poniedziałek, 24 kwietnia 2017

RIGA 104 czyli balsam na zimne luty.

Chciałem zrobić koledze małego psikusa i … do Zgierza skierowałem przesyłkę z zakupionym, troszkę przypadkiem radiem VEF 216.  Radyjko było w dobrym stanie, bez większych uszkodzeń czy innych śladów zniszczeń. Tomek troszkę był w kłopocie, ale kiedy tylko przyznałem się do tego uczynku, to kolega nie tylko z gorliwością i pasją, ale z niebywałą szybkością Sprawił radio, w dwa wieczory do pełnego UKF-u 88-108 przestroił. No cóż, przyjemność roboty miałem taką „oddaloną”, ja trzymałem kciuki, Tomek lutował. Uprzednio walczyliśmy z jedną taką oporną Julką, ta do końca nie dała się zwieść. Opornie na 100MHz krnąbrnie się zatrzymała i dalej nie puściła. Do tej pory tak stoi i czeka na półce. Czeka na zdobycie dodatkowych umiejętności przestrajacza. Wiem ile wiem, i ile jeszcze musze praktykować. I w tym celu jakoś tak na i inne radzieckie tranzystory z ryskiej fabryki VEF łaskawym okiem rzuciłem. Co ciekawe, nie cieszą się one jakąś specjalną estymą czy szacunkiem, dostępne są w całkiem dobrym stanie za mnie niż połowę ceny takiego lampowego z Niemiec sprowadzanego.  Nawet świeżo poznany kolega z Rygi, kolekcjoner wszelkich lampowych ryskich specjałów wspomniał, że do tranzystorów nie ma uznania - coś tam jedna trzyma w pudełku z radio-złomem.
Ale mnie jakoś te odbiorniki jakoś dziwnie się spodobały, nie koniecznie za przyczyną  VEF-a 10 Tranzistor, które w dziecinnych latach u cioci widywałem. Jakoś tak szybko przyplątała się Spidola 252 od Józka z Nowego Targu, czy kupiony za dwie dychy w bardzo dobrym stanie VEF 206. No - wprost w rękę wpadły, chyba nie tylko nie tylko dlatego, że mają solidne rączki i łatwo złapać.
Dwa tygodnie temu skrzyknęło się kilka sklepów ze starociami na warszawskiej Pradze i przez FB impreza Cuda Wianki powstała. Strona, mapka,
Mapka troszkę wyświechtana, znaczy się używana była.
Ślubna pod rękę, i w sobotnie przedpołudnie idziemy. Już w pierwszym sklepiku na ulicy Wileńskiej, dwa numery od miejsca gdzie tetrowe pieluch pierworodnemu dwadzieścia kilka lat kupowaliśmy stała ona. RIGA 104, taka czarna, tajemnicza i pociągająca.
No, nie kupiłem – jakoś tak w pierwszym sklepie nie pasuje. Obejrzałem za to diorowską radiolę DGS 202.  Obeszliśmy prawie wszystkie sklepiki, wszędzie skorupki i przedmioty z PRL (czyli z naszej epoki), z radyjkami było słabo, ale jednak kilka było. Najciekawszy to schowany pod stołem luksusowy Telefunken, na moje oko T8 z 1939 roku.
Tyle, że ten egzemplarz nie był na sprzedaż, szkoda chyba bym się skusił. Nie mniej mnie cały czas ta RIGA dręczyła. Postudiowałem o niej i to, i owo. Luksusowy model pierwszej klasy, pierwszy w całym sojuzie na warikapach. No nie popuściła. W kolejnym dniu pojechałem i kupiłem. Cena gdzieś pomiędzy atrakcyjną, a akceptowalną, stan obiecujący.

