poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Mazur w wersji Lux czyli z kolegami pomagamy sąsiadom

Mazur już trafiał do mojego warsztatu, tamten miał troszkę nagrzebane w sprzężeniu zwrotnym i z początku generatorem się okazał.
Mazur - pierwszy miał krótkie od 17m
Nie za dużo było z nim problemów, po naprawie  ostatecznie wylądowało u sąsiada z klatki obok. Mazur to radio dla mnie przystępniejsze bo z  transformatorem, na lampach E. Jakoś tych na U nie lubię, jedna uszkodzona i kicha.
Oferowano mi w Dzierżonowie - nie skusiłem się.
Kolejnego Mazura nabyłem tak bardziej dla siebie  - w wersji  Lux. Przyniosłem go na rękach do domu, bo pochodził z Gocławia, od nieco tylko dalszych sąsiadów, którzy jak się okazało także starymi radiami są zafascynowanymi (reklama Sonatinki w przedpokoju wisi).
Na leczenie korników - pojechał na dwa lata do Bukowiny
Sprzedawany był jako ten „gorszy” z dwu zdublowanych Mazurów. Dla mnie był jednak Lux, obudowa cała, płótno czyste, środek kompletny, ścianka też. No może kilka dziurek po drewnojadach, dosłownie kilka. No …  nie ma się czego przyczepić. Dokonałem iniekcji środka przeciw tym paskudom i zapakowałem w worek foliowy. Odłożyłem.
No - nic złego nie widać
Na długo. Pewnie by czekał jeszcze kilka miesięcy, a może lat, ale kolega Zygmunt zgłosił radiowe bezrobocie, nudę właściwie, a że na fali pionierów był właśnie, to postanowiłem się tą „radością” naprawiana podzielić. Odbiornik zawiozłem do Konina z drobną wyprawką (lampy, kondensatory) tak by poza robotą, na koszta nie naciągać.
Na pierwsze informacje z placu boju, nie trzeba było czekać więcej niż kilka godzin:

„Pierwszą trudność, odkręcenie i zdjęcie pokręteł już pokonałem. Sprawdziłem pobieżnie potencjometr: rezystor regulowany chodzi w miarę, ale przełącznik chociaż pstryka nie daje efektu załączenia. To da się uleczyć. Nakombinowane nie jest. Nie było ingerencji ludzi, ale niestety za naprawę, a raczej destrukcję, zabrały się myszy. Przegryzione są 4 cewki, po 2 wejściowe i heterodyny od LW i MW, SW może się ostały. Teraz muszę pomyśleć co zrobić. Mam dawcę, jakiegoś Pioniera z poziomą skalą, ale przełącznik fal wygląda podobnie, cewki niekoniecznie.”
Myszodywersja - same sienie najadły a radio zniszczyły.
W Wielkopolsce znają potęgę mysich ząbków, Kruszwica wszakże nie daleko. Zygmunt dzielnie tematowi zaradził. Akurat było w podorędziu kilka chassis/dawców, ale wszystkie Pionierki.
Dawca - niekompletne chassis Pioniera 6161
Powstał dylemat – czy cewki (Mazur/Pionier) są wymienne? Krótkie rozgłoszenie pytanie po kolegach dało potwierdzenie:

Włodek:„Czołem,
Stosowałem zamiennie bez problemu.
Jak masz od Pioniera to montuj, najwyżej skorygujesz pojemność, ale z tego co pamiętam nie było takiej konieczności, a tej pogryzionej nie da się uratować?”

Z Chrzanowa:
Witaj Wojtek
  z teorii i mojej praktyki wynika ,że nie ma problemu z zamiennością cewek ,czy to heterodyny, czy obwodów wejściowych
Roman

