawiają relacje własności. Czy to nasze, wasze, poniemieckie czy inne. Może dobrze, że na dzień pisania tego tekstu, nie jest finalnie potwierdzone istnienie tego pociągu, stan zachowania i jego zawartość. Wiemy (?), że jest pancerny, że może uzbrojony. Same zagadki. Ciekawe czy jest uzbrojony w najlepszą chyba armatę swoich czasów 88 mm Flak?.
Te dwie ósemki połączone w liczbę stanowią coś na kształt symbolu, odczytywanego w niektórych kręgach, jako skrót nazistowskiego pozdrowienia „Heil Hitler”, skróconego do dwu liter HH i zapisanego jako cyfry. H jest ósmą cyfrą alfabetu. Pokomplikowane i tajemnicze -  jak losy pociągu.

Dlatego też, gdy u Zygmunta zawitał Grundig, i to model 88, od razu pojawiły się skojarzenia.
Ale jak się okazało radyjko miało cechy czysto pokojowe, ba nawet pewien charakter radia kuchennego. Jest małe, proste w obsłudze, zdecydowanie nastawione na odbiór lokalnych stacji (tylko średnie i UKF). Front z tworzywa, obudowa bakelit i ładne (kiedyś) mosiężne, złoto naśladujace gałeczki. No tego złota właśnie trochę brakowało.

Informacje o naprawach:
Stan ogólnie dobry, kompletny, ale nienadający się jednak bez naprawy do użytku.
Po włączeniu do sieci coś chrypi i to wszystko.

Zakres uszkodzeń: linka skali zerwana, lampa EBF89 pęknięcie w okolicach cokołu pewno ją zdyskwalifikuje, chociaż góra lampy nie jest biała. Niemniej przydałby się jakiś sprawny  egzemplarz na podmianę.  Dalej: potencjometr podwójny od siły głosu obraca się, ale od barwy tonu zablokowany, już go nafta penetruje.
Pokrętło od siły głosu do odbudowy, nie będzie łatwo. Obydwa pokrętła nie bez trudu, już zdemontowałem

Dzień drugi:
Skrzynka Grundiga już się wykąpała. Chassis i filtry wyczyszczone. Linka do skali założona. (sznurek wędkarski).
Radio uruchomiłem. Na własnej antenie (czyli sieci 230VAC) odbiera wszystkie stacje na UKFie co Beethoven. Jest OK.

Do pracy pozostał: potencjometr od barwy tonu (sekcja podwójnego, który już obraca się lekko), przeczyszczenie styków przełącznika zakresów. Wypada tez trochę powalczyć z przydźwiękiem sieci, mógłby być mniejszy, tak jak samo radio, z którego się wydobywa. Popracuję nad kondensatorem zasilacza i tradycyjnie nad kondensatorem siatkowym pentody głośnika. Na razie lampa EBF89 działa, chyba, że kilka włączeń i wyłączeń zwiększy zakres pęknięcia bańki.

Kolejnego dnia finał:
Gra bardzo ładnie na UKF i odbiera dużo stacji na MW.
Mały Grundig nie ma się czego wstydzić.

Brakującą nakładkę na gałkę zaprzyjaźniony tokarz w mig dorobił. No może z lekkim przekłamaniem, stożek nie jest odwrotny niż w oryginale, ale i tak prezentuje się ładnie.Dla symetrii obydwa są nowe.
Radio jest dosyć proste – jedynie 3 lampy, ale za to wszystkie podwójne tj. ECC85, ECH81 i ECL86. Do tego selen i diody germanowe. Prosta konstrukcja, i bardzo, bardzo dobra czułość, ładne brzmienie i taka uniwersalność.
Nie znamy dokładnie historii tego radia, zostało kupione w Toruniu, więc kiedy dotarło na ziemie polskie dokłądnie nie wiemy. Ale w tej chwili jest stałym elementem wyposażenia domu i Panie Domu za nic się z nim rozstać nie chce. Znalazło swoją gospodynię i już tylko dla niej gra.

Wracają do okropnych czasów wojny, to pożytki z porzuconego oręża niemieckiego można od czasu do czasu znaleźć zagospodarowane gdzieś na polskiej wsi. W jednej ze stodół w centralnej Polsce wierzeje wsparte są na oryginalnych lufach z armaty 88mm.

Od siedemdziesięciu lat utrzymując wrota a i może całą stodołę przed wiatrami i zawieruchami. Wniektórych „gospodarskich środkach transportu” także można dopatrzeć się elementów z demobilu.
Ludność miejscowa potrafiła w sprytny sposób wykorzystać elementy z pobojowiska i zgodnie z prastarą tradycją "przekuć miecze na lemiesze".
Ciekawe czy tak samo stanie się ze „złotym pociągiem”?