Cóż to by była za przyjemność z posiadania, gdyby nie naprawianie. Po podłączeniu do sieci (obowiązkowo – przez żarówkę, nawet tranzystorowe) no niespodzianka: ni słychu, ni widu. Na szczęście też: ni dymu. Otwórz kotku, co masz w środku. No, łatwo nie było, jakoś tak nie intuicyjnie, kto by przypuszczał, że żeby się dostać do środka to kluczowe są wkręty w bocznych poukrywane, na szczęście dostępna jest instrukcja remonta radioprijomnika, a tam nawet obrazek.  W środku drobny kurz, bez rdzy czy pajęczyn, ot normalka. Zaczynając radio diagnozować od właściwego dla tej pracy końca, czyli od zasilania, szybko mamy pierwszy feler wyłapany – zimny lut w przełączniku zasilania. Ktoś tam coś kombinował i mało starannie zalutował kabel zasilający, przez co nie było zasilania i cisza. Po starannym doczyszczeniu i pocynowaniu oczka zalutowany kabel teraz trzyma mocno, a na omomierzu w pozycji ON jest kilkaset omów – rezystancja uzwojenia pierwotnego odbiornika. Więcej niż dla lampowego, bo i transformator malutki. Cały układ zasilacza sieciowego, jako osobny moduł ładnie w aluminiowym ekranie zabudowany.
Z jednej strony dwa zasilające przewody, z drugiej cztery wychodzą, jeden o dziwo nigdzie nie połączony - ciekawostka. Aby wymontować zasilacz wciągnąć trzeba też przełącznik napięć zasilających, niby takie dodatkowe działanie, ale jak się okazało  uratowało mi to omomierz nieopacznie pozostawiony na drutach. Co ciekawe przełącznik ten ma cztery pozycje 110V, 127V, 220V i 237V.
Czyżby GOST już przewidywał w siedemdziesiątych latach przejście na 240V? Chyba nie, nie mniej właśnie tą kombinację finalnie wykorzystałem. Radio się odezwało, na długich ładnie Warszawę I słychać, zaraz obok cisza - cóż znaczy średnie milczą, ale kolejny przycisk i sporo stacji – Rumuni? Czyli średnie to jednak trzeci przycisk – rzut oka na zdjętą górną pokrywę i wszystko jasne – zakresy tak poprzeplatane, że tylko po sporej dawce Ryskiego balsamu można tak projektować. Swoją drogą wszyscy się zachwycają tym specjałem, a ja jeszcze nie spróbowałem. Mam w barku kamionkowa butelkę, ale z taka legendą jako najbardziej szanowany, wręcz arystokratyczny trunek z sowieckich czasów, że żal otwierać – jeszcze poczeka. Doprawdy nie wiem co kierowało projektantami by tak nietypowo poprzeplatać te „diapazony’ fal. Ok, jest jak jest. Na UKF-ie (niskim oczywiście) generator słychać zatem i tor FM jakoś tam działa. Przestudiowanie schematu wyjaśniło tajemnice czterech przewodów z zasilacza wychodzących, dwa to +/-12V do zasilania całości elektroniki, a dwa to zmienne napięcie z transformatora tylko do zasilania żarówek, jeden odpięty. „modernizatora”. Mnie to średnio odpowiada, chyba lepiej jednak oryginalne rozwiązanie zachować. Usuwam jakieś takie dorabiane przewody – widać ktoś kombinował i w stronę przełącznika zasilania przeciągnął 12V i kabel od żarówek. Przywracam oryginalny układ połączeń. Jednak nie ma podświetlenia skali. Sprawdzam dwie żarówki – rezystancja okej, ale nie ma na nich napięcia. Znaczy się jest, ale tak 1,3V zmiennego- za mało by szeregowo połączone dwie 6,3V zaświeciły.  Po wyjęciu zasilacza mierzę napięcie dla oświetlenia – jest 12V zmiennego (ten odłączony zielony to była masa od oświetlenia właśnie), podpinam – nie świeci i na woltomierzu znów tak coś około 2V. Rozlutowuję przewody, mierzę oporność uzwojenia - jest kilka omów. Podłączam do żarówek – nic. Mierzę raz jeszcze oporność bez rozlutowania – rezystancja taka sama jak żarówek, Chwila to ile ma uzwojenie – wykręcam żarówkę, mierzę nie ruszając zasilacza – nieskończoność. Sprawdzam połączenia na płytce, przełącznikach – no wszystko powinno działać. Między zielonym, a czarnym megaomy a przedtem było kilka omów. Wadliwe okazało się fabryczne połączenie pomiędzy drutem uzwojenia transformatora a kablem wyprowadzającym – zimny lut. Już drugi.
Przeglądając bułgarskie strony o VEF-ach widać, iż pozbycie się żarówek i zastąpienie ich LED-mi to jak gdyby punkt honoru każdego
W górnym połaczeniu - zimny lut.
Po kilku minutach radio gra i świeci. Na żarówkach! Zakupione w międzyczasie LED-y o ciepłym żółtym świetle pójdą na coś innego. Mamy oryginalny układ, na oryginalnych elementach.
Kolejnym krokiem jest przestrojenie głowicy UKF na kapitalistyczne.
Opisy dla tego modelu są publikowane, ale jakoś tak niekompletne. Działania oparłem wzorując się na zapiskach kolegi ORAS z Moskwy. Wg publikacji - trzeba było wylutować dwa kondensatory – w obwodzie wejściowym i heterodyny oraz zmienić na większy jeden odpowiadający za zakres przestrajania. Nic o zmniejszaniu indukcyjności cewek ani o korekcji kondensatorów w obwodzie kolektora T1.
Podstawą działań było uruchomienie heterodyny w zakresie 97 do 119 MHz. Oczywiście okazało się konieczne odwinięcie dwu zwojów z cewki. Tak na dwa kroki  -najpierw jeden – za mało, później drugi. Cewki te nawinięte są srebrzanką 0,5mm, więc operacja o niebo przyjemniejsza niż np. w polskich Aniach. Tam drut jest elementem konstrukcyjnym i trzyma geometrię, a karkas chyba tylko  prowadzeniu rdzenia służy.
Odwijanie - drut po odwinięciu zwoju można przewlec na drugą stronę i zalitować - służy jako wyprowadzenie.
Z cewek L2 i L3 konieczne było usunięcie po jednym zwoju i co było do przewidzenia  - wycięcie kondensatora C11.
Operacje wykonałem z płytką głowicy w powietrzu – radio zagrało. Ładnie - od radia Pogoda (88,4MHz), do Radia Z 107,5MHz – czyli pełny „warszawski” zakres UKF. Nawet strojenie obwodów rezonansowych wzmacniacza było fajne – jak w mądrych książkach pisało. Cewką na dole, kondensatorem w górnych częstotliwościach. Przy okazji dało się zaobserwować słabą liniowość warikapowego rozwiązania. Zakres 88 – 89MHz zajmuje jedna trzecia skali (na niej to widać), a pod koniec stacje są na muśnięcie gałki. Gdyby nie ARCz to trudno byłoby utrzymać częstotliwość. Co gorsza trzy nastawne programowalne stacje są „zrobione” za pomocą potencjometrów o standardowym obrocie 270 stopni nie więcej a nie na wymyślnych wieloobrotowych.
Kłopot pojawił się w momencie składania głowicy, przed finalnym dostrojeniem. W powietrzu głowica, radio gra, przykręcona płytka, jeszcze bez osłony  – milknie. Opukiwanie, ostukiwanie na nic. Dopiero dosyć wysublimowane wygięcie płytki drukowanej, przykręconej w tym wypadku na jeden wkręt daje silniejszy sygnał. Ze dwie godziny zabawy, i tak i siak. W końcu najbardziej podejrzany się wydał obwód heterodyny. Cóż bierzemy lutownicę i szukamy. Najpierw próba cynowania ścieżek, może któraś okaże się pęknięta. Jedna z nich prowadziła do właśnie co wlutowanego kondensatora 220pF.
Co ciekawe - kondensator C16 zmieniany z 47pF na 220pF oznaczony jest na płytce jako C14.
A tam zamaskowany zimny lut, mój lut. Głowica ożyła i po problemie. Finalny montaż i podstrojenie trwało 15 minut. 
Trzy zimne luty w jednym radiu, jeden fabryczny, jeden  poprzedniego naprawiacza (który nie znalazł tego pierwszego) i ten jeden mój. Niech, że i tak będzie człowiek uczy się na błędach. Łatwiej na cudzych - mocniej na swoich. Po wyczyszczeniu obudowy, nasmarowaniu mechanizmów mam takie naprawdę pierwszej klasy radio, takiego klasyka.
40 lat to już coś jest. Ciekawe, czy Rīgas Melnais Balzams po czterdziestu latach też tak będzie smakował? No chyba, że razem z Tomkiem otworzymy wcześniej tą kamionkową butelkę.



