poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Wobuloskop idealny czyli wyższa matematyka w wykonaniu lampowym.

Zawsze gdy zwiedzałem (zamknięte już niestety) Muzeum Techniki w PKiN pamiętam ogromny  komputer ARR (Analizator Równań Różniczkowych) – z kilku szaf złożona konstrukcję, z (jak mi się zdaje)  aż kilkudziesięcioma  lampami oscyloskopowymi. Konstrukcja Prof. Łukasiewicza z roku 1954!
ARR w oryginalnym wykonaniu
Wielką maszynę analityczną służącą do rozwiązywania jak nazwa wskazuje - równań różniczkowych. Nie wiem co pomogła obliczyć, ale jej rozmach, wielkość  i dodatkowo prezentacja wyników na zielono świecącym oscyloskopowym ekranie jest w jakiś magiczny sposób fascynująca. Na kilkudziesięciu ekranach, niektóre z dodatkową optyką  – jeszcze bardziej fascynujące.

W dalszym ciągu moim oczkiem w głowie jest wobuloskop, taki jak sobie wymarzyłem, wygodny, precyzyjny i koniecznie z zielono świecąca lampą oscyloskopową. Miałem już Selektrograf K(31, ale poznałem jego „zalety” i … trafił w inne ręce, potem był generator-wobulator K937, ale ten przeraził mnie ilością gałko/analogowych nastaw i nie bardzo przypadł mi do gustu.
Selektrograf K931 - Egzemplarz z Muzeum Energetyki - więcej zdjęć na stronie Pana Adama
Meratronik K937 w wersji na rynek niemiecki (DDR chyba?)
Kolejny to kombajn z Żytomierza, spędziłem nad nim ładnych kilkanaście wieczorów, poznałem i budowę, i technologię, zalety i wady.
Służy do dziś, ale trochę dokucza taką przaśnością i trudnością w obsłudze. Budowany cyfrowy wobulator zaś troszkę w nieład popadł, gdy software przyszło pisać. Jakiś taki "sprzętowy" jestem.

Niby coś tam kiedyś robiłem w językach niskiego poziomu, ale to raczej nie mój świat. Ostatnio zawitał kupiony okazyjnie TEST, zobaczę co z tego będzie, liczenie markerów też jakoś tak nie bardzo mi się podoba. Ciągle to nie to.
W poszukiwaniu ideału cały czas wertuję Internet  i (jak to było już kilka razy) chyba jestem bliski – znalazłem konstrukcję, która jest  prosta, jednofunkcyjna (tyko 10,7MHz) i jakoś tak mi się podoba.  No może trochę słabo to opisane, za to z pełnym schematem ideowym. Budujemy!
Na kawałku płytki uniwersalnej (prototyp znaczy się, będzie jedna sztuka) rozpocząłem montaż.  Tranzystory dokładnie takie jak oryginale (tanie są i dostępne), scalaki też złotówkowe (no góra 2zł za sztukę).  Rozpocząć należy stopniowo i uruchamiać po kolei. Zasilacz +/-8V na sam początek.
Zasilacz.
Transformator coś z 12zł kosztował, ale mały i do wlutowania. Napięcia na wyjściu miał mieć 8,5V, tyle że jak prostownik dwupołówkowy podbił o pierwiastek z dwu a i 240V (zamiast 220V) dodało to ładne kilkanaście woltów na kondensatorach się pojawiło. Martwię się czy malutkie 78L08 i 79L08 wytrzymają mocowo. Zobaczymy.
Po zasilaczu kolejnym podukładem to oczywiście generator piłokształtny. Nie miałem do tej pory dużo do czynienia z NE555, w moich czasach jakoś częściej używałem MCY7855  zamiast ULY7855.  Zmontowałem układ razem z dwoma tranzystorami PNP (o tam na górze) i nawet FET-a z elementami (dioda i rezystor) w bramce wstawiłem – kończąc na kondensatorze od wzmacniacza operacyjnego.  Działanie układu nie było dokładnie opisane,  ale do pryncypu działania i zastosowania każdego elementu łatwo doszedłem. To typowy człon całkujący, matematycznie opisany - napięcie na kondensatorze jest liniową funkcją czasu i prądu ładowania, jako stała całkowania C – to pojemność kondensatora. 
Opis układu całkującego. L. Łukasiewicz - Elektronowy Analizator Równań Różniczkowych "ARR" i niektóre jego zastosowania.
No może po za tym, że z początku układ w żaden sposób nie dział. Tu po sprawdzeniu połączeń okazało się że wyprowadzenie nr 4 powinno trafić do +8V, a nie do masy. Ewidentny rezultat pracy na płytce uniwersalnej – łatwo o pomyłkę.

