czwartek, 16 lutego 2017

Czysty eter, czyli odbiór na kiju od szczotki.

Zmorą dla mnie jest powszechność wszelkiej maści zakłóceń elektromagnetycznych, dla słuchacza radia przekształcających się w mniej lub bardziej dokuczliwe dźwięki. O ile przed wojną posiadacze elektrycznych dzwonków do drzwi byli głównymi sprawcami tych nieszczęść, to w okresie powojennym oskarżano o to np. przemysł, czy komutatorowy sprzęt elektryczny. Chociaż na krótkich falach , tam gdzie RWE czy Głos Ameryki nadawał zakłócenia pojawiały się jakieś takie inne. W chwili obecnej, przy powszechności   i mnogości przetwornic, falowników itp. To sama sieć elektryczna sieje tyle zakłóceń że czasami nic innego nie słychać. No może jedynie żarówki, prawdziwe żarowe  żarówki są bez winy, ale zakazane. U mnie na Gocławiu, najwięcej dokucza „inteligentny” licznik RWE czy jak to teraz nazwali Innogy. Dlatego też, korzystając z tygodniowego wypady w góry postanowiłem obadać jak odbiera się na czystym eterze. Do eksperymentów użyłem właśnie co zbudowanej przez syna, jako pracy inżynierskiej, anteny mini-whip pomysłu holenderskiego krótkofalowca Roelof-a Bakker-a  PA0RDT
Syn się obronił (dumny jestem), a jeden z egzemplarzy się wytrzynaścił i … pojechał na ferie do Bukowiny. Nie mam specjalnego masztu, więc posłużyłem się poradą – „wystaw za okno, choćby na kiju od szczotki” – jak komuś ktoś, na jakimś forum, ktoś poradził. Za pomocą trytytek (na nich Świat się ponoć trzyma) przymocowałem część aktywną anteny i 50‑omowym przewodem sprowadziłem do zasilacza.
Dumna nazwa – zasilacz, ot bateria 6F22 i kilka elementów, ale wszystko zgodnie z rekomendacją PA0RDT, nawet dioda Shottkiego, by woltów nie tracić. Ponieważ dostał mi się jeden z prototypowych egzemplarzy, to  charakteryzował się też prototypową sprawnością działania, raz działał, raz nie. Ugiął się w obliczu lutownicy i wydał zasilenie.
 Kilka słów wprowadzających co  do samej anteny. W historii radiotechniki antena to element o pierwotnym  znaczeniu. Nie ma radia bez anteny. Na początku, w dobie nadajników iskrowych i anten w postaci rozciągniętego przewodu – antena typu LW (long Wire), ich długość nadawała nadajnikowi  główną częstotliwość – w końcu drut to forma rozciągniętego obwodu rezonansowego. Po długości indukcja, po końcach pojemność – żeby tak skrajnie uprościć. Rozwijała się radiotechnika – rozwijały się anteny. O ich formach, kształtach, zaletach i wadach napisano ładne kilka(-dziesiąt, -set?) książek i poradników  – których to lekturę serdecznie polecam.