poniedziałek, 20 marca 2017

Radio na dziesięciolecia czyli znów o solidności i dobrej robocie

Jest tak piosenka zespołu Kombi o pokoleniach -„każde ma Swój Czas” , ma Swoje Radio i Swój Program. Dla mnie jest to ewidentnie Trójka, nie tylko za przyczyną audycji Powtórki z Rozrywki, Zapraszamy do Trójki czy Listy Przebojów czy dziennikarzy takich jak Kornelusz Pacuda, Tomasz Mann, Maciej Zembaty czy Marek Niedźwiecki – cała lista tutaj.  Niestety ostatnimi czasy ten program się zmienia, mam nadzieję, że oprze się temu duchowi zmiany, „dobrą” nazywaną. Ale dla osób starszych, tak jedno pokolenie przed, to w sumie był jeden program – Warszawa I. Od wielu, wielu lat w tym samym miejscy na skali (z 227 na 225kHz przesunięte), zawsze na falach długich. Tak jeszcze przed pokoleniem UKF (czyli moim), to właśnie Program Pierwszy miał nie tylko najsilniejszy nadajnik, ogólnopolską antenę, Matysiaków, ale także wierne rzesze słuchaczy.
W pierwszych latach po wojnie słuchało się na tym co było, z cudem pozyskanych odbiorników, pierwszych Pionierach czy ORION-ach czy też innych zagranicznych. Za luksusowe uchodziły importowane odbiorniki  jak np.  STERN 5E61-C.
Były to jedne z pierwszych produkowanych w DDR, w świeżo znacjonalizowanych zakładach Graetz-a. Model powinowaty trochę z Graetz z 1939 roku. Jeden taki trafił do mnie od kolegi, tak aby ożywić. Piotr nie bardzo wierzył (tak mi się zdawało) w powodzenie operacji, ja zaś napędzany siłą zobowiązania do naprawy już bardziej się zmobilizowałem. Radio w stanie rzekłbym idealnym, ładnie zachowa, ale ze skazą -  informację tą kolega przekazał dopiero w momencie wkładania do bagażnika, że tam chyba jedna lampa jest tranzystorem zastąpiona (!?!). Oj będzie pełna lampizacja!
No na szczęście była to tylko jedna dioda krzemową.
Oprócz niej także EF22 w dorabianym przecokołowaniu EF11 udawała. Radio powstało w bardzo solidnej konstrukcji mechanicznej, montaż jeszcze nie chaotycznie-przestrzenny, ale na porządnie obsadzonych płytkach bakelitowych, ładnie kabelkami poprowadzonych. No po prostu solidna niemiecka robota.