Zatem opisując układ:
Generatorem napięcia piłokształtnego jest układ NE555, gdzie kondensator C4 jest ładowany stałym prądem ze źródła prądowego. Zapewnia to liniowe narastanie napięcia. Samo źródło prądowe zbudowane jest w układzie tzw. „lustra prądowego” na tranzystorach Q1 i Q2. Ciekawy to układ, gdzie równość napięcia UEB w obydwu gałęziach zapewnia „kopiowanie” prądu z jednej gałęzi do drugiej. Zatem prąd ładowania kondensatora regulowany przez tranzystor Q2 jest zadawany prądem płynącym w gałęzi Q1, R5 (15k) i Q3 – tranzystora polowego, pełniącego rolę klucza. Szybkość narastania napięcia piłokształtnego określa głównie (pomijając kilkuset omową rezystancje RSDon tranzystora polowego w pełni otwartego) rezystancja R5 i pojemność C4. Układ generuje ładne piłokształtne przebiegi – na kondensatorze nie na wyjściu układu 555. Elementy na wyjściu OUT układu 555 (R6/R7/D2 i D3) w tym układzie nie mają żadnej praktycznej funkcji , no może po za kontrolą zasilania (jedna świeci) i generacji (druga miga).
Układ ten w celu generacji znacznika  na przebiegu piłokształtnym generuje „schodek”, który zatrzymuje na chwilę wzrost napięcia i w konsekwencji zatrzymuje promień oscyloskopu w osi X a w konsekwencji powoduje jaśniejszy punkt na przebiegu jako znacznik określonej częstotliwości wobulatora. człon różniczkujący  (w ARR nie występujący). Napięcie na wyjściu komparatora (U1A) jest różniczkowane w układzie C4/R2.  Kolejna matematyczna operacja w tym układzie. W momencie gdy napięcie na kondensatorze podłączone do ujemnego wejścia wzmacniacza przekroczy napięcie ustalane potencjometrem, wyjście wzmacniacza skokowo zmienia się z dodatniego na ujemne i przeładowuje kondensator C3, tworząc impuls markera.
Zatrzymanie to jest tworzone jest poprzez zatrzymanie prądu ładowania poprzez lustro prądowe sterowane tranzystorem Q3. Impuls napięcia ujemnego na bramce tranzystora powstaje w momencie przeładowania kondensatora C3 i jest określony poprzez stałą czasową C3/R4. Tutaj matematycznie mamy różniczkowanie. W ARR nie występujące.
Bardzo pomocne do zrozumienia działania układu 555 oraz lustra prądowego są wspaniałe edukacyjne filmiki publikowane na kanale RS Elekronika – serdecznie polecam, mnie pomogły.