Pryncyp działania anteny mini-chip skupia się pozyskiwaniu głownie części elektrycznej z całego pola elektromagnetycznego, odwrotnie niż przy ramówkach czy też antenach ferrytowych, które to na magnetyczną część fali swoje zwoje nadstawiają. Kawałek  powierzchni z płytki drukowanej stanowi jedną okładzinę kondensatora, drugą powierzchnia Matki Ziemi, a słabawy ładunek elektryczny indukujący się na onej okładzinie jest wprowadzony na bramkę tranzystora polowego.
Tam bez wzmocnienia napięcia następuje transformacja impedancji wejściowej na o rzędy mniejszą, już godną napędzić prądem bazy bipolarny  tranzystor, z którego to stopnia wyjściowego już 50om stanowi, zgodnie z kabla falową impedancją. Dwa te aktywne wtórniki nie podnoszą napięcia, ale moc sygnału zwiększają właśnie poprzez tej impedancji obniżenie.  Z anteny poprzez zasilacz (dodający składową stałą  - do zasilania) sygnał został skierowany jest do tzw. upconvertera – gdzie na zasadzie znanej z mieszacza w odbiorniku superheterodynowym przekształcony jest w sygnał o 75MHz większy. Tak, aby go można za pomocą odbiornika SDR (tego samego, co u WEGI) odebrać.
Upconverter zbudowałem w oparciu o pomysł, płytkę i cześć elementów przygotowaną przez kolegę Marka - SQ7HJB. Montaż zgodnie z instrukcją, bez specjalnego strojenia pozwolił pozyskać  całość  w posklecanej i drutem połapanej formie, ale działającej komputerowej instalacji  do odbioru radia. Działało.
Takie warunki polowe, nie mniej działa!
Wieczorem przyjemnie było posłuchać stacji na falach krótkich, średnie były średnie, ale i PR1 udało się odebrać. No może częstotliwość kwarcowego rezonatora nie była dokładnie 75MHz, zatem odbiór o kilka kHz na skali był przesunięty. Działa, da się chińczyków po polsku mówiących posłuchać i to jest najfajniejsze.

Drugi test polegał na podłączeniu anteny do klasycznego odbiorniki radiowego. Były już takie testy wykonywane w Warszawie, za odbiornik służył ładny Loewe-Opta. Odbiór był zdecydowanie lepszy niż na antenie typu KD zazwyczaj u mnie stosowanej w warunkach miejskiej zabudowy. Od razu wyjaśniam, że KD to skrót od Kawał Druta.
Tu za odbiornik posłużyła Julia Stereo, już drugi czy trzeci raz nam w Bukowinie towarzysząca.
Nie ma ona dedykowanego gniazda antenowego dla AM, jak np. Salut 001. Kolega Tomasz mnie ostatnio kusi przeogromnie bym go osłuchał, i z Julką porównał. 
Salut 001 w kuchni u Tomasza.
Opieram się ile mogę – wiem, że Tomasza "radiozagadki" są trudne i wiele praktycznej wiedzy wymagają.

Podłączając zatem wyjście z anteny (przez zasilacz), ale już bez upconvertera rzecz jasna, gorącym przewodem do anteny teleskopowej, a masą do masy uzyskałem … mało co uzyskałem. Wskaźnik siły sygnału pokazywał lekko wyższy poziom sygnału przy aktywnej antenie. Radio było prawie tak samo czułe na falach krótkich.
Jednak inna rzecz mnie ucieszyła - znacząca różnica w jakości odbioru. Z anteną mini-whip sygnał jest wyraźnie czystszy - zakłócenia lokalne są zdecydowanie mniej słyszane. Antena aktywna nie jako forsuje swój sygnał - w końcu ma tylko 50-omową impedancję i to ona rządzi. Brak poprawy na falach średnich i długich - tam pracuje głównie antena ferrytowa. Zupełnie jak bym podpinał sam kij od szczotki, a nie dwustopniową aktywną antenę, na kiju onym osadzoną.
Salut ma dedykowane wejście do anteny AM.
Chyba ściągnę do Bukowiny inne radio np. lampowego EAK 65/51, z czasów gdy antena i uziemienie porządnie musiało być zrobione. Radio które pomimo, że tylko jeden zakres krótkich posiada to może się pochwalić precyzerem.

Ten czysty eter kusi, tak z dala od sieci elektrycznej, gdzieś w lecie gdy nie będzie dziesiątków wyciągów narciarskich, każdy po mocnych kilkadziesiąt kW, do późnej nocy działających, a i innych tam lamp wyładowczych stoki doświetlających. Gdzieś w ciepłe noce sierpniowe  popróbować różne anteny (LW. KD, ramowe i inne), a może nawet zorganizować Zlot Detektorowców i  Bateryjniaków, och marzy się! Byle do wiosny.