Radio jak widać po katastrofie energetycznej – bo z nowym trafo (coś mi ono przypominało) a do podstawki dioda półprzewodnikowa przylutowana. 
Okazało się, że transformator jest dostosowany do dwu-połówkowego prostowania, zatem wracając do lamp postanowiłem wykorzystać zalety nowokupionej AZ11 w całej krasie.
Sempel DOBRE można dostrzec. No nie jest to 100% niemieckie radio.
Przy okazji okazało się, że po kilka zwojów trzeba było z żarzenia poodwijać, by nominalne 4V i 6,3V uzyskać. Dokładnie wyszło troszkę ponad, ale w limicie 10%.
Zamiast osiowych wymiennych radioskalowych żarówek wlutowałem też osiowe 6,3V 100mA.
Świecą jasno i ładnie podświetlają skalę.
Jej czyszczenie – makabra – tylko suchą szmatką i wacikiem.
Uzyskałem bardzo, bardzo ładny odbiór na falach długich, po zestrojeniu także na średnich. Krótkie były oporne, ale zapoznanie się z publikacjami z lat pięćdziesiątych (Jak czytać schematy radiowe) pozwoliło wyłowić i usprawnić przyczynę – urwany przewód licy w cewce krótkofalowej.
Jak pan Klimczewski ponad 60 lat temu publikował – sprzężenie anteny z obwodem fal długich i średnich jest pojemnościowe – przez kondensator 5nF (zresztą jego wymiana na inny poprawiło czułość i w tych zakresach), a na falach krótkich indukcyjne.
Schemat zamieszczony w książce - wcześniego STERN-a.
I najdokładniejszy - na spodzie odbiornika.


Po przywróceniu obsady lamp i powrocie do normalnego układu (nie licząc tego prostownika) oddałem radio koledze, a on przekazał je swojej mamie. Właścicielce tego odbiornika od dziesięcioleci. Fotografia niech powie wszystko.
Ja ostatnio jakoś tak coraz częściej słucham Jedynki. Nie wiem czy to dziennikarstwo które tam jeszcze jakieś  takie solidniejsze, czy też głos inaczej modulowany , a może  wiadomości drogowe przed każdą pełną godziną działają? Czy może człowiek się starzeje i cóż – warto posłuchać czegoś solidniejszego, z solidnie zbudowanego radia. Tak na dziesięciolecia, nie na okres gwarancji.


czwartek, 2 marca 2017

Przystrojenie UKF czyli dwie, a właściwie trzy małolaty z Bydgoszczy.

Pasja radiowa, jak każda inna, rzekłbym ma swoje „odcienie”. Dla mnie takim wiodącym tematem jest UKF i to ten najwcześniejszy. Może to za przyczyną MAJI 2, które to radio było pierwszym „moim”, może  to za przyczyną domowego Menueta (tak naprawdę to jemu tego UKF-u brakowało). Wszystko to co się wiąże z powstaniem, rozpowszechnieniem i użyciem modulacji częstotliwości jako metody komunikacji radiowej – to mnie wciąga i napędza. Z tego przymusu, już z rok temu z okładem, kupiłem takie radio niepozorne, firmy co do której sentymentu nie mam wcale, ale za to bardzo ładnie zachowane i bardzo, bardzo ciekawe radyjko. Siemens z 51 roku z wbudowaną przystawką UKW. Czyste płótno, bez zniszczeń w drewnie, szkle, tekturze czy bakelicie. Staroświeckie w wyglądzie i z magicznym napisem – UKW na skali.
Gałesczki z boku.
Co więcej w środeczku czysto i porządnie, nawet papierowe kondensatory ładnie wyglądające i ogólnie super.
Nazwa też Super Special 51. Już zrobiłem parę zdjęć, rozłożyłem się w warsztacie gdy …
gdy teściu przekazał mi dwa swojej radyjka z prośbą bym coś z nimi zrobił bo: obydwa zepsute, jedno to tylko szumi, a drugie się nie da słuchać. Radyjka, jak to radyjka taka produkcja przełomu systemu, może osiemdziesiąte może początek dziewięćdziesiątych, jeszcze niski UKF, trochę zmanierowane, ale dające znaki życia. Obydwa to w zasadzie to ten sam model ANIA, różniące się obudową i skali kierunkiem. No cóż robić biorę dwie małolaty do piwnicy, i to bez sprzeciwy żony, na teścia polecenie. No - pobawimy się.
Ta starsza R-612 okazała się całkowicie wierna staremu systemowi – generatorem PGS21 napędziłem ją do odtwarzania w zakresie OIRT-u 65-74MHz, czyli nie przestrajana. Młodsza R-613 w gorszym trochę stanie technicznym dawała posłuchać coś na tym współczesnym UKF-ie, ale słabo i strasznie zaszumione. Była zatem zmuszana do pracy w nowym systemie.
Opierając się o opis z Praktycznego Elektronika z 1999 roku (scan na Elektrodzie) przystąpiłem co prędzej do nawracania na obecnie panujący system.  Na początek troszkę teorii. W odbiorniku tym ( innych pochodnych, że wymienię TOLĘ, LIZĘ i ZOSIĘ)  istnieją 4 obwody rezonansowe w samej głowicy.
Niebieski - antenowy, kolejno -wejściowy, kolektorowy i heterodyna.
Pierwszy nazwijmy go „antenowy” składający się z C1 i pierwotnego uzwojenia TR1. Właściwie trudno się tu dopatrywać jakiegoś specjalnego transformatora – ot po kilka zwojów na rdzeniu ferrytowym.