Pozostałe wzmacniacze z układu TL074 dostosowują napięcie piłokształtne z układu 555 do sterowania odchylaniem X oscyloskopu tak by było symetryczne i odpowiednio wzmacniają napięcie do przestrajania diody pojemnościowej. Elementy te kolejną matematyczną operację – sumowanie.
Opis sumatora. L. Łukasiewicz - Elektronowy Analizator Równań Różniczkowych "ARR" i niektóre jego zastosowania.
W tej chwili zatrzymałem się na tym etapie budowy konstrukcji, głównie z racji wakacyjnych wyjazdów. Jest czas by przemyśleć dalsze kroki takie jak: pomiar częstotliwości generatora w punkcie znacznika (schodka) czy szczegóły budowy samego generatora w.cz.
Zmontowanie i przećwiczenie  tego układu dało mi dużo satysfakcji, ale tak troszkę się boję o całość konstrukcji – czy uda się skończyć?

Chociaż może ktoś, kiedyś wykorzysta moje doświadczenia do zbudowania idealnego wobuloskopu.
Polecam działanie, troszkę podpatrzyć, przemyśleć, podziałać i przekazać innym.
No i różnicową maszynę Babbaga udało się skończyć i uruchomić – tak ponad 150 lat po pomyśle.  Dobrze by było zachować, a może i uruchomić ARR - ot tak by ćwiczyć i uczyć się matematycznych pryncypiów w elektronicznym wykonaniu.

piątek, 13 lipca 2018

Cztery gałki i czeski błąd czyli dlaczego nie lubię francuzów

W pierwszym zdaniu oświadczę: Nie lubię francuzów!
Celowo zapisałem z małej litery, gdyż w żadnym razie nie odnosi się to przysłowiowych „zjadaczy bagietki i spleśniałego sera, winem popijanych”. Tych lubię, cenię i bardzo szanuję, za swoistą odmienność też. Natomiast odbiorniki radiowe, te francuskie jakoś tak omijam szerokim łukiem. Po prostu nie podobają mi się. A zwłaszcza te lampowe z lat czterdziestych i pięćdziesiątych. 
Wyordamentowane i obłe kształty, cztery gałki – dlaczego cztery? – dwie wystarczą.
Ale trudno – takie radio wyładowało u Zygmunta, z prośbą o naprawę. Oceanic, No powiem, po zdjęciach widać że stan ładny, zadbany. No nie ma UKF-u i te straszne 4 gałki, obłe kształty na domiar złego amerykańskie lampy.
Niedomagania typowe: kondensator elektrolityczny, sprzęgające, linka strojenie p.cz. - no nic ciekawego.
Niby tylko wymiana linki - ale 5 kwadransów kombinowania było.
Nie ma o czym pisać. Po uruchomieniu, przeczyszczeniu i strojeniu – całkiem sprawne. Nawet można zamorskich stacji na krótkich posłuchać.
Dużo powietrza w środku.

Dużo powietrza pod spodem.
Ale tu niespodzianka – skala podwójna z długością fal w metrach i częstotliwością w megacyklach, przecież nie w megahertzach. Kardynał Richelieu i jego Akademia Francuska by nie dopuściła. O ile za dbałość o piękno, za język można Francuzów pochwalić, to z matematyką jakoś na bakier mieli. Coś tych MC na metry przeliczyć nie umieli.
Fala 51,2 m ma częstotliwość 5,8Mc, a nie 8,5Mc - czeski błąd

A dokładniej czeski błąd się wdał. Ale kto by to poprawiał, przecież to najlepsze na świecie - francuskie.
Paris - to już nawet ładnie brzmi.
Będąc w 100% szczerym to jedno radio tej prowinencji mi się podoba, Excelsior 52 znane poprzez radziecką zrzynkę (coś tam o licencji mówiono, ale …) Zwiezda 54. To późniejszy model innegofrancuskiego producenta, naprawdę ładne i ponadczasowe. A jeśli by się jakiś feler na skali objawił, to kolega, co te piękne skale odtwarza, już by poprawił. Jak ktoś lubi pooglądać renowację, to za wschodnią granicę zapraszam.