Musze kończyć, bo śnieg ma padać i miotła do innych czynności potrzebna.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Wielka Warszawa czyli smog w eterze

Takie trudne czasy nastały, w warszawskim (i nie tylko) powietrzu wisi pył, stężenia wielokrotnie większe niż dopuszczalne.  Nie bardzo jest czym oddychać, ciężko żyć. Pełno zanieczyszczeń, ludzie wchłaniają wszelkiej maści syf, który zatruwa ich organizmy. Spróbować uciec, niestety do Bukowiny daleko, muszę jeszcze kilka dni poczekać do wyjazdu.
Nowy Targ z Roli Galicowej (nie) widziany.
Stojąc w korku w Dolince Służewieckiej spróbowałem posłuchać Radia Country 1026kHz. Niestety propagacja słaba, a do tego jakieś silne CB przebija się siejąc po całym widmie. Prawie słychać co sąsiad z wypasionego auta myśli o tym wszystkim. Ponieważ ładnych kilkanaście minut muszę w tej kawalkadzie odstać, z nudów pobawiłem się UKF-em. Zaczynając od dołu od radia Pogoda, kilkaset kHz wyżej Radio Maryja – akurat dosyć charakterystyczna audycja leciała - wiadomo. Jeden z najsilniejszych warszawskich nadajników. Kilka stacji, znów to samo, RS już tak na 44 (sygnał słaby ale do słuchania) - 89,5MHz.  Kolejne przestrojenie w górę znów, znów i znów. Doliczyłem się 9 pozycji o jakości nadającej się do słuchania, zanotowałem by sprawdzić skąd te FM-owe DX-y. Dzięki wykazowi nadajników znajduję: 89,0 –Warszawa, 89,5 – Węgrów, 91,8 Ciechanów, 92,7 Wyszków, 99,8 Grójec, 107,2 KIELCE !, 107,9 Ryki.
Odnoszę wrażenie, że to najwyższa koncentracja, takie maksymalne stężenie sygnału w eterze, tak na granicy ludzkiej wytrzymałości. Oj, radiowo Wielka ta Warszawa, większa niż w nowej mapie obwodów wyborczych. Radio Maryja jest bardzo silne od strony nadawczej – 126 nadajników lokalnych to ponad dwa razy więcej niż PR1!
Dla mnie jest dużo ciekawsze od tej drugiej – odbiorczej. Otóż natrafiłem na dwa typy odbiorników, których wartość kolekcjonerska jest rosnąca. Wiem, że była jeszcze taka wersja kostki dzierżoniowskiej.  Były onegdaj, na początku istnienia tej toruńskiej rozgłośni rozprowadzane przez parafie czy inne około kościelne instytucje odbiorniki takie do słuchania tego Radia. Było to jednocześnie przeniesienie dużej grupy słuchaczy z zakresu fal długich na UKF i to górny.
Raz był na Tablicy.pl - nie udało się kupić.
Napotkałem dwa takie „specjalne” odbiorniki – jeden to odpowiednio omarkowany OKEAN z grodzieńskiej fabryki Radiopribor. O trzecim można poczytać na stronach unitraklub.
Radio z dwoma zakresami FM i jak widać po fotografiach w internecie promowana na zagranicę. Dla mnie ciekawy jest schemat – w zasadzie dziwny, bardzo dziwny.
W większości konstrukcji polskich i nie tylko z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych takich tranzystorowo-scalakowych to integracja zaczynała się od wzmacniacza m.cz. UL14… jak w warunkach krajowych, a tu mamy inaczej – wzmacniacz m.cz do cna tranzystorowy za to cały tor radiowy w mikrosystemie KXA058 zamknięty.. Pozyskane z Internetu zdjęcia onego hybrydowego potwora pokazują jeszcze większą grozę.
No takie fajne radyjko – do określonej stacji słuchania przeznaczone, a w środku diabeł wcielony sowieckie tranzystory szczerzy.
U kolegi w Łodzi widziałem inne radyjko z tą rozgłośnią powiązane – no forma dziwaczna, trudno małoseryjna produkcja i na projektanta nie starczyło. Na froncie podane częstotliwości kilku nadajników. Ciekawostka taka, wręcz jak z początku UKW,
Podziękowania za udostęnienie zdjęć koledze z Łodzi.

gdzie to niemieckie radia miały te kilka nadajników opisane. Za to środek całą prawdę pokazuje, montaż tzw. pseudo-przypadkowy, niestaranny i widać, że 100% chałupniczy.
Z zewnątrz coś złotem śliczność udające, ale środek prawdę pokazuje.
Strach się bać.