Uzwojenie wtórne wraz kondensatorami C2 i C3 w szereg połączonymi stanowią obwód wejściowy wzmacniacza. Tu proszę upraszczam, oprócz kondensatorów sensu stricte, istnieją pojemności (a i indukcyjności także), które dopełniają te skupione w elementach. Te obwody nie są strojone, ich dobroć jest na tyle słaba, że powinny przenosić całe pasmo UKF (górne lub dolne) bez specjalnej zmiany wzmocnienia (tłumienia znaczy się). Kolejny to obwód rezonansowy w kolektorze tranzystora T1 i jest to obwód strojony.
Złożony jest też bardziej, oprócz indukcyjności L1, którą to rdzeniem możemy nastawiać, jest tam aż kilka kondensatorów. Po kolei C5 – no tego jakoby nie było, bo 4,7nF dla 100MHz to prawie zwarcie i jego rola tylko w stałym prądzie i zasilaniu T1 się liczy. C6 już pracuje całą swoją pojemnością w obwodzie rezonansowym. A poprzez C7 podłączone są równolegle dwa: C8 – przestrajający i C9 trymer z nim zrównoleglony – obydwa w agregacie zabudowane. C7 ma za zadanie dopasować, a dokładniej zawęzić zakres przestrajania obwodu. Dla OIRT było to tylko 74-65=9 MHz – tym prostym sposobem cały zakres obrotu kondensatora  wykorzystano. Przy CCIiR zastępowany jest zwoją – w sumie idzie to przez ponad 20MHz się przestroić. Czwartym obwodem w głowicy, który nas szczególnie interesuje to heterodyna. L3 jest cewką (też rdzeniem nastawną), stały kondensator to C18, podobną rolę jak C7 ma C17, trymer to C15, a przestrajany to C16. Jak napisałem, po całej wielkiej operacji przejścia na górny UKF, prawie 10 lat trwającej i przestrojeniu dziesiątek czy nawet setek tysięcy odbiorników różne gotowe przepisy powstawały.
Chociaż łatwo z nich korzystać i zazwyczaj dawały dobre rezultaty to jednak poznanie i zrozumienie roli poszczególnych elementów wnosi taki element edukacyjny – człowiek dokładnie wie co robi. I to sprawia przyjemność.
Jak wspomniałem pierwsze radyjko, to nieprzestrajane, potraktowałem dokładnie zgodnie z opisem z Praktycznego Elektronika roku. Zakres zmian jest tam dobrze opisany. Z największych wyzwań to było odwinięcie dwu zwojów z cewki heterodyny.
Troszkę nieostre wyszło.
Udało się, no może cewka po tej operacji nie wyglądała jak prosto z nawijarki, ale indukcyjność się zmniejszyła.
Kondensatory C7 i C17 zworami zastąpiłem, inne pozmieniałem. Małe zaskoczeni mnie spotkało w samym obwodzie wejściowym gdzie C1 było 27pf, a nie 75 pF – porównując z innym egzemplarzem doliczyłem się innej liczby zwojów na TR1 – to i pojemność mniejsza.

Podobne wartości znalazłem na schemacie Zosi – widać zmiana produkcyjna.
Uruchomienie zaczynamy od końca, ustawiając f_max (108+10,7=118,7MHz) i f_min (88,5+10,7=99,2 MHz) lub coś bardzo w pobliżu. Do pomiarów użyłem odbiornika SDR (jak u WEGI) ale przestrajanie góra/dół, góra/dół było dokuczliwe (klikać na ekranie trzeba) to też posłużyłem się pewnego rodzaju wybiegiem. Dolną częstotliwość stroiłem na 98,3MHz – stojące obok radyjko, odbierające RMF Classic było zakłócane, gdy strojąc rdzeniem cewki L3 heterodyny (przy zamkniętym agregacie) do tej częstotliwości się zbliżyłem. Góra już ekran SDRSharp pokazywał – tu stroimy C15 na agregacie otwartym oczywiście.
Bez większych problemów udało się ustalić takie położenie trymera i rdzenia cewki, że zakres przestrajania został pokryty. Rdzeń bardzo przy tym wysunięty był, dla pewności kropla wosku go umocowała. Radio ożyło, zrazu słabiutko, ale korzystając z generatora, podając na przemian sygnały 88MHz i 108MHz zmodulowane częstotliwościowo, a mierząc za pomocą V640 wyjście m.cz. udało się dobrać optymalne ustawienie. Odradzam strojenie na słuch, jeżeli ktoś ma tylko możliwość niech korzysta z przyrządów – ucho zawodne jest. Przynajmniej moje. Analogicznie jak w przypadku heterodyny kręcąc rdzeniem L1 (dla dołu) i trymerem C9 (góra) starałem się uzyskać możliwie największą silę sygnału dla dwu częstotliwości jak powyżej. Dwa strojone obwody mamy gotowe. Pozostałe winny być tylko przez wymianę kondensatorów skorygowane.
 Jakoś jednak w opisie Z Praktycznym Elektroniku nic nie było na temat wymiany C2 i C3, to tutaj kierowałem się innymi poradami i zależnością która  łączy Henry i Faraday-e do Hertz-ów sprowadzając - tu skorzystałem z innego opisu. Ważne by zmniejszając ich pojemności zachować wzajemne proporcje – one stanowią dzielnik dopasowujący impedancje obwodu do wejścia wzmacniacza tranzystorowego. A dopasowanie impedancji ważna rzecz – decyduje o wzmocnieniu.
Drugie radyjko to R613, już było z lekka przestrajane, C6 i C18 wylutowane, rdzeń wykręcony.
Wytęż wzrok i znajdź - ślady przestrajania.
Niestety było w kiepskim stanie zewnętrznym – brak rączki, jednego pokrętła, zabrudzone jakimś klejem – że koniecznym było znalezienie dawcy. Trafił się – kilka kilometrów od domu za kilkanaście złotych. Ku zdziwieniu i radości w całkiem przyzwoitej formie i stanie. Z lekka tylko  ochlapana farbą  obudowa (na szczęście emulsyjną – zeszła pod gorącą wodą) zajęła kolejna ANIA ona miejsce tej drugiej. Co ciekawe też była „przestrajana” – ktoś na tyle podniósł częstotliwość heterodyny, że jedna stacja była z wysokiego UKF-u była łapana – Radio Maryja 89MHz. Widać starczyło.
W trakcie walki o uratowanie tej drugiej R613, próbowałem kwasem fosforowym doczyścić styki baterii – rdza nie zeszła, ale tylna pokrywa nabrała koloru z lekka blond.
Stykom kwas fosforowy nie pomógł.
Tak to z chemią trzeba uważać, najlepsza woda i mydło.
Ale obudowie - zaszkodził.
Traktuję tą zabawę z tranzystorami jako taką odskocznię od lampowych zabytków, bo w pewnym wieku to nie należało by się określić. Chociaż, czy ja wiem, i ten plastik pewien urok posiada.
A jeszcze jedna uwaga sugestia – wypraktykowałem, że dużo lepiej w tych, tranzystorowych posługiwać się malutką lutownicą – niespełna 10W na 12V. A starą mocną kolbę zachować na te „bardziej zasłużone”. Niech zaznają gorąca.
P.S. kolejne dwie Julki czekają na naprawę, też z Bydgoszczy. Oj, będzie Stereo!
A u teścia w kuchni jest jeszcze Zosia, gra na CCIR ale z przełącznikiem – czyżby z konwerterem była?
Kuchenne - to i troszkę zachlapane - jak to w kuchni bywa.




