niedziela, 11 października 2015

Sonata czyli zielone oko krzemowymi diodami podpierane

Najprostszym elementem półprzewodnikowym jest dioda – umożliwia i prostowanie prądu w zasilaczy, i detekcję sygnałów a nawet poprzez zmiana pojemności przestrajanie heterodyny. Wszystkie inne rodzaje diod jak i ich funkcje (mikrofalowe, LED i inne) nieco wykraczają poza zakres w tym blogu (do tej pory) opisywanym. Różne są też technologie pozyskiwania zjawiska jednokierunkowego przewodzenia w materiałach – ciekawych jak wykorzystywany był selen czy tlenki miedzi odsyłam do przeciekawej strony Pana Adama, q100sza Muzeum Energetyki.
Nasze zabawy z półprzewodnikami, a dokładniej z najpopularniejszymi diodami krzemowymi opiszę na przykładzie Sonaty.
Fajnego radyjka, które może troszeczkę ucierpiało na oryginalności, ale za przyczyną dodania krzemowych implantów uzyskało na funkcjonalności, urodzie oraz zapewniło sobie ocalenie od elektrośmieciowego kubła.

Radio wzbudziło ciekawość nie tylko „akceptowalnym” stanem zachowania przy równie akceptowalnej cenie, ale swoim wnętrzem. A dokładnie przystawką UKW.

 Sonata, ponieważ pochodziła z zaczątków lat pięćdziesiątych to była produkowana w wersji „UKW-ready”, tak aby co majętniejsi radiosłuchacze za dodatkowe DM mogli wyposażyć swoje radio w UKW Pendler. Sonate (wg. dostępnych informacji a i schematu wewnątrz) zazwyczaj była wyposażana w przestawkę bazująca na lampie ECL12 i pracująca w trybie super reakcji, przez co tańszą (800 – 115 DM).
Prostą, ale o słabszej jakości dźwięku. Zdjęcia zamieszczone w ogłoszeniu wskazywały, że mamy do czynienie przystawką firmy SABA i to dużo lepszej konstrukcji – typowy tor FM, dostępną w latach 1952-53 za co najmniej 200 DM.
Kupiliśmy Sonatę głównie dla poznania tego właśnie elementu.

Po rozpakowaniu okazało się:

Stan zewnętrzny adekwatny do wieku, wyraźnych uszkodzeń forniru nie ma. Płotno na głośniku nieciekawe.

  • Sam głośnik wymagał będzie naprawy drobnych nieciągłości membrany, ciąg dalszy widocznych uszkodzeń płótna z zewnątrz.
  • Żadnych braków w wyposażeniu poza sznurem sieciowym.
  • Linka zmierzwiona. Lubię to. Przydałby się schemat dla linki (linek). Ten opis, który zawarty jest w opisie tunera SIII jest niewystarczający - od innego modelu odbiornika.
  • Lampy Telefunkena, dwie środkowe z luźnymi cokołami względem bańki szklanej.
  • Lampa prostownicza też Telefunkena, tylko, że nie AZ1 a AZ11. Zmiana typu wynika zapewne z zastosowania tunera FM, który pobiera dodatkowo 17 W mocy. Wzmocniono wydajność prądową zasilacza anodowego.
  • Kondensator elektrolityczny firmy Siemens.
Uruchomienie poszło w miare sprawnie
W Sonate wymieniłem kilka kondensatorów ( w szklanych rurkach). Jeden z nich, jeszcze podczas wygrzwania transformatora sieciowego "splunął" smołą z efektem akustycznym. (2 x 5 nF/500VAC). Trafo jest dobre, ma właściwe napięcia a na biegu jałowym pobiera 2 W.

Sonate została włączona do sieci. Oczywiście nie wydała żadnego dźwięku.
Uruchomiłem ją na stole z podłączonym prowizorycznie głośnikiem.
Po chwili lampy rozżarzyły się. Napięcie anodowe pojawiło się. Nadal cisza.
Bezpośrednie dotknięcie siatki sterującej EL11 spowodowało powstanie brumu w głośniku.
Po pewnej chwili stwierdziłem, że lampa ECH4 jest zimna. Ponieważ trioda tej lampy steruje lampą EL11 podałem sygnał NF z tunera FM bezpośrednio na siatkę EL11 poprzez kondensator 10nF. Usłyszałem czyste i dużo stacji (antena - drut) przy przestrajaniu FM. Poziom głośności był średni i nie było czym go regulować (zdjecie *349). Oczywiście pasmo na razie sięga swoim skrajem Radiozet 107,1 MHz, ale jest to do wyregulowania długością cięgna.