Studiowanie literatury (Cewki do Odbiorników) wskazywało jednak  na różnice.
Akurat w tym wydaniu były tylko cewki do radzieckich odbiorników. Dane krajowych uzupełniono w kolejnym (poniżej).
Szczęśliwie tylko w cewce sprzężenia zwrotnego – u Mazura 13 zwojów, a Pioniera takowych już 25.
Wejściowe takie same - heterodyna różne.
Mazur - heterodyna
Domyślam się, że było to w jakiś sposób związane z różnicą punktu pracy lampy UC(H)21 przy zasilaniu 110V (Pionier i inne uniwersalne), a stabilnymi warunkami pracy w przypadku Mazura, gdzie anodowe a co za tym idzie i punkty pracy całej triody heterodyny były powtarzalne.
Zygmunt pracę sumiennie wykonał (jak zawsze, chociaż wiem że łatwo nie było), na problemy po drodze napotykając:
Ze względu na pourywane wyprowadzenia cewek zaznaczyłem sobie gdzie , która cewka była przylutowana. Ponieważ dysponowałem jakimś schematem o nazwie Mazur to porównanie realizacji połączeń kondensatorów paddingowych MW i LW nie pasowało mi do schematu. Znalazłem schemat Promyka, który dokładnie odwzorowuje realizacje połączeń w tym egzemplarzu Mazura z którym mam do czynienia. Przejrzałem kilka schematów Pionierów i w każdym jest inaczej. Duża jest wielość rozwiązań. Postaram się polutować tak jak zrobiła to fabryka w tym modelu. Z.”
Obwody wejściowe i heterodyny.
W odstępach kilku godzin dochodziły kolejne dobre wieści:
„Cewki juz przełożone i zamocowane. Zostało 'Tylko" przylutować końcówki. Później z powrotem do chassis.” 
"Organy" gotowe do przeszczepu.

„Fale długie już polutowane i sprawdzone, jeszcze średnie. Grubość stosowanego drutu jest dla mnie na granicy poznania. Na razie odpoczynek dla oczu. Jedynym jak na razie pozytywnym skutkiem nie picia alkoholu jest brak drżenia rąk no bo razem z oczami to byłoby duże utrudnienie. Z”
I w końcu:
„Zamontowałem przełącznik w chassis, włączyłem radio do sieci i sukces w 2/3, tzn: krótkich nie zepsułem, długie grają, średnie milczą - przyjdzie zmienić kierunek jednego z uzwojeń, tam gdzie łatwiej. Z.”
Operacja się udała.Wyostrzone oko znajdzie nowe mocowanie cewek.

I było.
Powstał przy tym szkic, pokazujący montaż poszczególnych elementów (od spodu).
Oryginalna mapka autorstwa Zygmunta.

Radio grało, do pełni szczęścia jeden z kondensatorów w filtrze p.cz. należało wymienić. Szczęśliwie po kilku tygodniach wróciło. Czeka na obudowy renowację.

Wnioski zebrane:
  • Cewki fal średnich i długich (wejściowe i heterodyna) pomiędzy Pionierem a Mazurem są wymienne, co najmniej te z Pioniera można zastosować w Mazurze, a może i odwrotnie – Pionier raczej nie będzie zasilany 110V. Sprawdzone.
  • Operacja przełożenia jest trudna i wymaga dużej precyzji i cierpliwości – dla wszystkich tych którzy dotrwali do końca przygotowałem rysunek rozłożenia cewek i innych elementów.
  • Co ciekawe – cewki rezonansowe obwodów wejściowych podłączone są do ARW – tą drogą polaryzowana jest siatka pentody. Kondensator 0,1uF między ARW a masą jest praktycznie zwarciem dla w.cz. (kilka omów) więc można uważać, że dla w.cz. ARW i masa są zwarte.
Fale krótkie, zostały przez władzę ludową potraktowane żelazną ręką – zostały ukrócone do zakresu 30- 50m. Nie dawało się RWE czy Głosu Ameryki słuchać na wyższych pasmach, a rzekłbym że celowo schrzaniony obwód rezonansowy (malutka cewka – kilka zwojów i dołożona duża pojemność 165pF) w wejściu nie zawała dużej nadziei na selektywny odbiór, no co najwyżej lokalnej rozgłośni.
Te wszystkie niepożądane, zarubieżne, wywrotowe radiostacje miały być przez „szmitówki” zagłuszane.

Kolejny  sąsiad z klatki zadeklarował, że ma do naprawy jakieś stare lampowe radio co na nim "dziadek Wolnej Europy słuchał".
Zaproponowałem ożywienie – jak tu nie pomóc, a jednocześnie trochę zabawy mieć.

sobota, 24 marca 2018

Renowacja czyli radio z małych kawałków składane.

W całej tej zabawie (bo chyba tak to należy traktować) w renowację odbiorników radiowych widzę, że niektóre osoby wypracowały techniki czy technologie pozwalające przywracać blask zabytkom już kilkudziesięcioletnim. Mamy np. bardzo dobry poradnik dotyczący politurowania autorstwa kolegi Janusza, mamy przepisy odtwarzania gałek radiowych, które kolega Staku opublikował. Są dziesiątki takich dobrych przykładów, różnych - od gromadzenia informacji, schematów do sposobów pozyskania tego czy owego. Bardzo to chwalę i cenię.
Trzeba się wpatrzyć by znaczek Ramona dostrzec.
Mój malutki wkład (poza tym blogiem – jeśli to w ogóle jakiś wkład jest) to zdaje się jest odlewanie znaczków i logotypów odbiorników.
Odtwarzanie napisu.
Mam kilka silikonowych form i od czasu do czasu odtworzę napis -D-I-O-R-A- czy Malwa, czasem coś co Podhale przypomina.
Prawie jak mosiadz, prawie.
Rozsyłam wtedy do potrzebujących prosząc o zwrotnie kilka zdjęć - jak się radio prezentuje po naklejeniu znaczka.