czwartek, 16 lutego 2017

Czysty eter, czyli odbiór na kiju od szczotki.

Zmorą dla mnie jest powszechność wszelkiej maści zakłóceń elektromagnetycznych, dla słuchacza radia przekształcających się w mniej lub bardziej dokuczliwe dźwięki. O ile przed wojną posiadacze elektrycznych dzwonków do drzwi byli głównymi sprawcami tych nieszczęść, to w okresie powojennym oskarżano o to np. przemysł, czy komutatorowy sprzęt elektryczny. Chociaż na krótkich falach , tam gdzie RWE czy Głos Ameryki nadawał zakłócenia pojawiały się jakieś takie inne. W chwili obecnej, przy powszechności   i mnogości przetwornic, falowników itp. To sama sieć elektryczna sieje tyle zakłóceń że czasami nic innego nie słychać. No może jedynie żarówki, prawdziwe żarowe  żarówki są bez winy, ale zakazane. U mnie na Gocławiu, najwięcej dokucza „inteligentny” licznik RWE czy jak to teraz nazwali Innogy. Dlatego też, korzystając z tygodniowego wypady w góry postanowiłem obadać jak odbiera się na czystym eterze. Do eksperymentów użyłem właśnie co zbudowanej przez syna, jako pracy inżynierskiej, anteny mini-whip pomysłu holenderskiego krótkofalowca Roelof-a Bakker-a  PA0RDT
Syn się obronił (dumny jestem), a jeden z egzemplarzy się wytrzynaścił i … pojechał na ferie do Bukowiny. Nie mam specjalnego masztu, więc posłużyłem się poradą – „wystaw za okno, choćby na kiju od szczotki” – jak komuś ktoś, na jakimś forum, ktoś poradził. Za pomocą trytytek (na nich Świat się ponoć trzyma) przymocowałem część aktywną anteny i 50‑omowym przewodem sprowadziłem do zasilacza.
Dumna nazwa – zasilacz, ot bateria 6F22 i kilka elementów, ale wszystko zgodnie z rekomendacją PA0RDT, nawet dioda Shottkiego, by woltów nie tracić. Ponieważ dostał mi się jeden z prototypowych egzemplarzy, to  charakteryzował się też prototypową sprawnością działania, raz działał, raz nie. Ugiął się w obliczu lutownicy i wydał zasilenie.
 Kilka słów wprowadzających co  do samej anteny. W historii radiotechniki antena to element o pierwotnym  znaczeniu. Nie ma radia bez anteny. Na początku, w dobie nadajników iskrowych i anten w postaci rozciągniętego przewodu – antena typu LW (long Wire), ich długość nadawała nadajnikowi  główną częstotliwość – w końcu drut to forma rozciągniętego obwodu rezonansowego. Po długości indukcja, po końcach pojemność – żeby tak skrajnie uprościć. Rozwijała się radiotechnika – rozwijały się anteny. O ich formach, kształtach, zaletach i wadach napisano ładne kilka(-dziesiąt, -set?) książek i poradników  – których to lekturę serdecznie polecam.