Wyskakując do Bukowiny na kilka dni postanowiłem powtórzyć eksperyment z obsłuchaniem UKF-u pod kątem dostępnych nadajników toruńskiej fali. Złapałem, aż pięć: od Bielska 88,4MHz poprzez Kraków 90.6MHz, słabo słyszalną Krynice 93.1MHz po przepotężne Zakopane 96.3MHz, aż do Katowice103.7MHz. Co ciekawe nie było Turbacza  95,5MHz. Częstotliwości o połowę mniej niż w stolicy, ale gdzie malutkiej Bukowinie do Wielkiej Warszawy, tam to teraz na terenie Metropolii to i z kilkanaście  nadajników będzie.

A, i jeszcze ciekawostka – przeskakując z częstotliwości na częstotliwość to znalazłem radio gdzie różaniec prowadzony był po łacinie. Watykan? Chyba nie. No może, że z samej Góry nadawali, tylko to co potrzebne - modlitwę. Bez tłumaczenia rzeczywistości i czegoś co „publicystyką” się zowie. Takiej ładnie opakowanej, ale od wewnątrz …

W Bukowinie smog też mniejszy, aż żal patrzeć na Nowy Targ spowity w mgle, która ma zapach i smak jak z rury wydechowej. Byłem – powąchałem i uciekłem na górę.
Tu i eter czystszy.
Zastanawiał mnie brak odsłuchu na 95,5MHz - czyżby ten smog fale radiowe zatrzymywał?

Cóż powiedzieć - siła nadajników Radia Maryja jest wielka, może chociaż przez przejściem na DAB+ nas ochronią - dzięki wpływom Ojca Dyrektora pozostaniemy przy FM. W końcu prawie sąsiadami jesteśmy - na Rynias nie daleko.

piątek, 6 stycznia 2017

Opus 2650 czyli wilczy dół, tym razem wytropiony

Kilkukrotnie w trakcie swoje pracy zawodowej spotykałem się z taką oto sytuacją: przy pierwszym spotkaniu technicznym padało tzw. „pytanie kontrolne”.  Niby oczywiste, z niby oczywistą odpowiedzią. Oczywiście ta oczywistość to pułapka. Doświadczeni fachowcy – swoje wiedzieli. Jeśli się udawało wychwycić to kontrolne pytanie oraz wykazać swoje kompetencje, to dalej już było łatwo i prosto – człowiek(firma) zyskiwali zaufanie i rozpoczynała się prawdziwa współpraca. Jeśli zaś nie - to w najlepszym przypadku troszkę doświadczenia i wiedzy człowiek zyskał. Taki test kompetencji i umiejętności by zostać zaakceptowanym w kręgu wtajemniczenia.