Naprawa lampy ECH4
Jako uparty w rozwiązywaniu problemów człowiek zabrałem się za naprawę lampy, co u wtajemniczonych może  wywołać śmiech. Wyjąłem ponownie z chassis lampę ECH4. Sprawdziłem omomierzem żarzenie. Brak przejścia.
ECH4 jeszcze na miejscu - wytrawne oko zauważy.
Przeleciałem lutownicą po lutach pinów cokołu i ku mojemu zdziwieniu rozżarzyłem ją w trybie offline z innego zasilacza.
Po poprawienie kapturka lampy, który trzyma się na drucie włożyłem lampę do radia i wszystko w porządku.
Bez dodatkowych sztuczek w torze NF, radio gra moim zdaniem dobrze na wszystkich falach. Głośność i barwa tonu regulują się.

Tuner FM bardzo czuły. Lampa EM11 musi nabrać wigoru (jak zechce).
Lampa EL11 daje wystarczająco mocy do głośnika, ale jej prąd anodowy daje spadek 4,2V zamiast 6 V na oporniku katodowym ( w zasilaczy). może jeszcze dojdzie, jak pozostałe lampy.

Spróbuje teraz zająć się głośnikiem.
Tutaj przydały się moje wcześniejsze doświadczenia z głośnikiem Philetty.

Początkowo Zygmunt zamierzał użyć bardzo wytrzymałego papieru – tzw. bibułki japońskiej do pokryc modeli latających stosowanej. Jednak jej podstawowa w modelarstwie cecha tj. skurcz ładnie obciągający poszycie w przypadku głośnika mógłby doprowadzić do odkształceń membrany i zaprzepaszczenia naszych wysiłków. Sprawę uratowało posłużenie się aptekarską pomocą i stosowną gazą. Oczywiście lepidlo – to rozcieńczony Wikol

Relacja z naprawy głośnika.
Klej – rozcieńczony wikol do drewna.
Łaty z włókniny.
Zdjęcie 1 – widok największego uszkodzenia.
Zdjęcie 2  - sklejenie wstępne membrany w miejscu rozdarcia.
Zdjęcie 3 – pierwsze klejenie.
Zdjęcie 4 – drugie łatki.
Zdjęcie 5 – łatka końcowa i po wstępnym schnięciu.


Linka i wskazówka, skala
Radio złożyłem.
Po pierwszym złożeniu okazało się, że obrót pokrętła w prawo przesuwał skalę w lewo. Musiałem sprawę odwrócić. Ponownie rozebrać, poprawić kierunek i złożyć. Wskazówkę skali zakłada się łatwo, mimo, że w ostatniej kolejności.

Największą wadą (poza stanem obudowy i tkaniny) wadą odbiornika było magiczne oko. Świeciło bardzo, bardzo blado i tylko na zakresie AM.
Widok jak z najczarniejszego horroru.
Widać to radio nie było „elementem dekoracyjnym”, ale wypracowało swoje. Jeżeli założymy, że w ciągu 60 lat, przez połowę czasu było eksplodowane, nawet godzinę dziennie to mamy łącznie 11 tyś radiogodzin. Bardzo dużo dla katod, głośnika i niestety świecącego ekranu EM11. Zużywały się i inne elementy, ale mimo to zachowały sprawność. Cieszy radio zużyte eksploatacją, a nie zardzewiałe czy pogryzione przez myszy przez „strychowanie” czy jaszcze gorzej „piwniczenie”.
Zastosowany tor FM nie współpracował z magicznym okiem, samolubnie obsługując się sygnałem z detektora do własnego ARW, Zygmunt korzystają z dwu diod krzemowych połączył tor AM i FM we współpracy.
Wersja pośrednie - bez podwajania napięcia dla EM11
Słabość luminancji oka, próbowaliśmy poprawić przez podniesienie napięcia anodowego – pierwszy test to przełączanie lampy na zasilanie z pierwszego kondensatora elektrolitycznego – czyli o kilkanaście woltów więcej, dało mizerny, ale zauważalny efekt. Była to okazja do poszperania w internecie i zdobycia troszkę więcej wiedzy o tym najbardziej "magicznym" elemencie radia.