Celowo nie podaję bliższej lokalizacji onej, na dwu Tygrysach wspartej stodoły, by nie powodować ataku miłośników militariów, ale nade wszystko nie prowokować urzędników i  innych mniej lub bardziej tajemniczych służb. Służb, które to mogą doszukać się „niezdeponowanego uzbrojenia” a w administracyjnym, czy nawet karnym postępowaniem sielskiego życia uprzykrzać. Spokój mogą zakłócić także poszukiwacze starych desek , którzy to stare stodoły, przerabiają na modne okładziny czy podłogi, i za ciężkie pieniądze do Niemiec sprzedają.

Wracając do radia, to tajemnica 88 w symbolu Grundiga szybko się rozwiała
– liczba ta będąca numerem modelu, jednocześnie była ustaloną ceną. Był to Grundig za 88 DM, tak po prostu.
Grundig 88 - troszkę wcześniejszy model.
Ładnie wygląda przyciąga uwagę,
chociaż prawdziwego złota w nim nie ma, tylko dorabiane, mosiężne gałki. I tak lepiej niż NRD-owskie odbiorniki, gdzie aluminiowe listwy to tylko mosiądz udawały.

Oj, ciekawe jakie to złoto w tym " złotym pociągu"?

I taka była historia z ósemką związana, kolejna jak sie domyślacie to o cyfrze ...

piątek, 18 września 2015

Mistrzostwo, czyli od nożyczek, i od kowadła na ratunek Stern-owi.

Bardzo blisko był taki smutny koniec Sterna 7E81, który w trudnym stanie zawitał do nas. Już szykowaliśmy się, by uciekając od pieca stał się piecykiem. Jak to jednak bywa w takich chwilach znalazła się osoba, która uratuje. Pan Piotr postanowił, że ten rzadki model, NRD-owiec na amerykańskich lampach, swoje miejsce w kolekcji znajdzie i będzie uratowany. Ogromnie się ucieszyłem i drogą zamiany za AZ-ki, których deficyt do Amati i Beethovena odczuwam, zamieniłem.

Transport na miejsce był "w cenie", zatem było to i okazja nie tylko poznania „kolejnego radiami zakręconego”, ale także popodziwiania modeli rzadkich, i w pewien sposób wyjątkowych. Kolekcja ładnie zgromadzona, uruchomiona i grająca składała się praktycznie z samych modeli „mistrzowskich”. Pozwolę się podzielić wielkim uznaniem, co do trudu w zdobycia, a następnie restauracji odbiorników. Były one w pewien sposób naj-, to jest naj-większe, naj-doskonalsze kiedyś (a i teraz) naj-droższe.

Niektóre nawet w nazwie mają słowo Spitz jak klapką zamykany Siemens Spitzsuper z 52 czy 53 roku.
Klawiatura  i skala odsłonięta.
Tevion dał koncert muzyki marszowej odtwarzanej z pasków – ot takie skrzyżowanie płyty gramofonowej (rowki) i taśmy zamkniętej w kasecie. Działa i dźwięk jest zaskakująco dobry, nie ma (lub nie słyszałem) bolączek starej płyty.
Jest w pełni sprawna SABA Automatic z sekwencyjnym automatycznym sterowaniem – cudo techniki na swoje czasy, chociaż wzornictwo już trochę duchem modeli Braun-a tchnięte.
Połącznie techniki radiowej z automatycznym sterowaniem to coś fantastycznego.
Gwoździem programu wieczoru (niestety krótkiego – byłem przejazdem) był Philips Bi-ampli. Stan zachowania bardzo dobry, a sam odbiornik wręcz powalający rozwiązaniami i ilością lamp. Przełącznik zakresów sterowany za pomocą napędzanego silnikiem pozycjonera to rozwiązanie unikatowe. Jakoś tak na wyrost oczekiwaniom, moim oczekiwaniom – osobiście wolę gałkę, klawisz i pokrętło.
Philips od tyłu - tutaj dopiero budzi szacunek.
Zastanawiałem się, co Pana Piotra tak napędza i gna w stronę tych najlepszych, największych – odkrycie pojawiło się dopiero przy przeglądaniu fotografii. To słowo to - Mistrzostwo. Dyplomy rodziny Pana Piotra, Mistrzów we fryzjerskim fachu licznie wisiały na ścianach.
Jeśli zaszczepi się w człowieku te pierwiastek Mistrza, to będzie dawał on rezultaty i w przyszłych pokoleniach. Nie koniecznie w tym samym fachu.
Zrazu przypomniał mi się inny Mistrz, przodek kolegi Zygmunta, z którym trochę po społu borykamy się radiami. To rzemiosłem i cechem było kowalstwo. I ten sam pierwiastek - dążenie do doskonałości, widoczny chociażby w tytanicznej pracy odrestaurowania cechowego dyplomu. Dyplomu w carskich czasach wystawionego, gdzie i niektóre dane historyczne trzeba było odtwarzać. Udało się. Tak jak i tym odbiornikom, dobrze się mają, gdy trafiają w ręce Mistrzów.
Jak widać Stern już ciepłem otoczony jest i będzie z pewnością, może nie największą, może nie najciekawszą, ale zawsze perełką w kolekcji.