Francuz gra, gra ładnie i bez zastrzeżeń, ciekawe czy Francuzi w sobotę, na stadionie w Moskwie też tak zagrają? Ja jakoś tak jednak za Chorwatami jestem. Zobaczymy.

wtorek, 19 czerwca 2018

Pocztówka z Norwegii czyli straszny (nie)sen w pięknym kraju

Cały poniższy tekst i zdjęcia są autorstwa kolegi Grzegorza, z którym mam przyjemność korespondować, zapraszam zatem do lektury.


Straszny (nie)sen w pięknym kraju

Zdarzyło mi się zarabiać na życie w różnych miejscach, lepszych i gorszych mniej lub bardziej normalnych z naszego (polskiego) punktu widzenia. Choć  zdobywanie środków do życia zajmuje mi wciąż mnóstwo czasu staram się zachowywać do tego zdrowy dystans. Jednocześnie mieć oczy i uszy otwarte i pozostawiać sobie chwilę na refleksję. Radiowa pasja jest tym co pozwala dostrzec  zmiany którymi pasjonat innych dziedzin nie zawraca sobie głowy, ale czy zmianami zawsze na lepsze? A że lepsze jest wrogiem dobrego przekonałem się niejednokrotnie.
Ostatnio trafiłem za koło podbiegunowe do pięknej choć  niezbyt bogatej gminy Steigen w okręgu Nordland (mniej więcej połowa drogi między Bodo i Narwikiem) w Norwegii.


Z racji wykonywanej pracy otrzymałem do dyspozycji pokój w miejscowym hotelu oraz samochód (z wypożyczalni) i pewnego poranka jadąc do pracy, trochę śpiący postanowiłem rozbudzić się włączając radio, zwyczajne ,,fabryczne”.
Niestety radio choć sprawne jak się okazało, szumiało na UKF-ie, automatyka kilka razy przeszukała cały zakres  a na AM-ie reprodukowało zwykłe zakłócenia bez śladów modulacji. No tak, jakby powiedzieli miejscowi:,,Nye dagen, nye plagen”(nowy dzień-nowy kłopot).
O co chodzi? Zaraz po przyjeździe do Steigen miałem co prawda problemy z siecią komórkową co jak wyjaśnili mi koledzy spowodowane było ostrą wichurą dwa dni wcześniej i zniszczeniem kilku przekaźników, ale służby w tym kraju nauczone wieloletnim doświadczeniem szybko radzą sobie z każdym rodzajem plagi. Koledzy korzystający z innego auta nie mieli aż takich problemów po przyjrzeniu się ich odbiornikowi sprawa zaczęła się wyjaśniać DAB!
 No gdzie ten przekaźnik?                                  
Krótka konsultacja z wyszukiwarką no i pewność: od 11 stycznia 2017 roku rozpoczął się proces wyłączania nadajników FM(portal: moja norwegia)Pomimo sprzeciwu prawie 70% społeczeństwa! A zaczęli od okręgu Nordland!
W hotelu co prawda słychać było muzykę (no nie koniecznie z radia), ale to co zwróciło moją żywą uwagę to odbiorniki stojące na swego rodzaju ekspozycji  (czy można tak nazwać  półki wysoko pod sufitem pomieszczeń ?) Jak sądziłem początkowo był to zwykły wystrój, ale stanowiły połowę wszystkich zgromadzonych przedmiotów świadczących o historii tego miejsca. W Norwegii  prawie każdy mały pensjonat czy hotel posługuje się takim wystrojem świadczącym o zamiłowaniu do swojej małej i dużej ojczyzny-przed większością domów norweskich stoi maszt z flagą narodową. Tylko pochwalić, a może i naśladować by wypadało.             
  Radionette w środku młodzieniaszek z lat 70’
 Z lewej Tandberg z 58r. w środku Radionette z charakterystyczną dla starszych odbiorników skalą
Chyba wyłącznie odbiorniki norweskie?