Przy okazji kilka ciekawych faktów odkryłem:
Magiczne oko w postaci jakie znamy wynalazł Allen B. DuMont, a następnie sprzedał swój patent RCA za kwotę 20 tyś dolarów.
Kolekcja z Muzeum Energetyki
Galerię wielu magicznych oczek można obejrzeć na stronie SM5CBW .
Jednym z najbardziej tajemniczych jest EZ-6E5D, znajduje już półprzewodnikowych naśladowców.
Radiomuseum jak prawie zawsze także dało miesjce do przedstawienia wielu rzadkich i nietypowych konstrukcji.
Bardzo ładny i ciekawy artykuł o elektronowych wskaźnikach dostrojenia został opublikowany w Радио, dla tych którzy językiem rosyjskim nie władają EP przygotowała tłumaczenie.

Ponieważ nowej EM11 w rozsądnej cenie nie widać w okolicy, to zamiast niewygodnej konwersji na „radziecką” lampę 6EC5 za namową kolegów z Niemiec zabawiliśmy się w podniesienie (znaczne) napięcia anodowego EM11. Drugi opis tego samego rozwiązania. Zastosowany powielacz napięcia składa sie  z dwu kondensatorów 470uF/630V i dwu diod 1N4007. Bardziej zaawansowane rowiązania, aż kipią od krzemu i zda się, że radiowo sieją w koło.

Powielacz napięcia podobny w konstrukcji kiedyś stosowałem w niedokończonym oscyloskopie. Układ działał, lampa świeciła. Na dokończenie w ostanich 40 latach czasu brakło.
To, co pokazała EM11 pod napięciem 535V (bez obciążenia) przekroczyło najśmielsze marzenia o ożywieniu. Wiem, że metoda to jak podanie „dopalacza” sześćdziesięciolatkowi, czy też wtryskiwanie nitro do silnika malucha, ale działa.
Wg. katalogu lampa powinna wytrzymać maksymalne anodowe napięcie 550V, więc teoretycznie jesteśmy w zakresie. Prąd i moc tracona w pewnością przekracza katalogowe wartości. Dla spokoju inżynierskiego ducha - staramy się nie mierzyć.

Tak podkręcona lampa długo nie pociągnie, ale to radio ma cieszyć sporadycznym uruchamianiem, a nie pracą 24h/7. Mimi wszystko (moim zdaniem) jest to lepsze rozwiązanie niż wstawianie diod LED symulujących świecenie. Niektórzy bawią się w budowę w elektromechaniczne młynki symulujące magię oka. Ale tak naprawdę to przydałoby się uruchomić produkcję (lub regenerację) magicznych oczek.
Pozostanie jeszcze obudowa i tkanina. I w tedy będziemy mogli w pełni się cieszyć Sonatą. Podparta kilkoma diodami krzemowymi, ale grającą i świecącą jak na porządne radio należy.

P.S. Ciekawostka – tuner FM odbiera w całym zakresie 88 do 108 MHz – musze sprawdzić czy tak miało być w oryginale, czy też jakiś sprawny radiomechanik już przed nami rozciągnął zakres.

czwartek, 1 października 2015

RTL2832u czyli jak odebrałem sygnał z WEGI

Jednym z ciekawszych, których fabułę i niektóre scen doskonale pamiętam, pomimo prawie dwudziestu lat co minęły był „Kontakt” z 1997 roku. Film z gatunku Sci-fi, z duża domieszką tego „Science”. Jego akcja zawiązuje się w środowisku radioastronomów, ludzi dla których badanie wszechświata opiera się na słuchaniu i analizowaniu sygnałów radiowych. Któregoś dnia dociera sygnał z WEGI, i ma on kosmicznie ważne znaczenie. Dla nich, dla całego świata.