Czy nie sądzicie, że w sztuce restaurowania odbiorników nie przydałaby się cechowa struktura? Jak widzę niektóre próby działania (na forum, czasem na OLX) to z bólem konstatuję, że nie ma szkoły, zasad i cechowego porządku. A może podręcznik wystarczy?  Trafiają się Mistrowie.

Ja osobiście ciągle czuje się, że czeladnikiem, czy nawet uczniem jeszcze nie jestem. Zaczynam od początku - "po piwo Panu Majstrowi ganiam",
no trochę rozpowiadając na blogu, co gdzie słychać.

sobota, 5 września 2015

WEGA II czyli o koniecznej pokorze wobec czasu

W tzw. "sezonie ogórkowym” nasze (i nie tylko) media obiegają coraz to bardziej wyszukane wiadomości, mające przyciągnąć czytelników do kolorowych gazet, przed głośniki tranzystorowych radyjek a także przed kolorowe migające ekraniki. W dniach ostatnich takim gorącym newsem jest odkrycie Ziemi II, czyli planety o podobnych warunkach astro-klimatycznych, jak nasza, a i to oddalonej o „tylko” 600 lat świetlnych. Informacja ciekawa, pasjonująca dla astronomów, ale dla przeciętnego zjadacza ogórków rzekłbym – mało praktyczna. Już z pewnością mnie jak ta, od której strony rzeczonego ogórka należy obierać. To „ok. 600 lat” świetlnych oznacza, że z Ziemi II (gdyby się udało) to można by jeszcze Jagiełłę pod Grunwaldem wypatrzeć, no może całkowite zaćmienie słońca w Polsce (7 czerwca 1415 r).

A żeby tam, tj. na Ziemię II, dolecieć, to nawet zakładając powstanie w najbliższych dziesięcioleciach podświetlnych napędów rakietowych jak i sens takiego przeniesienia, to dotarlibyśmy tam za kilkaset, nie lat, ale pokoleń.

Zatem scenariusz, który powstał w głowach scenarzystów serialu Ziemia II czy WALL-E, gdzie opuszcza się zaśmieconą Ziemię i ucieka do nowej „lepszej” rzeczywistości jest dalej na półce Sci-Fiction. Szanujmy nasza Ziemię. Nie kupujmy nowego, gdy stary sprzęt działa lub da się naprawić.

Tak i ja z moją WEGĄ postąpiłem. Na początku, nie przestrzegając zasad, pozwoliłem jej za długo pracować, niby w szereg z żarówką, ale jednak. Pograła, pograła i zgasła. Dostało mi się nawet w komentarzach (zasłużenie), ale cóż trzeba swoje błędy naprawiać. Ponieważ radio jest troszkę nietypowe, to największe obawy miałem, co lamp. Jednak żarzeni sprawne, a P-508 także sprawność emisji wykazał. Przy okazji znalazłem błąd w katalogu nastaw do tego przyrządu przynależnym, UCL81 była emisjami (pentody i triody) pozamieniana. Szczęściem uszkodzenie okazało się proste – podejrzany kondensator zwarł, a radio uratował rezystor 125om, który to swoje marny, druciany żywot poświęcił.

Kondensatory papierowe w 100% nadawały się do wymiany. Elektrolity zaś kilka godzin formowania potrzebowały. Miło było patrzeć jak maleje prąd upływu. Układ formujący dość prymitywny zbudowałem z zasilacza anodowego, rezystora 33k i dwu mierników (prąd i napięcie na kondensatorze). Czeka mnie jednak jakaś bardziej fachowa konstrukcja ustrojstwa do przywracania sprowności elektrolitom.

W miejsce wspomnianego św. pamięci opornika najpierw wlutowałem MŁT, ale że grzał się to jednak do drutowej wersji wróciłem. 10W to duża rezerwa (przy 48mA wydziela mniej niż pół Watta), ale jakoś tak nie chciałem pozostawiać tam cienkowarstwowego opornika. Zresztą stwierdziłem, iż w wielu miejscach w zasilaniu drutowe są stosowane. Mają zalety w sytuacjach krytycznych.

Kondensatory styrofleksowe trzymały się mocno, niektóre pomimo wręcz zniszczeń o przegrzewający elementów.
Zniszczenia okropne.
Pojemnośc trzyma.
Z uwag i zaleceń to proponuję: przewody głośnikowe skrócić (o 2-3 mm) i podlutować raz jeszcze. U mnie, mimo, że była to linka to po wielu manipulacjach trzymała się na jednym włóknie lub wcale.
Na jednym druciku się trzyma.
Nie ma siły na zmęczenie materiału, raz dwa można coś nagiąć, ale indukcja inżynierska* już pojęcie granicy wytrzymałości zawiera.