Pryncyp działania anteny mini-chip skupia się pozyskiwaniu głownie części elektrycznej z całego pola elektromagnetycznego, odwrotnie niż przy ramówkach czy też antenach ferrytowych, które to na magnetyczną część fali swoje zwoje nadstawiają. Kawałek  powierzchni z płytki drukowanej stanowi jedną okładzinę kondensatora, drugą powierzchnia Matki Ziemi, a słabawy ładunek elektryczny indukujący się na onej okładzinie jest wprowadzony na bramkę tranzystora polowego.
Tam bez wzmocnienia napięcia następuje transformacja impedancji wejściowej na o rzędy mniejszą, już godną napędzić prądem bazy bipolarny  tranzystor, z którego to stopnia wyjściowego już 50om stanowi, zgodnie z kabla falową impedancją. Dwa te aktywne wtórniki nie podnoszą napięcia, ale moc sygnału zwiększają właśnie poprzez tej impedancji obniżenie.  Z anteny poprzez zasilacz (dodający składową stałą  - do zasilania) sygnał został skierowany jest do tzw. upconvertera – gdzie na zasadzie znanej z mieszacza w odbiorniku superheterodynowym przekształcony jest w sygnał o 75MHz większy. Tak, aby go można za pomocą odbiornika SDR (tego samego, co u WEGI) odebrać.
Upconverter zbudowałem w oparciu o pomysł, płytkę i cześć elementów przygotowaną przez kolegę Marka - SQ7HJB. Montaż zgodnie z instrukcją, bez specjalnego strojenia pozwolił pozyskać  całość  w posklecanej i drutem połapanej formie, ale działającej komputerowej instalacji  do odbioru radia. Działało.
Takie warunki polowe, nie mniej działa!
Wieczorem przyjemnie było posłuchać stacji na falach krótkich, średnie były średnie, ale i PR1 udało się odebrać. No może częstotliwość kwarcowego rezonatora nie była dokładnie 75MHz, zatem odbiór o kilka kHz na skali był przesunięty. Działa, da się chińczyków po polsku mówiących posłuchać i to jest najfajniejsze.

Drugi test polegał na podłączeniu anteny do klasycznego odbiorniki radiowego. Były już takie testy wykonywane w Warszawie, za odbiornik służył ładny Loewe-Opta. Odbiór był zdecydowanie lepszy niż na antenie typu KD zazwyczaj u mnie stosowanej w warunkach miejskiej zabudowy. Od razu wyjaśniam, że KD to skrót od Kawał Druta.
Tu za odbiornik posłużyła Julia Stereo, już drugi czy trzeci raz nam w Bukowinie towarzysząca.
Nie ma ona dedykowanego gniazda antenowego dla AM, jak np. Salut 001. Kolega Tomasz mnie ostatnio kusi przeogromnie bym go osłuchał, i z Julką porównał. 
Salut 001 w kuchni u Tomasza.
Opieram się ile mogę – wiem, że Tomasza "radiozagadki" są trudne i wiele praktycznej wiedzy wymagają.

Podłączając zatem wyjście z anteny (przez zasilacz), ale już bez upconvertera rzecz jasna, gorącym przewodem do anteny teleskopowej, a masą do masy uzyskałem … mało co uzyskałem. Wskaźnik siły sygnału pokazywał lekko wyższy poziom sygnału przy aktywnej antenie. Radio było prawie tak samo czułe na falach krótkich.
Jednak inna rzecz mnie ucieszyła - znacząca różnica w jakości odbioru. Z anteną mini-whip sygnał jest wyraźnie czystszy - zakłócenia lokalne są zdecydowanie mniej słyszane. Antena aktywna nie jako forsuje swój sygnał - w końcu ma tylko 50-omową impedancję i to ona rządzi. Brak poprawy na falach średnich i długich - tam pracuje głównie antena ferrytowa. Zupełnie jak bym podpinał sam kij od szczotki, a nie dwustopniową aktywną antenę, na kiju onym osadzoną.
Salut ma dedykowane wejście do anteny AM.
Chyba ściągnę do Bukowiny inne radio np. lampowego EAK 65/51, z czasów gdy antena i uziemienie porządnie musiało być zrobione. Radio które pomimo, że tylko jeden zakres krótkich posiada to może się pochwalić precyzerem.

Ten czysty eter kusi, tak z dala od sieci elektrycznej, gdzieś w lecie gdy nie będzie dziesiątków wyciągów narciarskich, każdy po mocnych kilkadziesiąt kW, do późnej nocy działających, a i innych tam lamp wyładowczych stoki doświetlających. Gdzieś w ciepłe noce sierpniowe  popróbować różne anteny (LW. KD, ramowe i inne), a może nawet zorganizować Zlot Detektorowców i  Bateryjniaków, och marzy się! Byle do wiosny.

Musze kończyć, bo śnieg ma padać i miotła do innych czynności potrzebna.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Wielka Warszawa czyli smog w eterze