Dalszych szczegółów nie opowiem, kto nie widział - to serdecznie polecam. Film może jest dostępny na jakimś serwisie VOD lub w wypożyczalni (kiedy były takie przybytki).Nakazuje nam zadzierać głowę do góry i słuchać sygnałów z gwiazd.
Sama radioastronomia to kosmicznie wyrafinowana cześć radia, lata świetlne do „nadajnika”, analizowanie sygnałów głęboko poniżej poziomu szumów i polowanie na taki „WoW!”.

„Grzesząc” troszkę, patrząc oczami lampowego ortodoksa, sam zainteresowałem się praktycznym wykorzystaniem układu RTL2832u i technologią SDR (Software Defined Radio). Lektura kilku artykułów, pozwoliła mi natrafić na ślad, iż da się usłyszeć, przepraszam – zobaczyć sygnał heterodyny z radia sąsiadów – to był mój WoW!

 Za 79 PLN zakupiłem gotowy tuner USB z układem RTL2832u, służący w zamiarze do oglądania telewizji.
Dzięki pracy kilku zapaleńców, którzy wykonali tytaniczną pracę i metodami „reverse engineering” złamali zasadę działania tej kości, napisali sterowniki i oddali  wszelkiej maści radiowcom całą wiedza jako cudowne narzędzie do odbioru sygnałów, dekodowania i analizy widma.

Dla wszystkich zainteresowanych SDR serdecznie pozdrawiam stronę www.rtl-sdr.com, która jest kopalnią (dosłownie) wszystkich możliwości użycia tego taniego i dostępnego układu do wszelkich zastosowań.  Trochę kłopotów miałem ze skonfigurowaniem oprogramowania, ale dzięki pomocy syna, po kilkudziesięciu minutach miałem chodzące na Linuksie narzędzie do obserwacji i słuchania warszawskich stacji FM. Jak widać nadchodzi nowe pokolenie, ze swoją technologią – popatrzcie na ten wykład o SDR.

Wracając do naszego radia. Zobaczyć to co się słyszało to jak w znanym powiedzeniu, że obraz za tysiące słów wystarcza. Na tym tle złapanie sygnału od heterodyny nie było trudne.  Na ekranie „wodospadu” świetnie widać pracę generatora o pośrednią częstotliwość (10,7 MHz) przesuniętą , generatora, który najzwyczajniej „sieje”. Wielką radością było odebranie pierwszego sygnału ze stojącej kilka metrów dalej WEGI Booby.
Cóż radio starawe, UKW uproszczony najbardziej jak się da – UC92 pełni rolę samodrgającego mieszacza, nawet bez separującego wzmacniacza wstępnego – obwód rezonansowy bezpośrednio sprzężony z anteną.
Zatem sygnał heterodyny do anteny przedostaje się silny i wyraźny. Po kilkudziesięciu sekundach od włączenia wyraźnie widać jego precesję, no prawie w astronomicznej skali – nagrzewanie od stanu zimnego do jakiej takiej stabilności powoduje płynięcie częstotliwości o ponad 100kHz – a to już całkowita zmiana stacji. Trwa to prawie 20 minut.

Za akceptowalne przyjmuje się przesunięcie(dryft termiczny) o mniej niż 20kHz (bez ARCz). Zatem w lampowych odbiornikach, kompensacja temperaturowa to ważne zagadnienie nie tylko na UKF-ie. Znajdujemy kilka cennych wskazówek w książce „Radiofonia UKF-owa” autorstwa S. Wendy.

Czytać o dryfcie i rozumieć materię zjawiska to jedno, a zobaczyć na ekranie, to zupełnie coś innego. Jestem zaskoczony prostotą pomiaru i jego dokładnością. No przez 60 lat technika poszłą do przodu.

Inne obserwowane u WEGI zjawisko, to zmiana częstotliwości przy zmianie obciążenia obwodu antenowego. Od stanu przy rozwartych stykach i braku jakiejkolwiek anteny, do zwartego wejścia (w celu eksperymentu) zmiana drgań to kilkadziesiąt kHz.

A że WEGA ma wejście antenowe z boku, bardzo blisko pokrętła strojenia, zatem nie dziwota,  iż radio jest kapryśnie. Jak pisła sprzedający - czasem odbiera, czasem nie.