Coś mi się zdaje, iż właśnie ominąłem taki wilczy dół, a było to tak:
Razem z Schaubem, do tego samego bagażnika Tomasz wrzucił mi takie duże pudło, ze słowami, że tylko ECH81 jest do wymiany bo słaba i AM nie gra jak należy.
Ale to kultowy Telefunken Opus 3650 – cudo niemieckiej techniki i w ogóle. Poddałem się namowom, radio hybrydowe z lampową częścią w.cz. i p.cz. z lampowym stereo dekoderem tylko końcówką na tranzystorach germanowych.
lampowy stereodekoder
Ciekawość zwyciężyła – „no pokaż kotku co masz w środku”.
Po prawej transformator, środek lampowy po lewej królestwo germanu.
Radio imponujące, deską zasłaniane – pewnie Niemcy z troski o dobro chronili przed kurzem i uszkodzeniem. L. Frycowe moje.
Obudowa wierzchnia zdejmowana po rozkręceniu 2 śrub - oczywiście doszedłem do tego po wykręceniu 12-stu niepotrzebnie
Zmiana ECH81 na inną nie zmieniało jakości odbioru, FM było w porządeczku, no może kontrolka Stereo niestabilnie świeciła, znaczy się odbiór stereo był, tylko ta kontrolka jakaś taka nie pewna. Na długich, średnich i krótkich w zasadzie prawie nic nie było słychać, bardzo słaba czułość. Tomasz coś tam (jak gdyby mimochodem) wspomniał o … jakimś słabym kontakcie … czy zimnym lucie, oj coś jest na rzeczy. Za tam po kolei:
Napięcia na lampach ok. Ale przy manipulowaniu - naciśnięciu EB89 i EAF801 czy też filtra pomiędzy nimi, odbiór się poprawia sprawiając wręcz wrażenie normalnego, tak samo filtr Fi202, średnio-lekkie jego pochylenie też poprawia sytuację. Następuje też lekka poprawa poziomu sygnału na UKF – zielone oczko się o parę milimetrów się zamyka. A odbywa się to bez trzasku, zatem wnioskuję, że nie towarzyszą temu zmiany punktu pracy lampy – napięcia są i były ok.
Podejrzany
Moja diagnoza jest następująca – obwód 460kHz w filtrze Fi202 ma przerwę, bądź to cewka lub też kondensator.
Filter bez kubka
No, nie lubię rozgrzebywać delikatnych filtrów p.cz. ale trudno trzeba – Tomasz wiedział, żeby to na mnie scedować. Już jakieś doświadczenie w pracy z generatorem i wobulatorem mam – może sobie poradzę, może. Taki test – niech będzie.
Zimnego lutu na wyjściu z filtra na siatkę EAF801 nie było – w takim wypadku zmiany na FM-ie byłyby dużo większe. Kubek na szczęście zdejmuje się łatwo, ale dostęp do elementów bez wylutowania prawie żaden - ciasno. Trudno – omomierz, szpilka i sprawdzamy.
Od spodu dostep kiepski - trzeba demontować dźwignie suwaków.
No i … wszystko w porządku, tam gdzie mają być omy(pojedyncze) są omy, tam gdzie nie – to ich nie ma. Może jednak nie to. Próby manewrowania filtrem bez kubka daje te same wyniki.  Dalej między filtrem a lampą jest bardzo mało miejsca a elementów naćkanie – ile wlezie. To radio jest z początków technologii PCB, więc doświadczenie w projektowaniu rozłożenie elementów dopiero było budowane, niektóre zachodzą na siebie, jedne leżą na drugich. Ale - chwila – taki brązowy pod dużym zielonym ma ryskę!
Wytęż wzrok o znajdź!
Jest pęknięty. Mam go. Hurra!!!
Bez wątpienia - uszkodzony.
Po analizie rysunku PCB okazuje się, że to kondensator C222, jakiś taki w obwodzie siatki ekranującej lampy EAF801.
No - nie tam miało być uszkodzone.
No dobra, ale dlaczego ten właśnie kondensator, pomimo że przez niego nie jest przekazywany sygnał w.cz. to ma duży wpływ na wzmocnienie układu. Okazuje się, że podobnie jak w głowicach UKF, także w torze p.cz. istnieje zjawisko neutralizacji, w tym przypadku tzw. neutralizacji siatkowej.

Opis - niestety w ległidżu.
Wymianiłem kondensator na inny 4n7 (nie miałem ceramicznych więc poszedł styrofleksowy) - radio odzyskało czułość.
Już jest!
Na szczęście nie trzeba ich specjalnie dobierać, selekcjonować, to to pracuje na 460kHz nie setce MHz.
Ale istota działania jest taka sama – wprowadzić troszkę sygnału z wyjścia na wejście, tak poniżej wzbudzenia, by poprawić impedancję  wejściową,  a przez to obciążenie obwodu siatkowego, co na wzmocnienie całego toru się przekłada. Proste ? No nie za pierwszym razem, za to się właśnie płaci frycowe.
Stereo tez przestało migać, gdy kolektor tranzystora AC117 sterującego żaróweczką podlutowałem.
Tam był zimny lut – Tomasz miał racje.