Skala UKW jest określona od 0 do 100, nie mniej wskazówka porusza się od ok 15 do ok 85, tak jak to mechanicznie jest określone. Odpowiadało to częstotliwości od 87 do 97 MHz, aby odebrać Trójkę (98,8 MHz w Warszawie) prawie całkowicie trymer wykręcić trzeba było. Jest to już na górnym zakresie przestrajania i bez interwencji w cewkę lub/i stałe kondensatory nic się nie da zrobić. Pozostawiam jak jest, jest Trójka, jest Jedynka, jest dobrze.
Niestrojony filtr w obwodzie wejściowym - nie da się zoptymalizowaać na całe pasmo.
Co ciekawe rolę głowicy pełni lampa UCHxx (ta sama, co AM obsługuje), a UC92 pełni rolę wzmacniacza w.cz. i to nie strojonego.
Obwód wejściowy troszkę skorygować należało, bo wcześniej tylko „Toruńska Fala” miała wystarczający sygnał by na 73 odbierać.
Sprawne oko dostrzeże transformator separujący. Bezpieczeństwo!
Obudowa radia jest złożona z dwu skorupek, postanowiłem górną wyczyścić porządnie i zastosowałem super środek (pół Podhala się tym czyści), o włosko brzmiącej nazwie Megilo. Szybciutko pokazał ten środek swoją moc – zeszła cała powłoka nadająca obudowie blask i szyk.
Z woda spłynęło coś o kolorze ładnym, stolarzowi przyjemnym. Na pierwszy obgląd – politura szlakowa to była. Powierzchnia pod spodem szara i nijaka. Na odwrocie płynu doczytałem się „nie używać do czyszczenia powierzchni drewnianych”.

Na szczęście podejrzenie, co do pochodzenia powłoki okazało się prawdopodobne – po nałożeniu kilku warstw szelaku i przepolerowaniu – świeci jak należało. W międzyczasie zaliczyłem klejenie. Pękniecie z razu było niewielkie, na nieszczęście grill rozpadł się przy próbie nałożenia kleju i miast jednego połącznia klejonego, miałem trzy. Klejenie.

 Szlifowanie pilnikiem, a później na mokro papierami 400, 800 i 2000 pozwoliło zamaskować moją nieuwagę.

Składając całość jeszcze jedno odłamanie zauważyłem, w poszukiwaniu kawałka przeszukałem cały warsztat (przy okazji troszkę porządku wprowadzając), ale nie znalazłem. Dopiero analiza archiwalnych fotografii pokazała, ze od początku go nie było. Szelak łądnie połysk robi.

Uwaga - na bakelicie źle się kładzie nieodwoskowany. Drewno jest życzliwsze politurze.
Jedna połówka już się świeci!

 Jakoś nie przeszkadza, znak upływającego czasu tylko.


Teraz radyjko czeka kilka dni odsłuchu, tak abym mógł się przekonać o zaletach (a raczej niedostatkach) detekcji modulacji FM na krawędzi filtra p.cz. Nie brzmi to tak tragicznie jak się spodziewałem, może poziom zakłóceń jest większy. Zostawiam tak jak jest. No może jeszcze niektórych wcześniejszych naprawiaczy poprawię.
Drutowano to dawno garnki gliniane, ni epotencjometry.

Coraz bliżej jestem zagadki Meteor-ów (jak stroić). Na razie czekają, nawet dwa.

Tym czasem cieszmy się, dbajmy i używajmy tego, co mamy. Zadbajmy o nie, dobrze pielęgnowane będą jeszcze długo z nami. Nie trzeba w kosmos spoglądać i marzyć o innej, o nowej i młodszej. Ta młodsza może i będzie piękniejsza, ale czy czasem jedyne, co będzie potrafiła to okładać się plasterkami ogórka, nawet porządnej mizerii nie zrobi.

* - indukcja inżynierska to podobnie jak matematyczna, jednakże we wnioskowaniu uwzględnia fizyczne ograniczenia.

W przykładzie:
- Czy na ten most może wjechać jeszcze jeden samochód?
- No, jeden może.
- A może jeszcze jeden?
- No, chyba tak.
...
I po którejś iteracji okazuje się, że jednak nie.

piątek, 14 sierpnia 2015

Przywilej Dziadziusia czyli wszyscy w obronie UKF-u

Radio jest fascynującym medium, no może już nie aż tak jak kilkadziesiąt lat temu, ale wciąż żywym i silnie związanym z naszym codziennym zżyciem. Jest na tyle dostępne i wszechobecne, że często nie zdajemy sobie nawet sprawy z jego obecności. Gra przy śniadaniu, w drodze do pracy, pogrywając w tle często stanowią nieodzowną część zawodowej aktywności. Wieczorem miło posłuchać dobrej muzyki.
Jako, że właśnie doświadczam generalnego remontu mieszkania to moją uwagę skupiło radio Pana Majstra – boombox, który jak widać po fotografii nie jedno już przeszedł i przetrzymał, najlepsze lata ma dawno za sobą, nie mniej służy.
Pan Majster łowi z eteru, co bardziej dynamiczne i prostsze rytmicznie melodie (a jest takich jak się przekonuje nawet sporo) i dzielnie pacą zaciera kolejną ścianę. Rytmicznie. Zda się, że bez radia to remont potrwałby jeszcze spokojnie z miesiąc dłużej. Magia radia działa.