Radionette w drewnie tekowym plus stereofonia.                                                    
Proszę zwrócić uwagę że w tej  skromnej  kolekcji, aż dwa są stereofoniczne. To ślad po kryzysie naftowym lat siedemdziesiątych. Norweską gospodarkę napędzały złoża ropy i gazu, a samo społeczeństwo tego kraju wcześniej żyjące skromnie i oszczędnie szybko się bogaciło. Jednak zawsze były i będą różnice w dochodach. Jak  wynikało z rozmów ze znajomym Norwegiem (mieszkającym w średniej wielkości mieście) telewizor w jego domu pojawił się w połowie lat osiemdziesiątych jego sąsiedzi mieli podobnie. W końcu przytłaczająca większość  Norwegów żyła z morza. Rodzaj odbiorników wiele mówi o zasobności zwykłych ludzi w czasach sprzedaży tychże.
Słów kilka o wytwórcach norweskich. Najbardziej znane są dwie firmy:  Radionette (założona w  1927roku przez radioamatora samouka) oraz Tandberg (w 1933 r.). Wytwórnie te jak wszędzie na świecie miały swoje wzloty i upadki, chcąc się chronić przed upadkiem dokonały nawet w pewnym okresie połączenia. Jednakże nie wytrzymały  rywalizacji z dalekowschodnią konkurencją. Tandberg zbankrutował  w 1978 r., choć część zakładu przetrwała produkując systemy pamięci magnetycznych aż do 2009 roku. Radionette właściwie upadło w tym samym roku co Tandberg, choć jej  znak towarowy wykupiony został przez sieć handlową i nadal można kupić urządzenia tej marki. Do dziś sprawa upadku tych firm ma posmak skandalu z wątkami politycznymi.
Naszych producentów chroniła aż do swego upadku gospodarka sterowana centralnie.
Cóż, podejrzewam że organizowanie podobnych ,,wystaw” stanie się też naszym udziałem. Nie zatrzymają tego nawet braki wychodzące w codziennym użytkowaniu takich urządzeń jak DAB.
Mały przykład: jak wszyscy wiemy im krótsza fala radiowa tym jej zachowanie bardziej przypomina zachowanie fali świetlnej, w połączeniu z faktem iż urządzenia DAB będące na skraju zasięgu nadajnika gdzie poziom sygnału drastycznie spada są ograniczone automatyką która (w dobrej wierze) chcąc zachować wysoką jakość odbioru po prostu wyłącza go całkowicie. Milczące ale sprawne - ciekawe? Osobiście przekonałem się o tym pracując na budowie, korzystaliśmy z radia DAB ,,budowlanego’ dobrej skądinąd firmy ,,Ma..ta’’ produkującej właściwie narzędzia, ale elektronikę i tak budują im znane koncerny. Niestety radia nie dało się słuchać, w pomieszczeniu gdzie początkowo odbiór był  pojawiło się kilka blaszanych ,,gabarytów” zasłaniających nieco wejście i cisza! Gabaryty zniknęły - jest odbiór.  ,,Analogowe” radio dawało by sobie jeszcze doskonale radę, no może trochę szum by się zwiększył (praca poniżej progu ograniczania), ale by nie zamilkło. Korzystając z uprzejmości  kolegów stwierdziłem że w samochodzie automatyka DAB przełącza odbiornik na sąsiednią stację, a nie jak w RDS-owskiej funkcji ,,AF” na inny nadajnik z tym samym programem (chyba był to jedyny nadajnik w okolicy albo taki sterownik).
Naród z tradycjami w sportach zimowych rozwiniętych z konieczności lub jak kto woli z powodu trudności  w transporcie.
Inną sprawą pozostaje ukształtowanie terenu: bardzo duże różnice w wysokościach i ,,martwe” pola gdzie odbiór jest niemożliwy pomimo bardzo dobrego pokrycia okolicy sygnałem. Małe przekaźniki montowane są jedynie w tunelach drogowych, które mogą mieć nawet ponad 12 km długości  i zjeżdżać w głąb do ponad 100 m pod powierzchnię morza. Mogę jedynie wyobrazić sobie niechęć  kierowców ciężarówek. Pomimo tego, że Polska na przeważającym obszarze, aż takich problemów z ukształtowaniem powierzchni nie ma, to pokrycie całkowite sygnałem o odpowiednim poziomie (nie do końca przecież obojętnym dla organizmu )to sprawa mam nadzieje jeszcze dalekiej  przyszłości. Obserwuję rozwój radiofonii cyfrowej w kraju, ale sądzę że tak szybko nam FM-u nie wyłączą. Jednak ,,eksperyment” norweski bo tak należało by tę sprawę wyłączenia modulacji FM nazwać, pokaże wszystkie plusy i minusy nowego standardu. Jednak mnie pasjonatowi zabytków radiotechniki przypomina to straszny sen o daremnym trudzie, bo przecież  najbardziej cieszy odratowane radio które gra a nie zbiera jedynie kurz. No i nie bez znaczenia pozostaje fakt że żona łatwiej  użyteczny zabytek  zaakceptuje.
Te ,,oficerki” jakieś znajome takie. A morze pamiątka po ,,wyzwolicielach”?
Wypada dorzucić (za Wikipedią) informację o tym co dzieje się w Norwegii na AM-ie. Kojarzę ze skali radia rozgłośnię Oslo z zakresu fal średnich nawet ze skali Tandberga –Huldra 8-55 (oryginalny wyrób norweski z roku 1967 i ten amerykański zakres do 108 MHz, kiedy na kontynencie był jeszcze o 4 MHz węższy) odczytałem siedem. Oficjalnie na AM-ie nadaje jeszcze lokalna rozgłośnia na Spitsbergenie z mocą 1kW (1485 kHz). Radio Zakopane(*) na tej samej fali dysponuje mocą  0,8 kW przy podobnym ukształtowaniu terenu więc można ocenić słyszalność na jej przykładzie Wciąż na FM-ie  pozostaje kilku nadawców prywatnych słyszalnych w większych miastach: Oslo, Trondheim , Bergen i innych. Smutne, że kraj ten prawie ,,zamilkł” w klasycznej modulacji.