Pozostało tylko sprawdzenie/podstrojenie p.cz. i obwodów wejściowych. Średnie były w miarę w zakresie, ale długich nie było zerwana cewka heterodyna. Już gra.

Ale i tak pozostanie kilka pytań – np. dlaczego pojemność w anodzie składa się z dwu kondensatorów (C217 i C225) po 42pF? Czuję, że to z FM ma związek. Pozostają jeszcze inne kręgi wtajemniczenia i inne wilcze pułapki.
No na jedną, dwie,no góra trzy -  może bym i z chęcią wpadł.
Recenzja średnia, ale każdy winien się sam przekonać.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Radio z zegarem czyli długie niemieckie słowo, już niestosowane.

Kilka miesięcy temu miałem okazję pośredniczyć (transportowo) w naprawie radia troszkę innego - RFT Consul to taka ciekawa forma. Woziłem je na trasie Nowy Targ- Warszawa- Konin-Warszawa- Nowy Targ.
Radio to hybryda, gdzie działania radio porządkowane morze być ustawieniu zegara.
To jest kluczyk!
Forma jak pisałem ciekawa, jednym się podoba, innym nie. W części radiowej (patrząc na schemat) rzekłbym standard, obudowa wybijająca się ze skrzynkowego kanonu. Było ono onegdaj importowane z NRD, zajmowały się tym wyspecjalizowane instytucje - Centrale Handlu Zagranicznego (Aussenhandelsunternehmen).
System polityczny się zmienił, tego typu instytucje gospodarki centralnie sterowanej przestały istnieć, urzędnicy w innych pracują. Konsulowie, może mniej zajmują się handlem, świat się skurczył, firmy i ludzie obywają się bez pośrednictwa. To długie na 24 litery słowo pojawia się Google tylko 1120 razy, w większości w historycznych dokumentach.

Radio pomimo że przez Józka bardzo troskliwie odrestaurowane, miało jednak swoje niedomogi, głowica kiedyś była przebudowana na ECC81 (oryginał ECC85) i przestrojona w dół.
Cewka wejściowa się nie mieściła.
Z pomocą kolegi Piotra i jego zdjęć udało się odtworzyć oryginalne nawinięcie cewek.
Cewki jak nowe! Bo nowe.
Inne „fehlery” były typowe jak dla tych modeli i tego czasu. Dźwiękiem nie zachwyca, formą próbuje. Niestety wożenie radia po kraju, niezbyt mu posłużyło i znów na warsztat musi się Consul udać.
Inne radio, które łączy funkcje podawania wiadomości i czasu to Te-Ka –De z początku lat pięćdziesiątych, które miałem sposobność obejrzeć w Ozorkowie. Dziękuję koledze za udostępnione zdjęcia.
Kiedyś chciałem nawet takie nabyć – bo dla mnie ciekawe w formie (zegar kominkowy) jak i układowo tj. początek UKW na Rimlock-owych lampach, ale bez wkładki UKW.
Cóż prawa licytacji są nieubłagane – ktoś chciał to radio bardziej. Niech mu służy!
Polski przemysł radiotechniczny też produkował kilka odbiorników, które na pokładzie miały wbudowany zegar. Pierwszym napotkanym przez mnie był koszmarny Kurant.

Kolorystka nie odbiegała od czarno-białej fotografii.
Niby stylowo miało być i nowocześnie, ale na tle innych naprawdę wartościowych polskich projektów z lat sześćdziesiątych wygląda moim zdaniem – bardzo nieciekawie. No wyszło, co wyszło. Z ciekawostek układowych wzmacniacz m.cz. przez zegar był przełączany jako generator dla budzika, a i napęd zegara Kuranta, na ponada 170 godzin miał sprężynę z importu (ciekawe czy przez tą samą Centralę kupowaną).
Dodatnie sprzężenie C11 i R5 - do budzenia.
Z „klockowych” odbiorników Diory na uwagę zasługuje Chronos, Adam i Gong.