Dzięki temu, że na FM jest dostępnych w Warszawie ponad dwadzieścia dobrze słyszalnych stacji, jest z czego wybrać. Pan Majster nie słucha jedynki na długich, bo i radio trzeba ciągle przestawiać obracać (ferrytowa antena) a włączenie jakiegokolwiek silnika (mieszadło czy wiertarka) silnie w głośniku słychać. Jakoś także nie wyobrażam sobie operowania przez budowlańców dziesiątkami małych przycisków (dotykowych) by stację na DAB wyklikać.

FM górą!

A chcą wyłączyć! Nie damy się!

Zapoznając się z historią radia, a w szczególności pierwszymi wdrożeniami FM, wiele ciekawych faktów udało mi się poznać, zatem pozwólcie, że trochę się nimi podzielę.

Dziś o paśmie 6m.

Pierwsze doświadczenia z falami ultrakrótkimi (tj. powyżej 30MHz) doprowadziły do powstania przyczółków w etherze poza zainteresowaniem radiofonii, nawet tej krótkofalowej. Ponieważ perspektywicznie były to bardzo obiecujące dla lokalnego rozpowszechniania, i wolne to na częstotliwości te wielu ostrzyło sobie na zęby.
Największy bój rozegrał się USA. Bój pomiędzy dwoma gigantami, kiedyś wielkimi przyjaciółmi, a u schyłku największymi oponentami i zaciekłymi wrogami.
Armstrong prezentuje  zasadę działania heterodyny.
Pomiędzy Edwinem Howardem Armstrongiem, a Dawidem Sarnoff-em. Historia ta jest bardzo ciekawa, pasjonująca, ale i smutna jednocześnie. Pokazuje jak wielkie i okrutne były to czasy. Gdy ścierały się idee, technologie, wielkie pieniądze i wielkie osobowości.
Polecam wszystkim obejrzenie ciekawego filmu: Empire of the Air: The Men Who Made Radio, gdzie Lee de Forest, Armstrong i Sarnoff pokazani są w zda się wiernym, dokumentarnym, a jednocześnie pasjonującym dla widza ujęciu.
Wielkie osobowości wraz całą władzą, wielkimi pieniędzmi i oczywiście pięknymi kobietami. Radio tylko nadawało temu rytm.
Armstrong z żoną Esther Marion MacInnis in Palm Beach in 1923. Marina była sekretarką Sarnoff-a!
U zarania, na przełomie lat 30 i 40, FM było czymś na kształt eksperymentu, dawało jakość transmisji, odporność na zakłócenia i było dużym krokiem na przód uczynionym przez Armstronga. Z zaś drugiej strony było wielkim zagrożeniem dla Sarnoff-a i jego dzieci: sieci radiowej NBC ,w pełnym komercyjnym rozkwicie i dopiero, co raczkującej telewizji.
By Radio Corporation of America RCA (page 3 Radio Age) [Public domain], via Wikimedia Commons.
W 1937 (a więc przed ukorzenieniem się FM) w przydziale częstotliwości przez FCC pasmo od 46MHZ było równo podzielone na 13 kanałów telewizyjnych. Armstrong  jednak wywalczył przeznaczenie 1 kanału na FM i to właśnie pasmo (46-50) MHz stało się podstawą działalności stacji FM. Dziesiątek stacji i tysięcy odbiorników ze znaczkiem FM.

Wybuch wojny zamroził ten stan rzeczy, ale już na wiosnę 1945 RCA wywalczyło u FCC przesunięcie całej radiofonii FM do pasma 3-metrowego tj. 88-108MHz. Jak się oceniało zainwestowane w infrastrukturę (i odbiorniki) ok 100 mln dolarów zostało zaprzepaszczone. Wręcz z dnia na dzień cały business Armstronga został odcięty od dostępu do etheru. Wymusiło to szybką adaptacje do nowych warunków m.i. przez budowę przystawek, konwerterów czy samych tunerów Fm. Dwa takie w mojej kolekcji się znajdują i niedługo będą ożywianie.

Pomimo odcięcia od pasma FM, przetrwało i ma się dobrze.

Co ciekawe sowieckia radiofonia, współpracująca z RCA pozostała przy 6m i włązsnie w tym paśmie uruchamiała pierwsze emisje na UKF-ie. Moskwa rozpoczęła nadawanie w marcu 1946 na 46,5 MHz, a Leningrad 1947 na 45 MHz. Odbierać można było np. za pomocą telewizora Т1-Москвич. N-1 i radziecki załogowy program księżycowy.
Użycie pasma 6metrowego dla radiofonii ZSRR otoczone jest mgłą niepamięci i tajemniczości – Zupełnie jak rakieta

Co ciekawe – pomimo zmian i nowych regulacji nieliczne stacje jak KE2CC dotrwały jednak aż do 1954 na niskim UKF-ie. Skończyły emisję tydzień po tragicznej śmierci wynalazcy FM.