 Zawsze dostaję. Ostatnio zwróciłem uwagę na bardzo dobry stan płótna na Menuecie.
Otrzymałem też kilka zdjęć i poradę jak to zrobić i wręcz nakaz by to opublikować :-). Co niniejszym czynię.
Moje doświadczenia z „praniem tkaniny” już opisałem i jak wiadomo nie były udane. Poniższy przepis zamieszczam też bez jakiejkolwiek gwarancji co do skuteczności i efektów końcowych, ale kolega Marek informuje, że działa a zdjęcia zdają się to potwierdzać.

Cały „myk” polega na zabezpieczeniu brzegów tkaniny przed odpruciem, przed przemieszczeniem za pomocą kleju serwowanego tylko i wyłącznie w miejscach niewidocznych. Następnie ogólnodostępnymi środkami, czyścimy tkaninę zgodnie z przepisem.
Zresztą oddaję głos:
Poniżej mój sposób na pranie tkaniny głośnika.

No ładne to nie jest.
Było słabo.
Posmarowanie (brzegów – przyp. Redakcji) klejem wodoodpornym zapobiega odklejaniu się pranej tkaniny i można prać na mokro do skutku odplamiaczami np. do dywanów.




Pranie

Widać efekt. Gratuluję
Załączam jeszcze zdjęcia z przygotowania do prania/odplamiania deski z tkaniną z radia Grundig 3045.
1. Na zdjęciu (poniżej) widać zabezpieczenie otworów na magiczne oko i na obracanie anteny ferrytowej.

    Po takim posmarowaniu klejem wodoodpornym brzegów, tkanina po praniu nie miała możliwości  odklejenia się i skurczenia.
    Bez tego zabezpieczenia przy praniu następuje odklejenie się tkaniny wokół otworów i skurczenie po wyschnięciu i jest klops.
2. Na zdjęciu (poniżej) widać zabezpieczone brzegi deski.

Może to i banalnie proste, może intuicyjne, ale dobrze się podzielić choćby wiadomością i doświadczeniem.
Prawda, że piękne.
Pomaga się innym, buduje wspólnotę i o to chodzi – Radio łączy ludzi.
Właśnie otrzymałem kopertę z Chrzanowa a w niej dwa znaczki Kos.
Chyba trzeba będzie kolejną formę zrobić.
Radia tego jeszcze nie upolowałem, ale chociaż znaczek (znaczki) już mam.

P.S. Znaczków komercyjne nie produkuję, jak ktoś potrzebuje – proszę o e-mail (adres znajdzie gdzieś w tym blogu – trzeba poszukać) może się uda dorobić, chociaż czasami trzeba ładnych kilka tygodni poczekać. A i zapomnieć się też zdarza.

niedziela, 11 marca 2018

Kontrwtyczka czyli walka z ukrytymi bąbelkami.


Do kolegi Zygmunta trafiło radio i to nie byle jakie – polska Korona model 80 produkowany w Warszawie na ulicy Karolkowej w trudnych czasach okupacyjnych. Radio w stanie bardzo dobrze zachowanym, a i jak kolejne naprawy okazały- całkowicie do uratowania. Roboty było sporo, chyba kilka tygodni poszczególne etapy przywracania do życia trwały..
Korona 80A
Ja miałem okazję nie tylko odbierać depesze z Konina nadchodzące, ale również aktywny udział w naprawie miałem. No może nie naprawie ale odtworzeniu tzw. kontrwtyczki. Czyli zmyślnego mechanizmu odłączającego przewód sieciowy wraz z tylną ścianką.
Ot, takie zabezpieczenie by niepowołane osoby anodowego napięcia nie zaznały. Stosowane przez Philipsa i kilka firm w pewnym okresie rozwoju radiofonii, gdy odbiorniki radiowe stały się obiektami użytkowymi, a poziom obeznania z prądem ich użytkowników, co to mówić - nie nadążał.  Podobne rozwiązanie Zygmunt już poznał w swoim Kosmosie. Tam też pomagałem, pośrednicząc logistycznie z firmą  RetroRTV, która w ofercie miała prosty model kontrwtyczki w onym Kosmosie stosowany.  Korona zaś na chassis miała istnego jeża bolców - osiem sztuk!
Krótkie sprawy rozpoznania i okazało się, że jest na przełomie lat 30/40 stosowany standard philipsowski z innych odbiorników znany – umożliwia sterowanie przetwornicą wibracyjną. Z pomocą kolegi Hirka udało się pozyskać oryginał kabla, do skopiowania.
Oryginał. Widać po stanie zachowania.