Jest jak kobieta nie tylko „mała, czarna, gorąca i słodka”, ale zmienna i humorzasta. Może za to Je właśnie kochamy. Te Nasze, i te pierwsze z UKF-em.

Oprócz pomiaru częstotliwości SDR pozwala określić także moc odbieranego sygnału, jest więc szansa, iż oprócz strojenia heterodyny uda się za pomocą tego „układu pomiarowego” zestroić neutralizację.
W głowicy Blaupunkta Berlin, który to właśnie rozsiadł się u mnie w piwnicy, neutralizacja czyli kompensacja powstrzymująca sygnał z heterodyny przed wydostaniem się do anteny wymaga zestrojenia. Rozpadł się trymer obwodu wejściowego, został zastąpiony innym, a wszystkie kompensujące się wzajemnie pojemności też się rozpadły.
Jeden uszkodzony (ceramiczny) neutralizacja białą strzałką pokazana.
Jest więc szansa ze za pomocą RTL2832 uda się wytłumić sygnał z Berlina. Ci z WEGI właśnie takiego sygnału użyli.

Celowo wspomniałem o „układzie pomiarowym” bo ma razie jest on wielki i stacjonarny jak radioteleskop – opiera się o domowy komputer. Ale trwają próby (na razie nieudane) użycia tableta i systemu Android. O sukcesach będę donosił.

Dla miłośników patrzenie w górę także polecam ten super układ – da się zrobić domowy radioteleskop.
Głowy (i anteny) do góry.

Coś czuję, że pomimo lampowej duszy, uda mi się zaprzyjaźnić z tymi kosmitami, Z RTL2832u i innymi takimi, mimo, że krzem mają we krwi.


czwartek, 24 września 2015

88 czyli poniemieckie artefakty na polskiej ziemi

W ostatnich tygodniach, w przerwie między wyborani, media są elektryzowane informacjami o "złotym pociągu”, a także o innych tego typu znaleziskach.  Budzą one wyobraźnię, chęć posiadania a także w specyficznym świetle pozostawiają relacje własności. Czy to nasze, wasze, poniemieckie czy inne. Może dobrze, że na dzień pisania tego tekstu, nie jest finalnie potwierdzone istnienie tego pociągu, stan zachowania i jego zawartość. Wiemy (?), że jest pancerny, że może uzbrojony. Same zagadki. Ciekawe czy jest uzbrojony w najlepszą chyba armatę swoich czasów 88 mm Flak?.
Te dwie ósemki połączone w liczbę stanowią coś na kształt symbolu, odczytywanego w niektórych kręgach, jako skrót nazistowskiego pozdrowienia „Heil Hitler”, skróconego do dwu liter HH i zapisanego jako cyfry. H jest ósmą cyfrą alfabetu. Pokomplikowane i tajemnicze -  jak losy pociągu.

Dlatego też, gdy u Zygmunta zawitał Grundig, i to model 88, od razu pojawiły się skojarzenia.
Ale jak się okazało radyjko miało cechy czysto pokojowe, ba nawet pewien charakter radia kuchennego. Jest małe, proste w obsłudze, zdecydowanie nastawione na odbiór lokalnych stacji (tylko średnie i UKF). Front z tworzywa, obudowa bakelit i ładne (kiedyś) mosiężne, złoto naśladujace gałeczki. No tego złota właśnie trochę brakowało.

Informacje o naprawach:
Stan ogólnie dobry, kompletny, ale nienadający się jednak bez naprawy do użytku.
Po włączeniu do sieci coś chrypi i to wszystko.

Zakres uszkodzeń: linka skali zerwana, lampa EBF89 pęknięcie w okolicach cokołu pewno ją zdyskwalifikuje, chociaż góra lampy nie jest biała. Niemniej przydałby się jakiś sprawny  egzemplarz na podmianę.  Dalej: potencjometr podwójny od siły głosu obraca się, ale od barwy tonu zablokowany, już go nafta penetruje.
Pokrętło od siły głosu do odbudowy, nie będzie łatwo. Obydwa pokrętła nie bez trudu, już zdemontowałem

Dzień drugi:
Skrzynka Grundiga już się wykąpała. Chassis i filtry wyczyszczone. Linka do skali założona. (sznurek wędkarski).
Radio uruchomiłem. Na własnej antenie (czyli sieci 230VAC) odbiera wszystkie stacje na UKFie co Beethoven. Jest OK.