Zastosowane zostało prawo „Przywileju Dziadziusia”. Może dla nas też ten cassus prawny zostanie zastosowany i póki, chociaż 1 mln odbiorników pracujących na 88-108MHz będzie sprawny, to nam nie zabiorą FM na mocy ustawy pisanej pod dyktando bussinesu. W chwili obecnej ocenia się, że jest ok 150 tyś stacji ponad 2 miliardy odbiorników FM. Ja się przyznaję do posiadania kilkudziesięciu (włączając w to FM radio w komórce, samochodzie, budziku i wszystkie lampowe perełki.

W tej chwili ponownie toczy batalia o FM, tym razem zagrożenie nadchodzi ze strony DAB.
Wyglądało tragicznie, po sukcesie digitalizacji telewizji (związanej z wymiana milionów telewizorów) zapowiedziano powszechną digitalizację radia.
Na szczęście wieści z frontu o uratowanie FM, są coraz pomyślniejsze. Nie ma kolejnych (poza Norwegią) krajów, które by zadeklarowały wyłączenie FM. Na wyspach i w Germanii też te tendencji osłabły, a Szwecja wręcz deklaruje, że nie będzie rozwijała technologii cyfrowej.

Co więcej - FM przechodzi do kontrataku, a szansą jest właśnie wyżej wspomniana digitalizacja telewizji i zwolnienie tych częstotliwości, o które siedemdziesiąt lat temu toczył się bój. Mówi się rozszerzeniu radiofonii FM na telewizyjne kanały 6 i 5. 
http://www.broadmax.org/wp-content/uploads/2010/12/FAQ-Jackss-Response-article.doc.pdf
Co ciekawe w Japonii już to pasmo jest od dawna użytkowane. W zamian pasmo  90-108 MHz jest (było?) telewizyjne, ot taka japońska osobliwość.

Może Julka zagra zarówno w OIRT jak i CCIR. Och gdyby jeszcze powróciło „60 minut na godzinę” o 10.00 w niedzielę i 50 minutowa Powtórka z Rozrywki o 13.10. Będę się domagał w oparciu o „Dziadziusia Przywilej”!

Ne ma polskiej wykładni „ grandfater cluse”, ale najprościej to zachowanie pewnych przywilejów dla tych, którzy je już mają.
Jak w dowcipie:

Gdy władza ludowa dowiedziała, że Dziadek posiada broń białą to przyszła ją konfiskować. Dziadek powiedział – „A spróbujcie” 
i zgrabnego młynka szabelka z rąk Marszałka otrzymaną zgrabnie wywinął, Władza odstąpiła.

Gdy władza ludowa dowiedziała, że Dziadek samogon pędzi i przyszła aparaturę konfiskować to Dziadek flaszkę wyciągną i powiedział – „A spróbujcie”! 
i po dwu flaszkach - od konfiskaty władza odstąpiła.

Wpadali czasem po flaszeczkę lub dwie, władza się cieszyła i Dziadek cię cieszył.

Tak to dziadek zachował swoje przywileje.

Niech teraz przyjdą po FM – A spróbujcie!
DAB - mój ulubiony!
P.S. W trakcie Powstania Warszawskiego w paśmie 6 m pracowało 36 radiostacji tzw. UKF-ek.

sobota, 8 sierpnia 2015

Uratowane z ognia czyli z piecyka - radio, z radia - piecyk

W wielu miejscach, kupując czy też odbierając dla siebie czy kolegów stare radia, spotykam się ze wspomnieniami: ”A mieliśmy tu jeszcze radio( radia), ale zagracały to porąbaliśmy i poszły do pieca”. Smutny jest koniec wielu odbiorników.
Spotykałem też na aukcjach zdjęcia pięknych kiedyś drewnianych odbiorników pomalowanych czy wręcz upacianych czarna farbą olejną. Pięknych kiedyś egzemplarzy z najdziwniejszymi naklejkami i ozdobieniami czy nawet Beethovena przyciętego w połowie wysokości, bo nie mieścił się w regale. Okropieństwo.

Dlatego też wielką radość dla mnie (i wielu kolegów) czyni każdy uratowany odbiornik, a Beethoven w szczególnie. Ponieważ każdy naprawiacz, musi wcześniej czy później zmierzyć się z tym „Królem Brzmienia”, to pozwólcie, iż podzielę się emocjami i spostrzeżeniami, które to ratując już trzy egzemplarze nam się przydarzyły. Piszę „nam”, chociaż to zazwyczaj Zygmunt zajmuje się całą radiową robotą, mnie przypada głównie logistyka.

Jako, że kolega dużą praktykę w lampowych wzmacniaczach zdobył (kilka fajnych „piecyków” widziałem), to w dużych niemieckich odbiornikach się lubuje. Ja z kolei w takich drobnych, malutkich i ciepłych. Ot, rzecz gustu.

Pierwszy „nasz” Beethoven pochodził z Krakowa i teraz po restauracji dzielnie stanowi ten wzorzec. Renowacja była kompletna łącznie z obudową, a i efekt doskonały. Oko i ucho cieszy.