Przełączone na prąd zmienny.
O ile dorobienie blachy nie było zbyt trudne w dobie laserowych numerycznie sterowanych wycinarek.
O tyle wyzwaniem okazał się bakelitowy element – główna część kontrwtyczki.
Tu zadeklarowałem się z pomocą. Jak szybko się okazało nie była to pomoc bezinteresowna, bo jakoś już prawie zapomniałem, że od lat odbudowywany Philips 6-39A tego samego elementu potrzebuje
.
Philips 6-39A od tyłu

Prawdziwym wyzwaniem była budowa formy silikonowej, a dokładnie takie jej zbudowanie by wszystkie bąbelki powietrza zostały odprowadzone – żadnej pustki osłabiającej konstrukcję.
"Mocowanie" oryginału

Po zalaniu
Tak aby po usunięciu koniecznych nadlewów otrzymany element był pozbawiony jam, niedolanych fragmentów czy innych wad. Miałem jakieś tam względne wyobrażenie o budowie form odlewniczych, ale powiedzmy prawdę - sprzed ponad 30 lat i mocno teoretyczną. Pamiętam, wycieczkę do wadowickiej Andorii i obejrzenie wydziału odlewów zilustrowało jak wielki jest rozdźwięk pomiędzy teorią w książkach opisywaną, a praktyką składającą się z milionów drobnych szczegółów, na które należy zwrócić uwagę.
Wszystko okazało się ważne. Linia podziału formy, sposób zalewania, przygotowanie żywicy - czas mieszania i sposób dodawania barwników.
Pierwszy odlew - gorzej niż źle.
Za każdym razem rezultat był troszkę inny, nie zawsze kolejny odlew okazywał się lepszy. Empiryczny sposób zdobywania wiedzy wykazał, że ma także swoje ślepe uliczki.
Okazało się, że największe znaczenie dla jakości odlewu o takim kształcie jest odpowiednie ukształtowanie odpowietrzenia. Tutaj najbardziej sprawdził się pomysł cienkich kanalików, które powstały w silikonie po rurkach z wacików do czyszczenia (nie tylko uszu) powycinanych.
Aby te kanaliki uzyskać - to za pomocą kleju na gorąco do kopiowanego oryginału podoczepiałem jeża takich patyczków. Po zastygnięciu silikonu udało się nie tylko patyczki usunąć, ale i bez żadnych uszkodzeń klej z oryginalnej wtyczki.
Temperatura pomaga zestalić silikon
Zygmunt chwalił kolejne odlewy, ja zaś w poszukiwaniu ideału dalej eksperymentowałem.
Po prawej lepszy !
Próba z użyciem grubszych z wosku tworzonych kanalików no nie okazałą się dużo lepsza, jeśli lepsza była w ogóle.
Nadlewy z wosku wykonane - wcale nie lepsze.
Udało się odlać prawie dziesięć sztuk, z czego 5 lub 6 może mieć praktyczne zastosowanie. A ponieważ blaszek zamówiono 5 to najgorsza wypadnie.
Pierwszy z lewej to oryginał.
W sumie dużo było roboty, koszty też (silikon i żywica), ale czego się nie robi by mieć możliwie oryginalne radio. Oczywiście można było kabel dolutować i się nie martwić, ale po prostu nie godzi się.
W Koronie Zygmuntowi udało się także uratować elektrolity po kilku dniach formowania, chociaż dla prawidłowej pracy wymagają podparcia współczesnymi kondensatorami, ba nawet EM1 świeci przyzwoicie.
Radio gra, cieszy i Zygmunta, i właściciela, też Zygmunta. I ja się cieszę bo kolejne doświadczenie zyskałem – no i kontrwtyczkę.
Oryginalność - ciut do udoskonalenia.
Będzie kolejny powód by za Philipsa się zabrać, już nie mam się jak tłumaczyć przed sobą, dlaczego  to radio już 4 lata naprawiam.