Już tranzystorowe. Jak widać po załączonych materiałach intensywnie promowane przez Unitrę.

Zdobycie takiego modelu z  fabrycznym UKF-em do 108MHz (nawet 100MHz) byłoby ciekawe.
A zegar klapkowy do tychże – też był z importu. Tym razem z Japonii.
Pamiętam - mieliśmy taki z napisem Predom w domu, bateria R20 wystarczała na rok, lub dłużej. Arcy-precyzyjna mechanika, ale i tu ciekawostka - aby zegar ruszył należało nacisnąć dźwignię. Napęd zegara - generator z tranzystorem wystarczał tylko na podtrzymanie chodu. Obejrzeć można taki zegar u kolegów na zegarmistrzowskim forum.

Dosiego Roku !

środa, 28 grudnia 2016

INTERCONTINENTAL czyli zobaczyć i pooglądać można

Pamiętam, w latach szkolnych wycieczkę do stolicy, gdzie jedną z atrakcji dla chłopaka z prowincji była wizyta w czterogwiazdkowym hotelu Victoria INTERCONTINENTAL - urwaliśmy się na pół godzinki ze zwiedzania zabytków, by wnętrze hotelu obejrzeć. Z perspektywy lat - dziecięcy wybryk, ale pamiętam warto było zobaczyć troszkę innego, lepszego świata. 
Teraz to nie tylko możemy o tym lepszym świecie posłuchać, możemy radia z tego lepszego świata kupić, za grosze, no ... powiedzmy setki złotówek. 

Ilekroć przez Zgierz przejeżdżam, to kolega Tomasz zawsze coś ciekawego do bagażnika wrzuci, a to z tekstem „… cud radyjko, weź posłuchaj czy na tych krótkich to dobrze daje, bo …” , „ … a tu masz to wymiany tylko ECH81, radio na germanach robione, cud niemieckiej techniki … „  itp. i tak dalej. A ja ciekawością napędzany, rozum zostawiwszy na boku – pakuję do bagażnika i wiozę do Warszawy. Tak sobie nieraz myślę, „po co to żem taszczył, ładował, rozpakowywał”.
Chyba tylko by konstruktorskie zamysły poodgadywał,  porozgryzał dlaczego zrobili to tak, a nie inaczej. Tak by połechtać troszkę moje inżynierskie kombinowanie, nad techniką podziw wzbudzić i pozwolić się pozachwycać wytworami rąk i umysłu.
A skoro tak, to pozwólcie, że z Wami się podzielę. Radio to „globalny” odbiornik przenośny Schaub-Lorenz „INTERCONTINENTAL” o symbolu (wg. dokumentacji załączonej) 110553/58/59.
Dosyć solidne, może nie aż tak ciężkie jak Julia Stereo z bateriami, nie mniej swoje waży.
– na pierwszy rzut oka zdało się, że rok produkcji został w tym symbolu zaszyfrowany, ale nie - wg. Radiomuseum to model produkowany w latach 1966-69, na co zresztą wskazują zastosowane półprzewodniki np. BF134/138). Bo i to radio jest tranzystorowe, mieszaniec technologii germanowej i krzemowej (głowica).
Rozdzielone strojenie FM i AM, do tego dla AM dwa pokrętła, chociaż w zasadzi jedno – prosta przekładnia powoduje, że górne to zgrubne, a dolne dokładne ustawienie zapewnia, nawet ze skalą. 
Zakres fal długich, średnich i pięć zakresów fal krótkich – przełączanych bębnowym przełącznikiem z boku.  Do tego klawiszowa regulacja szerokości pasma i ARCz dla FM. I tu ciekawostka – zakres do 108MHz czyli rzeczywiści globalne radio, nie tylko dla Niemców budowane.
Kanał 70! 108MHz - super RMF FM się cieszy,
W chwili obecnej  – bardzo pożądana cecha. Odpadają złożone przestrojenia zakresu (Kometa – że wspomnę) czy też różnego rodzaju konwertery. Lewe pokrętło to wyłącznik i głośność w jednym, a na dodatek po naciśnięciu poziom baterii pokazuje i chyba (nie sprawdzałem) tak jak w Julce, w bateryjnym reżimie podświetla skalę.
Baterii nie wkładałem, a Tomasz wykorzystał to miejsce na składowania dokumentacji odbiornika.
Zobaczcie jaka internacjonalna informacja oService Manual-u w pojemniku na beaterie umieszczonym !
Z tyłu pod przesuwaną klapką wyjście/wejście na diodowym gniazdku i złącza antenowe.
Na tej ściance też nietypowe dodatkowe złącze - jak się z opisu zorientowałem – do podłączenia anteny samochodowej (?)
Brakuje mi wyjścia na dodatkowy głośnik czy słuchawki. Ale dźwięk z radia rekompensuje wszystko -  jest bardzo dobry, przypuszczam że w tym brzmieniu pomaga fakt, iż obudowa jest z drewnopochodnej płyty zbudowana i obklejona czymś co introligatorski papier może przypominać. Delikatne to co nieco, ale jakoś bez większych uszczerbków 50 lat przetrwało.
Troszkę zapachu warsztatu nabrało - taka delikatna nutka dobrego tytoniu była do złapania po rozpakowaniu. W dolnej części obudowy jest miejsce na baterie i kabel sieciowy, nawet ze specjalnymi otworami na wtyczkę. Tak jak napisałem na baterie i na kabel – nie tak jak w Julce, gdzie pojemnik albo baterie, albo kabel sieciowy zawiera.
Tu mamy też jeden taki element, który pozwolę sobie skrytykować  – do otwarcia pojemnika trzeba odkręcić dwie śruby – bez groszowej monety -  nie poradzisz, paznokciem nie idzie.
Polskie 20 groszy wtrące!
Odkręcenie powyżej umieszczonych czterech wkrętów (standard Philips) powyżej daje wgląd w środek. No ładne to i skomplikowane, dla mnie troszkę za delikatne by grzebać i paluchy wkładać.