Do pracy pozostał: potencjometr od barwy tonu (sekcja podwójnego, który już obraca się lekko), przeczyszczenie styków przełącznika zakresów. Wypada tez trochę powalczyć z przydźwiękiem sieci, mógłby być mniejszy, tak jak samo radio, z którego się wydobywa. Popracuję nad kondensatorem zasilacza i tradycyjnie nad kondensatorem siatkowym pentody głośnika. Na razie lampa EBF89 działa, chyba, że kilka włączeń i wyłączeń zwiększy zakres pęknięcia bańki.

Kolejnego dnia finał:
Gra bardzo ładnie na UKF i odbiera dużo stacji na MW.
Mały Grundig nie ma się czego wstydzić.

Brakującą nakładkę na gałkę zaprzyjaźniony tokarz w mig dorobił. No może z lekkim przekłamaniem, stożek nie jest odwrotny niż w oryginale, ale i tak prezentuje się ładnie.Dla symetrii obydwa są nowe.
Radio jest dosyć proste – jedynie 3 lampy, ale za to wszystkie podwójne tj. ECC85, ECH81 i ECL86. Do tego selen i diody germanowe. Prosta konstrukcja, i bardzo, bardzo dobra czułość, ładne brzmienie i taka uniwersalność.
Nie znamy dokładnie historii tego radia, zostało kupione w Toruniu, więc kiedy dotarło na ziemie polskie dokłądnie nie wiemy. Ale w tej chwili jest stałym elementem wyposażenia domu i Panie Domu za nic się z nim rozstać nie chce. Znalazło swoją gospodynię i już tylko dla niej gra.

Wracają do okropnych czasów wojny, to pożytki z porzuconego oręża niemieckiego można od czasu do czasu znaleźć zagospodarowane gdzieś na polskiej wsi. W jednej ze stodół w centralnej Polsce wierzeje wsparte są na oryginalnych lufach z armaty 88mm.

Od siedemdziesięciu lat utrzymując wrota a i może całą stodołę przed wiatrami i zawieruchami. Wniektórych „gospodarskich środkach transportu” także można dopatrzeć się elementów z demobilu.
Ludność miejscowa potrafiła w sprytny sposób wykorzystać elementy z pobojowiska i zgodnie z prastarą tradycją "przekuć miecze na lemiesze".
Ciekawe czy tak samo stanie się ze „złotym pociągiem”?

Celowo nie podaję bliższej lokalizacji onej, na dwu Tygrysach wspartej stodoły, by nie powodować ataku miłośników militariów, ale nade wszystko nie prowokować urzędników i  innych mniej lub bardziej tajemniczych służb. Służb, które to mogą doszukać się „niezdeponowanego uzbrojenia” a w administracyjnym, czy nawet karnym postępowaniem sielskiego życia uprzykrzać. Spokój mogą zakłócić także poszukiwacze starych desek , którzy to stare stodoły, przerabiają na modne okładziny czy podłogi, i za ciężkie pieniądze do Niemiec sprzedają.

Wracając do radia, to tajemnica 88 w symbolu Grundiga szybko się rozwiała
– liczba ta będąca numerem modelu, jednocześnie była ustaloną ceną. Był to Grundig za 88 DM, tak po prostu.
Grundig 88 - troszkę wcześniejszy model.
Ładnie wygląda przyciąga uwagę,
chociaż prawdziwego złota w nim nie ma, tylko dorabiane, mosiężne gałki. I tak lepiej niż NRD-owskie odbiorniki, gdzie aluminiowe listwy to tylko mosiądz udawały.

Oj, ciekawe jakie to złoto w tym " złotym pociągu"?

I taka była historia z ósemką związana, kolejna jak sie domyślacie to o cyfrze ...

piątek, 18 września 2015

Mistrzostwo, czyli od nożyczek, i od kowadła na ratunek Stern-owi.