 Który następny?

Pozdrawiam!
Bogoy. 30 maja 2018

* - radio Zakopane na 1485kHz zamilkło w 2014 roku. Niestety.  (dopisek redaktora)

czwartek, 14 czerwca 2018

Philips 4-39A czyli przyjemność trzy razy

Każdy pozyskany odbiornik radiowy budzi emocje kilka razy. Pierwsza jest w chwili pozyskania, wygrania licytacji lub kupnie na targowisku czy w innych okolicznościach. Tak było i w przypadku tego Philipsa. Zwrócił moją uwagę głównie poprzez proste i bezpośrednie ogłoszenia: Stare radio, 100 zł i odbiór w Warszawie.
No tak średnio wyglądał.
 Uzgodniliśmy z Zygmuntem, że bierzemy. No dokładnie: ja kupuję, on naprawia i cieszy się z posiadania. Sprzedający troszkę oporny był i w ostatniej chwili podniósł cenę. Ale  trudno przecież to Polski Philips 4-39A i w miarę oryginalnym stanie. Oryginalnym ale nie doskonałym. Jak się okazało tkanina była w strzępach, obudowa popękana i miejscami wyszczerbiona.
Strzępy.
Słowem radio swoje przeszło. Wszystko udało się Zygmuntowi naprawić. Pozwólcie, że ograniczę się do kilku zdjęć.
Elektronika w komplecie

I wtyczka oryginał.

Kondensatory skorodowane.

Ale o bardzo ciekawej konstrukcji
Aż chce się powiedzieć - Philips.
Potencjometr i wyłącznik - każdemu to dolega.

Na skali Baranowicze - końcówka produkcji

Lampy oryginalne i sprawne. Ulga.

Ubytki dało się uzupełnić - pomógł dawca Pionier od kolegi Hirka.