Drugi pochodził z komisu w Warszawie. Cena była okazyjna, no może wygląd nie za bardzo. Klawisze popękane i  lekkie oznaki korozji wewnątrz, ale obudowa w zdatnym stanie.
Pozwoliłem sobie poprosić Zygmunta o ożywienie. Ja niestety dotknięty remontem generalnym mieszkania na kilkanaście tygodni bardzo limitowany jestem w działalności radiowej.

Pierwsze meldunki były pocieszające:

Odbiornik odkurzony i wstępnie  wyczyszczony, przesmarowane wszystkie osie obrotowe kółek nawrotnych linek skali i pot., potraktowane preparatem podstawki lamp, zespół bezpiecznikowy, wyłącznik sieciowy i przełącznik zakresów. Lampy wyjęte. Szyba skali zdemontowana do naprawy linki skali UKF.
Tak w ogóle to stan super, nikt jeszcze dotąd w nim nie grzebał, wszystkie części oryginalne, tak więc będzie parę kondensatorów do podmiany zarówno elektrolitów katodowych, filtrujących napięcie anodowe, jak i w obwodach siatkowych pentod głośnikowych, spalony jeden rezystor katodowy stopnia przeciwsobnego. Lampy wszystkie oryginalne. Głowica państwowa, nieprzestrajana.

Podobne e-mail nadchodziły prawie codzienne. Kto naprawiał, wie co to znaczy, kto nie może sobie wyobrażać, dla mnie fantastyczne kibicowanie.
Opisy remontów Beethovenów można przeczytać, czy obejrzeć w sieci w wielu miejscach. Jest pewnego rodzaju kult tego odbiornika w Polsce. Przyznam, że chyba najbardziej legendą (oprócz Beskida) otoczone radio.

Wraz z Beethoven zawiozłem Zygmuntowi drugie radio, też NRD-owskie, też STERN-a, właściwie to model dwa pokolenia wcześniejszy (Amati był pomiędzy) – STERN 7E81.
Dwa pokolenia razem na podłodze w garażu.
Stan rzekłbym tragiczny, ale 30 PLN to dla samej lampy prostowniczej było warto.

7E81 był obiektem badań i „reverse engineering” co do sposobu konstruowania odbiorników ponad 60 lat temu. Ciekawe spostrzeżenia  dotyczyły sposobów walki z brumem.

To do czego doślijmy:

  • po każdej lampie prostowniczej pierwszy kondensator musi mieć nie za dużą pojemność. Jest ona katalogowo określana, 5U4G tylko 10uF, a AZ11 już np. 60uF. Przekroczenie prądu pierwszego ładowania dla lampy jest szkodliwe. Sam o tym naocznie się przekonałem
  • Powyższe powoduje, że wartość napięcia tętnień za lampą jest dosyć wysoka. Nie dziwi więc podwójna filtracja za pomocą uzwojeń wzbudzenia głośników. W STERN-ie zamiast magnesów stałych zastosowano elektromagnesy. Dwa w jednym: i solidny dławik dla filtra LC i silne pole magnetyczne, w którym to pracuje cewki głośnika.
  • Ale to pole nie jest stałe (jak w magnesach stałych), ale też tętniące, więc wnoszące zakłócenie, tyle że o znanym charakterze to dające możliwość kompensacji. Ta jest fikuśnie zrobiona przez dodatkową cewkę umieszczoną w polu elektromagnesu, ale nie poruszającą, a że połączoną w przeciwfazie - to tłumiącą brum.
  • Jak to się wszystko policzy, iloście zwojów, pola, przekroje i miliwolty, to teoretycznie można skompensować to nieprzyjemne zjawisko. Istnieje jednak pewnego rodzaju niebezpieczeństwo, że nawet najlepiej policzone i nawinięte cewki mają swoje tolerancję, prąd anodowy też z czasem się co nieco się zmienia, więc kompensacja jest w pewien sposób przybliżona. 
  • Przydałby się element regulacyjny, którym można by było ustawić przydźwięk na zero. I co ciekawe – w tym radio jest – to transformator odwracający fazę do stopnia końcowego.
    W innych konstrukcjach używa się zazwyczaj triody, a tutaj użyto transformatora. Lampy drogie, wymagań audio też specjalnych przy odbiorze AM nie było. Mocowanie tego transformatora pozwala go o mały kąt obrócić, tak aby poprzez łapanie szczątkowego, ale jednak pola magnetycznego od elektromagnesów głośników dodać składową kompensującą. 


Musieli się ludziska imać sposobów by było dobrze
.
Niestety po 60-latach już tak dobrze nie było, informacja od Zygmunta:  

Poddałem dokładniejszemu sprawdzeniu transformatory Sterna. I tak:
trafo sieciowe - duża asymetria napięć anodowych - ok.70VAC
trafo odwracacza fazy - brak przejścia na dwóch uzwojeniach.
Trafo głośnikowe  - pomiary oporności prawidłowe.