Germany - te to grają, nie to co krzemowe  ;-)
Ale popatrzeć można, i miło. Delikatne trymerki, ślicznie nawinięta koszykowa cewka na antenie ferrytowej – no fajne.
Jest także wspominana  przekładnią z koralikową, przez Tomasza wspominaną. Coś mi się kołacze, że podobne rozwiązanie widziałem w jakimś radzieckim odbiorniku – i bębnowy przełącznik i koralikowy łańcuszek.
Dużo miedzi, lub miedziowanych elementów, widać ze radio miało być dobre i dobrze grać. Taki kawał dobrej inżynierskiej roboty, nie pod bezwzględne dyktando księgowych i specjalistów od skracania życia produktów.
Dalej nie rozkręcałem, zabrałem na górę by w miarę stabilnych warunkach obsłuchać. Długie ładne, właściwie to tylko PR1, ale zawsze to Jedynka. Średnie, no niestety słychać przetwornice, ale wieczorem bardzo znośne. Krótkie rzekłbym, no takie sobie – więcej by można oczekiwać, ale jak sobie obiecałem – grzebać nie będę.
Z braku wyjścia na słuchawki postanowiłem oszczędzać uszy rodzinie i tylko z pół godzinki „powarczałam i posyczałem” tym radiem. Oj, trzeba kochać te szumy i trzaski by wyłowić wśród niech głos chińczyka po polsku mówiącego – bo na radiofonicznych krótkich tylko to zostało. RWE i Głosu Ameryki po polsku nie uświadczysz.

Kto ciekaw (i mam możliwość) może więcej elektroniki tego modelu na stronie Radiomuzeum pooglądać. Rzeczony egzemplarz, był przez Tomasza uratowany i zaopatrzony – rączka jakaś tak znajoma, antena nie cała się chowała – no i brakowało mapki i poradnika nasłuchowca, ale cóż chcieć  przewie 50-tka stuknęła.
 A INTERCONTINENTAL  - no troszkę z perspektywy lat wygląda inaczej.


Nie mniej radio działa i gra, a to w naszym wieku najważniejsze.