Już kleimy tkaninę.

Bardzo ładnie, bardzo.
W tej chwili gra i cieszy, po raz trzeci.
Koniec wieńczy dzieło.

Gra i świeci.
W środku porządek.

To tak jak w życiu – najprzyjemniejsze są trzy rzeczy: szampan przed i papieros po.

Ja najbardziej lubię tą pomiędzy. W przypadku starych odbiorników podpowiadam: to naprawianie!

środa, 30 maja 2018

Licencja czyli wiedza, która kosztuje.

Jeden z moich kolegów, który szczęśliwie na zasłużoną emeryturę się nie tak dawno udał, podesłał mi przez syna radio. W zasadzie miał to być prezent dla mnie i był, tylko w takim innym sensie – mało materialnym, bardziej sentymentalnej przygody. Radioodbiorników wszelkiej maści mam nazbierane tak na kilkanaście lat hobbystycznej działalności.
Ale kiedyś było inaczej, było to dobro trudno dostępne i drogie. Pamiętam jak pod koniec lat siedemdziesiątej w rodzinnej Bukowinie, Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopka (dokładnie tak mieli na pieczątce, zanim ktoś się nie dopatrzył, że jednej literki brakuje :-) finalizowała budowę Domu Towarowego. Kilka dni przed otwarciem pojawił się „wystrój” witryny. Ile tam dobra radio-technicznego było, klocki dzierżoniowskie (Giewont, Beskid czy inne) telewizory kolorowe Rubin (sztuk 2) i kilka Grundigów.
Pomimo lat - zachowany zupełnie ładnie.
Chyba najbardziej pożądanego przez kilkunastoletniego chłopaka dobra. Przechodząc przed tą wystawą przez kolejnych kilka dni (otwarcie się opóźniało) jakoś tak zauważyłem, że obfitość tej wystawy z dnia na dzień się zmniejszała. Poszczególne Grundigi jakoś tak jeden za drugim znikały. W dniu otwarcia okazało się, że zostało ich trzy sztuki, w tym dwa uszkodzone. Ale i tak nie miałem szansy na zakup – społeczna kolejka stała od dawna. Swoją radio-magnetofonową przygodę rozpocząłem więc z MAJĄ. I bardzo to sobie tą przygodę ceniłem.
Z plakatu reklamowego Unitry.
Koledzy, którzy w posiadanie tego licencyjnego dobra weszli, troszkę nos wyżej nosili – mieli licencyjny, na niemieckich częściach. Słowem lepszy.
Tak więc jak po czterdziestu latach w zagościł w moich rękach RB 3200 to inżynierska ciekawość była ogromna. W czym to było lepsze od krajowych produktów? I muszę się przyznać spotkało mnie miłe zaskoczenie – to jest (była) bardzo fajna i przemyślana konstrukcja. Dostęp do płytki drukowanej bardzo wygodny, zatrzaski umożliwiające operowanie w elektronice w półotwartej pozycji, nawet taki pasek zabezpieczający przed przypadkowym rozłożeniem się.
Układ elektryczny prosty, nie przekombinowany. Egzemplarz ten miał już w większości elementy krajowe, ale kilka było jeszcze ewidentnie zagranicznych.
Parę elementów to jeszcze "wsad dewizowy".
Między innymi selenowy prostownik i kilka filtrów p.cz. Radio okazało się zupełnie sprawne na AM, nawet w moich warunkach przyzwoicie odbierało. Na UKF-ie jednak cisza, ale kolega ostrzegał, że nie przestrojone. Operacja zmiany OIRT na CCIR to w zasadzie powrót jest na forach wielokrotnie opisywana i w zasadzie ma się ograniczyć do usunięcia dwu kondensatorów oraz zestrojeniu heterodyny i obwodu wejściowego.
Już bez kondensatorów. Zwracam uwagę na filtr z pomarańczowym elementem.
Kondensatory w kilka minut udało się wylutować, ale jakoś po tej operacji nie było nawet śladu sygnału. Nawet ordynarne podanie 10,7MHz w stopniu mieszacza dało rezultat słaby. Pomiary punktów pracy tranzystora mieszacza/heterody dały przesłankę, że to tu należy szukać uszkodzenie. Ciekawostką jest , że niektóre napięcia mierzone są od minusa, a inne od plusa, no takie układy.
Tranzystory w technologi Mesa tak mają. Chińskie mierniki dodatkową diodę dostrzegają.
Tranzystor mieszacza okazał się sprawny, a winę za brak odbioru należało zrzucić na filtr 10,7MHz na wyjściu. Wylutowanie tego elementu potwierdziło diagnozę – przerwa w obwodzie. Próba naprawy spełzła na niczym: za słabe oczy, drżące ręce, za cienkie druciki nawojowe.
Co gorsza ten element to ewidentnie „wsad dewizowy” z oznaczeniem 07FV. Gdzie to znaleźć? Ile to będzie kosztowało? Cóż porzucić naprawę w tym momencie jakieś takie nie honorowe.
Pomysł przyszedł szybko – trzeba kupić dawce. A tego akurat jest sporo i to tanio. Kupiłem za 10 zł (+14 zł wysyłka) z firmy , której nazwa „madeinrecycling” dużo mówi – uratowałem przed szrotem.
Będzie dawcą.
Niech już będzie dawcą i uratuje jedno radiowe życie.
No wiele to sobie obiecywać nie można.
Grundig okazał się nieco nowszym wykonaniem - mostek prostowniczy już krzemowy, Isostat w przełączniku nagrywanie/odtwarzanie. Radiowo w zupełnie przyzwoitym stanie, no nie miał anteny, nie grał, ale w miarę czysty i co najważniejsze miał Ten Filtr.