Bardzo blisko był taki smutny koniec Sterna 7E81, który w trudnym stanie zawitał do nas. Już szykowaliśmy się, by uciekając od pieca stał się piecykiem. Jak to jednak bywa w takich chwilach znalazła się osoba, która uratuje. Pan Piotr postanowił, że ten rzadki model, NRD-owiec na amerykańskich lampach, swoje miejsce w kolekcji znajdzie i będzie uratowany. Ogromnie się ucieszyłem i drogą zamiany za AZ-ki, których deficyt do Amati i Beethovena odczuwam, zamieniłem.

Transport na miejsce był "w cenie", zatem było to i okazja nie tylko poznania „kolejnego radiami zakręconego”, ale także popodziwiania modeli rzadkich, i w pewien sposób wyjątkowych. Kolekcja ładnie zgromadzona, uruchomiona i grająca składała się praktycznie z samych modeli „mistrzowskich”. Pozwolę się podzielić wielkim uznaniem, co do trudu w zdobycia, a następnie restauracji odbiorników. Były one w pewien sposób naj-, to jest naj-większe, naj-doskonalsze kiedyś (a i teraz) naj-droższe.

Niektóre nawet w nazwie mają słowo Spitz jak klapką zamykany Siemens Spitzsuper z 52 czy 53 roku.
Klawiatura  i skala odsłonięta.
Tevion dał koncert muzyki marszowej odtwarzanej z pasków – ot takie skrzyżowanie płyty gramofonowej (rowki) i taśmy zamkniętej w kasecie. Działa i dźwięk jest zaskakująco dobry, nie ma (lub nie słyszałem) bolączek starej płyty.
Jest w pełni sprawna SABA Automatic z sekwencyjnym automatycznym sterowaniem – cudo techniki na swoje czasy, chociaż wzornictwo już trochę duchem modeli Braun-a tchnięte.
Połącznie techniki radiowej z automatycznym sterowaniem to coś fantastycznego.
Gwoździem programu wieczoru (niestety krótkiego – byłem przejazdem) był Philips Bi-ampli. Stan zachowania bardzo dobry, a sam odbiornik wręcz powalający rozwiązaniami i ilością lamp. Przełącznik zakresów sterowany za pomocą napędzanego silnikiem pozycjonera to rozwiązanie unikatowe. Jakoś tak na wyrost oczekiwaniom, moim oczekiwaniom – osobiście wolę gałkę, klawisz i pokrętło.
Philips od tyłu - tutaj dopiero budzi szacunek.
Zastanawiałem się, co Pana Piotra tak napędza i gna w stronę tych najlepszych, największych – odkrycie pojawiło się dopiero przy przeglądaniu fotografii. To słowo to - Mistrzostwo. Dyplomy rodziny Pana Piotra, Mistrzów we fryzjerskim fachu licznie wisiały na ścianach.
Jeśli zaszczepi się w człowieku te pierwiastek Mistrza, to będzie dawał on rezultaty i w przyszłych pokoleniach. Nie koniecznie w tym samym fachu.
Zrazu przypomniał mi się inny Mistrz, przodek kolegi Zygmunta, z którym trochę po społu borykamy się radiami. To rzemiosłem i cechem było kowalstwo. I ten sam pierwiastek - dążenie do doskonałości, widoczny chociażby w tytanicznej pracy odrestaurowania cechowego dyplomu. Dyplomu w carskich czasach wystawionego, gdzie i niektóre dane historyczne trzeba było odtwarzać. Udało się. Tak jak i tym odbiornikom, dobrze się mają, gdy trafiają w ręce Mistrzów.
Jak widać Stern już ciepłem otoczony jest i będzie z pewnością, może nie największą, może nie najciekawszą, ale zawsze perełką w kolekcji.

Czy nie sądzicie, że w sztuce restaurowania odbiorników nie przydałaby się cechowa struktura? Jak widzę niektóre próby działania (na forum, czasem na OLX) to z bólem konstatuję, że nie ma szkoły, zasad i cechowego porządku. A może podręcznik wystarczy?  Trafiają się Mistrowie.

Ja osobiście ciągle czuje się, że czeladnikiem, czy nawet uczniem jeszcze nie jestem. Zaczynam od początku - "po piwo Panu Majstrowi ganiam",
no trochę rozpowiadając na blogu, co gdzie słychać.