W tej sytuacji przed renowatorem duży nakład pracy. Co robić – poradziłem się Pana Krystiana z GFGF. Oto jego opinia:

Niewątpliwie jest to jak Pan pisze radio juz trochę “ historyczne “ z tych pierwszych modeli jakie robili na lampach amerykańskich czy  ruskich . Tyle ze to jest produkt DDR i tutaj w Niemczech zachodnich nie ma żadnej prawie wartości – nikt tego nie zbiera. Hołdują swoim wyrobom : Grundigom , Telefunkenom i całej plejady swoich firm powojennych .
Jedynie miałoby jakąś sentymentalna wartość  dla ludności z dawnego DDR u , czyli w Niemczech wschodnich . Tam znam kilku“ patriotów “ którzy tylko wyroby DDRu zbierają . Ale problem w tym ze tych DDR-owskich wyrobów tam było na wystawkach i za darmo na śmietnikach w identycznym stanie jak ten na tym zdjęciu co Panu oferują . Tak ze ta klientela sie nasyciła i to dobrym sprzętem , ponieważ bylo w czym wybierać .  Tak ze rynek tam jest nasycony .   Ja tutaj DDR-owskie radia dobrej klasy  Juwele , Dominante , czy  Undine to po 10 Euro widziałem w dobrym stanie na tutejszych tzw. Flohmarktych  I nikt tego nie kupował .

Trudno – pójdzie na części.

Kolejny Beethoven przyjechał z Łodzi, właściwie trudno powiedzieć, że było to radio, ktoś skrupulatnie ogołocił je z radiowych lamp i głowicy. Przebudował je na „piecyk gitarowy” o "wyjątkowym lampowym brzmieniu". Nawet CD się znalazło.

Podjęliśmy trudu i kosztów by temu Beethovenowi radiowe życie przywrócić - na szczęście kupiony w międzyczasie „dawca”, czyli samo beethoven-owe chassis miało i głowicę, i sporo potrzebnych elementów.

Dzisiaj postąpiłem z pracą przy Beethovenie. Właściwie wszystko już w chassis skompletowane i co było do wymiany wymienione, tj głowica i jej podłączenie, jeden klawisz, dwa oznaczniki położenia klawiszy, dźwignia z rolką nawrotną linki AM, wskaźnik położenia anteny ferrytowej, smarowanie wszystkich miejsc, które tego wymagały, czyszczenie gniazd bezpiecznikowych i podstawek lamp, czyszczenie styków przełącznika zakresów, regulacja sprzęgła itd.

I na koniec lista kontrolna z pomiarami, które wykazały niestety przerwę w uzwojeniu sprzężenia zwrotnego transformatora głośnikowego układu przeciwsobnego, podobnie jak w poprzednim moim Beethovenie. Z braku kolejnego sprawnego transformatora muszę znaleźć niestandardowe rozwiązanie problemu. Z.

Ponieważ brakowało transformatora głośnikowego ze sprawnym uzwojeniem sprzężenia zwrotnego – Zygmunt zabudował taki erzac/protezę w postaci malutkiego transformatora sieciowego z zasilacza Nokii. Działa, może nie super-idealnie, ale na tyle dobrze by doczekać do innego dawcy i innego trafo głośnikowego.

Radio zagrało zaraz po zamontowaniu głowicy, lekkiego dostrojenia detektora FM tylko wymagało. O tym, że NRD-owskie kondensatory elektrolityczne i papierowe to po latach praktycznie śmieć to już nie musze czytelnikom wspominać.
Zostały wymienione.

Kolejny Beethoven uratowany!

Co do Sterna 7E81 to:

Trochę rozebrałem radio Stern
Udało mi się wyjąć wszystkie lampy bez uszkodzeń. Prostownicza to 5U4G Philpsa.
Niestety na lampach (poza jedną i niby 6V6 , które były 6P6C) nie uda odczytać się typu. Postąpiłem w ten sposób , że na szkicu chassis naniosłem rozkład i numery lamp i w odrębnych woreczkach foliowych umieściłem numery lampy z chassis. Gdyby była potrzeba to mogę je w wolnej chwili zidentyfikować z natury mając schemat.
Trafo sieciowe trochę mniejsze od blokowego 200 MVA. Blacha M130x38, waga trafo 4 kg.
Sfotografowałem trafo głośnikowe i odwracacza fazy aby było widać parametry, dla potomnych. Trafo odwracacza fazy EI60x24  a trafo głośnikowe EI78x25.

Głośniki wyglądają na sprawne. Mógłbym poddać zewnętrzne żelazo piaskowaniu.
Smutne, ale jeszcze się uśmiechnie.
Ostatnio Zygmunt coś zaczyna wspominać, żeby z tej obudowy, głośników lamp 6V6 i innych złożył taki „piecyk do gitary” dla syna. Inni też tak robią. Cieszy, że nie pójdzie do pieca!

Ratujmy stare radia, ratujmy lampowe brzmienie !

AKTUALIZACJA.

Zgłaszają sie dobrzy ludzie, więc może się uda i STERM 7E81 na amerykańskich lampach nie pójdzie ani ado pieca, ani na piecyk.