Takie trudne czasy nastały, w warszawskim (i nie tylko) powietrzu wisi pył, stężenia wielokrotnie większe niż dopuszczalne.  Nie bardzo jest czym oddychać, ciężko żyć. Pełno zanieczyszczeń, ludzie wchłaniają wszelkiej maści syf, który zatruwa ich organizmy. Spróbować uciec, niestety do Bukowiny daleko, muszę jeszcze kilka dni poczekać do wyjazdu.
Nowy Targ z Roli Galicowej (nie) widziany.
Stojąc w korku w Dolince Służewieckiej spróbowałem posłuchać Radia Country 1026kHz. Niestety propagacja słaba, a do tego jakieś silne CB przebija się siejąc po całym widmie. Prawie słychać co sąsiad z wypasionego auta myśli o tym wszystkim. Ponieważ ładnych kilkanaście minut muszę w tej kawalkadzie odstać, z nudów pobawiłem się UKF-em. Zaczynając od dołu od radia Pogoda, kilkaset kHz wyżej Radio Maryja – akurat dosyć charakterystyczna audycja leciała - wiadomo. Jeden z najsilniejszych warszawskich nadajników. Kilka stacji, znów to samo, RS już tak na 44 (sygnał słaby ale do słuchania) - 89,5MHz.  Kolejne przestrojenie w górę znów, znów i znów. Doliczyłem się 9 pozycji o jakości nadającej się do słuchania, zanotowałem by sprawdzić skąd te FM-owe DX-y. Dzięki wykazowi nadajników znajduję: 89,0 –Warszawa, 89,5 – Węgrów, 91,8 Ciechanów, 92,7 Wyszków, 99,8 Grójec, 107,2 KIELCE !, 107,9 Ryki.
Odnoszę wrażenie, że to najwyższa koncentracja, takie maksymalne stężenie sygnału w eterze, tak na granicy ludzkiej wytrzymałości. Oj, radiowo Wielka ta Warszawa, większa niż w nowej mapie obwodów wyborczych. Radio Maryja jest bardzo silne od strony nadawczej – 126 nadajników lokalnych to ponad dwa razy więcej niż PR1!
Dla mnie jest dużo ciekawsze od tej drugiej – odbiorczej. Otóż natrafiłem na dwa typy odbiorników, których wartość kolekcjonerska jest rosnąca. Wiem, że była jeszcze taka wersja kostki dzierżoniowskiej.  Były onegdaj, na początku istnienia tej toruńskiej rozgłośni rozprowadzane przez parafie czy inne około kościelne instytucje odbiorniki takie do słuchania tego Radia. Było to jednocześnie przeniesienie dużej grupy słuchaczy z zakresu fal długich na UKF i to górny.
Raz był na Tablicy.pl - nie udało się kupić.
Napotkałem dwa takie „specjalne” odbiorniki – jeden to odpowiednio omarkowany OKEAN z grodzieńskiej fabryki Radiopribor. O trzecim można poczytać na stronach unitraklub.
Radio z dwoma zakresami FM i jak widać po fotografiach w internecie promowana na zagranicę. Dla mnie ciekawy jest schemat – w zasadzie dziwny, bardzo dziwny.
W większości konstrukcji polskich i nie tylko z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych takich tranzystorowo-scalakowych to integracja zaczynała się od wzmacniacza m.cz. UL14… jak w warunkach krajowych, a tu mamy inaczej – wzmacniacz m.cz do cna tranzystorowy za to cały tor radiowy w mikrosystemie KXA058 zamknięty.. Pozyskane z Internetu zdjęcia onego hybrydowego potwora pokazują jeszcze większą grozę.
No takie fajne radyjko – do określonej stacji słuchania przeznaczone, a w środku diabeł wcielony sowieckie tranzystory szczerzy.
U kolegi w Łodzi widziałem inne radyjko z tą rozgłośnią powiązane – no forma dziwaczna, trudno małoseryjna produkcja i na projektanta nie starczyło. Na froncie podane częstotliwości kilku nadajników. Ciekawostka taka, wręcz jak z początku UKW,
Podziękowania za udostęnienie zdjęć koledze z Łodzi.

gdzie to niemieckie radia miały te kilka nadajników opisane. Za to środek całą prawdę pokazuje, montaż tzw. pseudo-przypadkowy, niestaranny i widać, że 100% chałupniczy.
Z zewnątrz coś złotem śliczność udające, ale środek prawdę pokazuje.
Strach się bać.

Wyskakując do Bukowiny na kilka dni postanowiłem powtórzyć eksperyment z obsłuchaniem UKF-u pod kątem dostępnych nadajników toruńskiej fali. Złapałem, aż pięć: od Bielska 88,4MHz poprzez Kraków 90.6MHz, słabo słyszalną Krynice 93.1MHz po przepotężne Zakopane 96.3MHz, aż do Katowice103.7MHz. Co ciekawe nie było Turbacza  95,5MHz. Częstotliwości o połowę mniej niż w stolicy, ale gdzie malutkiej Bukowinie do Wielkiej Warszawy, tam to teraz na terenie Metropolii to i z kilkanaście  nadajników będzie.

A, i jeszcze ciekawostka – przeskakując z częstotliwości na częstotliwość to znalazłem radio gdzie różaniec prowadzony był po łacinie. Watykan? Chyba nie. No może, że z samej Góry nadawali, tylko to co potrzebne - modlitwę. Bez tłumaczenia rzeczywistości i czegoś co „publicystyką” się zowie. Takiej ładnie opakowanej, ale od wewnątrz …

W Bukowinie smog też mniejszy, aż żal patrzeć na Nowy Targ spowity w mgle, która ma zapach i smak jak z rury wydechowej. Byłem – powąchałem i uciekłem na górę.
Tu i eter czystszy.
Zastanawiał mnie brak odsłuchu na 95,5MHz - czyżby ten smog fale radiowe zatrzymywał?

Cóż powiedzieć - siła nadajników Radia Maryja jest wielka, może chociaż przez przejściem na DAB+ nas ochronią - dzięki wpływom Ojca Dyrektora pozostaniemy przy FM. W końcu prawie sąsiadami jesteśmy - na Rynias nie daleko.