No właśnie prawie Ten, bo w miejscu dewizowego wyrobu wmontowany był typowy Polfer-owski filtr 7x7 o symbolu jak doczytałem 232. Znaczy się, w późniejszym etapie spolszczanie konstrukcji coraz więcej elementów było wytwarzanych w kraju. Chwalebne to.
Szkoda mi było rozbierać dawcę tylko dla tego filtra i skazywać na radio-śmierć, postanowiłem poszukać 232. Oczywiście nie znalazłem go w Internecie, ale znalazłem u Pana Krzysztofa w GOMIS-ie na ul. Jagielońskiej . Za 5zł stałem się posiadaczem dwu egzemplarzy (jeden na zapas).
Wlutowany w miejsce oryginalnego od razu ożywił radio na UKF-ie. Heterodynę ustawiło się prosto, a obwód wejściowy już został uproszczony i tylko cewką maksimum sygnału w środku zakresu ustawiłem.
Okazało się konieczne lekkie zestrojenie całego toru p.cz. i ustawienie zera detektora, starą z lampowej techniki znaną metodą. Radio gra wspaniale (podmieniłem jeszcze od dawcy potencjometr głośności). Muszę przyznać, że konstrukcja naprawdę wspaniała. Warto było kupić licencję i zapłacić, by zdobyć wiedzę. Tak jak ja kupując drugi egzemplarz zdobyłem wiedzę, że fitr 7x7 232 jest zupełnie na miejscu. A wystarczyło tylko dokładnie przyglądnąć się schematowi do polskiej wersji RB 3200. Cóż wiedza kosztuje.
Nie ma już Kasprzaka, nie ma Grundig-a, znaczy jest marka, którą zarządza turecka korporacja, ale to już nie to. Ale są kultowe odbiorniki RB 3200, Kasprzakiem lub częściej Grundigiem zwane. Ten kolegi już gra, a mój „szrotowiec” będzie. Uparłem się.
Magnetofonu nie uruchamiałem, nie mam kasety w domu – aż nie chce się wierzyć.